Jagoda Judzińska: „Kryłam się ze swoją chorobą. Moje zdjęcia były retuszowane”

Jak się zaczęła Twoja przygoda z modelingiem?

Pierwsze swoje kroki w zawodzie modelki stawiałam w Kielcach. Startowałam w wyborach miss, a potem dotarłam do Krakowa gdzie miałam możliwość zapisania się do agencji modelek. Wtedy zaczęły się sesje, pokazy. Jednak dopiero za namową moich przyjaciół i znajomych, wzięłam udział w castingu do Top Model. Jednak bardzo się wahałam. Myślałam sobie „przecież nie pójdę do programu, gdzie wystawię się na opinię nie tylko jury, ale też milionów osób, które to potem obejrzą. Przecież nie wyglądam idealnie, a moja choroba – bielactwo – nie jest w kanonie pięknej modelki.” W małych agencjach i przy niewielkich zleceniach, też się tego obawiałam. Moje zdjęcia były często retuszowane, tak żeby ukryć moje białe plamy…

Zapytam Ciebie wprost – uważałaś, że się nie nadajesz na „top modelkę”?

Tak. Kryłam się ze swoją chorobą. Gdy trafiłam na casting do „Top Model”, pomyślałam „ok, no powiedzmy, że może uda mi się to jakoś w sobie pogodzić, że będzie mi łatwiej z tym żyć, ale jeśli nie dostanę się do tego programu to co? To jeszcze bardziej zamknę się w sobie i trudniej będzie mi z tym wszystkim sobie poradzić.” Słyszałam też opinię, że moja choroba może być moją „bronią”. Dzięki niej wyróżniam się. Jednak w głębi nie byłam do takiego zdania przekonana. Ale poszłam, spróbowałam… dostałam się.

Ten program Cię otworzył? Zaakceptowałaś siebie?

Bardzo. Nie potrafiłabym sobie wyobrazić życia teraz gdybym nie wzięła w nim udziału. Pomimo tego, że potrzebowałam na oswojenie się z tym wszystkim dużo czasu. Chciałam też złamać stereotypy panujące w Polsce. Nasze społeczeństwo co raz bardziej się otwiera.

Inspirowałaś się kiedyś jakąś modelką? Na świecie znana jest Chantelle Winnie – również brała udział w Top Model…

Tak. Moja siostra kiedyś wysłała mi jej zdjęcie i powiedziała „Hej, nie martw się tym co Ty masz. Zobacz na nią! Jest światowej sławy modelką!” Była właśnie moją inspiracją do tego żebym weszła w cały ten świat modelingu. Pomogła mi uwierzyć, że osoby z bielactwem mogą zajść wysoko.

Twoja codzienność stała się prawdziwą codziennością?

Tak. Nie muszę już kryć wszystkich plam, pudrować ich itd. Patrząc teraz na zdjęcia, które wykonywane są podczas profesjonalnych sesji nie mam już z tyłu głowy myśli „co będzie jak to ktoś zauważy i mnie skrytykuje?”

Modelka to według Ciebie „wieszak” reklamowy?

Kiedyś myślałam, że to taka ładna Pani, która tylko ubiera dane jej stroje, zapozuje, ładnie się uśmiechnie i tyle. Teraz wydaje mi się, że w tym zawodzie chodzi o osobowość. Modelka powinna być charkterystyczna, ale nie przerysowana. Powinna mieć „to coś”. Na ulicy spotykamy mnóstwo pięknych twarzy, ale nie każda ma w sobie coś takiego, co nie pozwala Ci przestać na nią patrzeć. O to w tym wszystkim chodzi. O przyciągnięcie. Za granicą na przykład chłopak z blizną robił reklamę dla Calvina Kleina, ale nie to było w nim przyciągające – tylko to, że jego spojrzenie przyciągało odbiorcę.

Ale nie idzie to trochę w stronę, że „dziwactwo” wygrywa?

Nie popadajmy w skrajności w skrajność. Oczywistym jest, że nie możemy tutaj mówić o defektach, które są dyskwalifikujące.

Lepiej czujesz się na wybiegu czy jako fotomodelka?

To ciężki temat. W Polsce nie ma wiele okazji do pokazania się na wybiegu. Nie ma u nas organizowanego fashion weeka chociażby. Dla modelki jest to jakaś nobilitacja, ale nie zawsze potrzebują kogoś z moim typem urody, który pasowałby do całości koncepcji projektanta.

Chciałabyś zostać w Polsce? Myślałaś o współpracy z zagranicznymi agencjami modelek?

Dwa lata temu podpisałam kontrakt z zagraniczną agencją modelek. Pojawiają się propozycje, ale to jednak z Polską wiążę swoja karierę.

Na czym Ci tutaj zależy?

Chciałabym realizować ciekawe kampanie i sesje zdjęciowe. Zwracam uwagę na to co mi oferują. Sprawdzam portfolia danych marek czy studiów fotograficznych. W tym świecie bardzo łatwo o „potknięcie”. Po opuszczeniu Top Model, zdałam sobie sprawę, że warto się angażować tylko w te akcje, które są spójne z twoją osobowością.

Jest taka współpraca lub sesja, którą najlepiej wspominasz?

Może nie tyle współpraca czy sesja, ale dla mnie najbardziej zapadło w pamięć pierwsze wyjście na imprezę gdzie zderzyłam się z show biznesem. Było to bodajże otwarcie jakiegoś domu handlowego w Warszawie. Dla mnie było ciekawe poznawanie tych ludzi, których do tej pory oglądałam w mediach.

„Kręci” takie życie w „śmietance”?

Z jednej strony tak, ale z drugiej nie. Przykład – media plotkarskie kiedyś napisały, że nie pojawiałam się trzy miesiące na „ściankach”. Czy miałam wtedy potrzebę pokazania się gdzieś? Bynajmniej. Wybieram takie imprezy na których warto bywać, a nie wszystkie. W tym świecie trzeba uważać bo możesz często poznać osoby, które tylko z pozoru dobrze ci życzą. Niemoralne propozycje są na porządku dziennym… to straszne.

Trzeba bardzo uważać na to z kim się współpracuje?

Myślę, że tak. Tak jak wspomniałam. Ten świat to tylko pozory. Jestem z tych osób, które chcą coś zrobić od A do Z. Nie mogłabym się obudzić z myślą, że zrobiłam „coś za coś”. Nie można być naiwnym. Czas zweryfikował. Nie wszystko jest czarne albo białe. Po wyjściu z Top Model, wydawało mi się, że będę na ustach wszystkich. A wcale tak nie było. Musiałam sobie zapracować – często wyrzeczeniami – na kampanię czy sesje zdjęciowe. Nie ma nic na skróty.

Miałaś taki moment w swojej karierze, że powiedziałaś sobie „po co mi to wszystko, nie chcę dłużej tego robić”?

Miałam. Nie jeden, nie dwa. Myślałam, że czas się spakować i wracać do Sandomierza. Zająć się normalnym życiem na etacie pani po administracji…

No właśnie… gdyby nie modeling, wróciłbyś do swojego wyuczonego zawodu?

Szczerze? Chciałabym realizować swoje pasje, studia zrobiłam bo chciałam, a nie po to żeby mieć wyjście jakieś awaryjne. Wolę „męczyć” się w Warszawie i osiągnąć wszystko z czasem. Nauczyłam się pokory i cierpliwości. Sama wyznaczam sobie cel i sama do niego dążę.