Kto bogatemu zabroni – czyli czemu Ty nigdy nie założysz żakietu za 150 tys. złotych

Wyobraź sobie, że masz na sobie coś warte tyle co mała kawalerka na obrzeżach miasta. Dziwnie byś się czuł/a, prawda? Co jeśli dla niektórych jest to „chleb powszedni”? Wszystko za sprawą Pierwszej Damy USA – Melanii Trump, która to pokazała się w płaszczu Dolce&Gabbana wartego ponad 200,000 złotych.

Melania Trump odkąd została Pierwszą Damą Stanów Zjednoczonych Ameryki, nieustannie jest otoczona wiankiem fotoreporterów, czyhających na jej każdy ruch. Portale modowe prześcigają się również w pokazywaniu co i na jaką okazję założyła. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie patrzeć na ceny kreacji Pani Melanii. Jest pierwszą, która dysponuje praktycznie nieograniczonym budżetem i nie musi się prosić czy zabiegać o względy projektantów. Teraz Tom Ford może bić się w pierś, że nie chciał żeby Melania nosiła jego kreacje. Chociaż… zawsze może pójść i kupić nie pytając o zgodę. Dlaczego? Bo może.

Podczas ostatniego szczytu G7, Melania pokazała się w niebanalnej kreacji od Dolce&Gabbana. Pelerynka wyszywana kwiatkami był wart blisko 150,000 złotych. Czy to przystoi pierwszej kobiecie Ameryki?

Oczywiście, że tak! Wiele osób na początku porównywało Melanie do jej poprzedniczki Michelle, ale to są dwa różne światy. Michelle stawiała na wyraziste, ale jednak masowe stylizacje od amerykańskich projektantów i sieciówek. Wyobraźcie sobie Melanię w zwykłej garsonce z Sears-a….

Tutaj mamy jednak poważny budżet i poważne przedsięwzięcie. Nie jest to potańcówka w remizie czy bal maturalny z czerwoną podwiązką. Pani Melania mimo, że zakłada na siebie wartość mieszkania, to nie jest za to krytykowana. Dlaczego? Bo ją najzwyczajniej w świecie stać. I nie ma tu nad czym deliberować czy zaglądać po jej kieszeni. Sama przyznaje, że kocha luksus. I dobrze. Przynajmniej ma odwagę to powiedzieć głośno.