Nie od dziś wiadomo, że wyjście do opery wiąże się z szczegółowymi przygotowaniami. Panie wygrzebują swoje najlepsze kreacje, a panowie odświeżają podeszwy w skórzanych oxfordach. Ale zaraz, zaraz… czy myśmy nie zwariowali?

Nie od dziś wiadomo, że wyjście do opery wiąże się z szczegółowymi przygotowaniami. Panie wygrzebują swoje najlepsze kreacje, a panowie odświeżają podeszwy w skórzanych oxfordach. Ale zaraz, zaraz… czy myśmy nie zwariowali?

Niedzielne popołudnie, rodzina się zjechała, a nowobogackie panie domu właśnie odbierają od kuriera samodzielnie zamówiony obiad z pobliskiej, modnej restauracji. Zapewne będzie to sushi lub świeżo przygotowane sążaki. Panowie pałaszują dobre wino i opowiadają ile to akcji sprzedali na giełdzie oraz która sekretarka kompletnie nie nadaje się do parzenia kawy.

Wszyscy najedzeni i z podbudowanym ego. Czas szykować się na wieczorne wyjście do opery. Obowiązkowo wizyta u fryzjera, kosmetyczki, a czasem i u makijażystki. Panowie mają trochę łatwiej. Wystarczy dobrze skrojony garnitur bądź frak. Ale chwileczkę… czy wszystko jest w porządku?

Dostosowanie się do istniejących norm społecznych, rośnie wraz z poczuciem przynależności do wyższej kasty. Czy aby na pewno? Sprawa ma swój początek przy wpisie Łukasza Jemioła i jego zdjęciu z ostatniego przedstawienia w operze. A wyglądało ono tak:

W dawnych czasach, ubiór był oznaką statusu materialnego i przynależności do elity. Nie na darmo uważano, że biała cera, wręcz kredowa była uznawana za oznakę pochodzenia szlacheckiego. Czy dzisiaj coś się zmieniło? Nie. I nigdy to się nie zmieni. Zasada „jak Cię widzą, tak Cię piszą”, nigdy nie przestanie obowiązywać. A co jeśli jesteśmy wyśmiewani publicznie? Niestety przykro się na to patrzy.

Nasze wszechobecne podążanie do bycia elitą i ponad innych oraz udawane wielko państwo, może tylko świadczyć o nas samych i samemu pokazywaniu swojej klasy, a właściwie jej braku. Niestety, taki to jest nasz kraj, że tam gdzie trzeba, to należy włożyć szpilę i dorzucić swoje jaśniepaństwo i pokazać, że „smakujemy życie i świat z małej butelki szampana z Tesco, a śmietankę spijamy z jogurtu”.

Zgodnie z zasadami etyki, ubiór powinien być schludny i czysty i dostosowany do okazji. Jedyne do czego można się przyczepić to brak marynarki, ale nie popadajmy w paranoję. W ten dzień było bardzo gorąco i nie każdy ma ochotę się pocić, tylko po to ażeby nie zostać sfotografowanym „jak na pikniku”. Polecam wyjąć kij i żyć własnym życiem.

Categories: Styl życia