Projektowanie i tworzenie biżuterii modowej jest jej pasją. Jej styl twórczy przenika nowoczesny design i ponadczasowe wzornictwo oparte o inspiracje otaczającym ją światem, a jednocześnie odwołuje się do bieżących trendów zachowując jednak swój unikalny, autorski charakter.

Skąd pomysł na męską biżuterię? To dość nietypowe, że kobieta chce tworzyć dla mężczyzn, a nie innych kobiet…

Anna Molenda-Scoreccione: Na początku zajmowałam się biżuterią damską. Dopiero kilka wydarzeń na przełomie dwóch ostatnich lat spowodowało, że ukierunkowałam się na biżuterię męską. Uznałam, że w Polsce męskie akcesoria biżuteryjne to spora nisza rynkowa, którą należy zagospodarować. Śledziłam też zagraniczne trendy. Widziałam, że w innych krajach – chociażby Europy zachodniej i USA – męskie wisiory czy bransoletki są bardzo popularne, a panowie chętnie ubierają biżuterię by podkreślić swoją osobowość i charakter. Często nadając ciekawego tonu swoim stylizacjom. Spodobało mi się w tym to, że to był taki mój styl. Drzemie we mnie jakiś męski pierwiastek. Często myślę jak facet. Nie lubię niezdecydowania.

Uważam, że z mężczyznami mi się po prostu lepiej pracuje. Mam „męski” sposób patrzenia na świat, który pozwala mi dobrze odgadywać, co mężczyznom w świecie mody może się podobać, a na co nie zwrócą uwagi. Stwierdziłam zatem, że spróbuję projektować także męskie wersje mojej biżuterii.

Pierwszy raz z męską biżuterią (wtedy jeszcze marka Scoreccione nie była nawet oficjalnie obecna na rynku), wystawiliśmy się na Targach Gadżetów Męskich w 2015 roku w Arkadach Kubickiego w Warszawie.

Spotkaliśmy się z bardzo dużym zainteresowaniem. Ogromnie zaskoczył nas pozytywny odbiór naszej kolekcji! Targi trwały dwa dni, a na ich koniec cały towar został wyprzedany. Po targach klienci zaczęli się do nas odzywać, że są zainteresowani kolejnymi biżuteryjnymi akcesoriami. I tak to się zaczęło. To dało nam sygnał, że jednak w Polsce jest potencjał na męską biżuterię modową i warto iść w tym kierunku.

Skąd czerpiesz inspiracje do swoich projektów?

Nigdy nie wiem co mi przyjdzie do głowy. To jest w pełni spontaniczne. Najczęściej, gdzieś coś zobaczę albo usłyszę i nagle wpada mi do głowy pomysł na nowy wzór lub nawet całą kolekcję. Bacznie obserwuję swoje otoczenie i to, co się dzieje wokół mnie. Wtedy szybko to sobie zapisuję albo rozrysowuję. Są to filmy, sztuka, przyroda, dobra książka albo nawet tak błahe sprawy jak nietypowy mural. Z wykształcenia jestem historykiem sztuki, więc miałam do czynienia już ze zdobnictwem czy ornamentami. Potrafię to „zaadaptować” do biżuteryjnego wzoru. Często w swojej twórczości odnoszę się do różnych epok. Chociażby takich jak starożytny Egipt czy Grecja. Fascynuje mnie też styl „etno”.

Uważacie, że biżuteria jest trafionym pomysłem na biznes i życie?

Jak najbardziej. Wiadomo. Początki są trudne, ale nie ma nic bez wysiłku i dużej dawki determinacji. Wystarczy nie poddawać się i robić swoje. Dzisiaj dzięki tej pracy mamy swoje atelier na warszawskim Powiślu i zbudowaliśmy sklep internetowy na cały świat, gdzie jest ponad 100 produktów w kolekcji stałej. Mamy też stałe grono odbiorców, współpracujemy z markami odzieżowymi i akcesoryjnymi, stale poszerzamy swoją ofertę i idziemy do przodu. Ten rynek ma potencjał, który staramy się jak najlepiej wykorzystać, co daje nam wymierne efekty w każdej dziedzinie życia.

Uważasz siebie za rzemieślnika czy artystę?

Myślę, że łączę te dwie rzeczy. Mam bardzo dużą potrzebę przerabiania materii. Uwielbiam nadawać czemuś kształt. Często projektanci mówią o sobie, że tylko projektują, niosą koncepcję, a rzemieślnicy są od wykonywania ich wizji. Ja uważam, że trzeba to scalać. Nie chciałabym zrezygnować ani z jednego ani z drugiego „zawodu”. Projektuję i sama wykonuję. Dla mnie dopiero wtedy coś jest naprawdę „pełne”. Znam się na metalach, wiem z czym je połączyć, a z czym nie.

Od początku do końca wiem jak każda biżuteria została wykonana. Często sami klienci o to pytają.  Nie mam wtedy problemu z opowiedzeniem, jak wyglądał proces tworzenia. Dzięki temu dana osoba ma pewność, że jest to projekt, który powstał wyłącznie ręcznie, z najlepszych jakościowo materiałów. Co prawda jest jeden wzór danego modelu biuyyżuterii, ale i tak każdy egzemplarz w jakiś sposób różni się od siebie. Właśnie dzięki rękodziełu to dzieło zyskuje swój niepowtarzalny, własny charakter i cechy.

W przyszłości też się widzisz w takiej roli? Myślisz, że z czasem będziesz w stanie to wszystko pogodzić, gdy marka już bardzo się rozwinie?

Nasza firma stale się rozwijayy. Ciągle rośniemy. Popyt też. Często nie mogę wykonywać tyle sztuk biżuterii, na jakie jest obecnie zapotrzebowanie. Mamy kilku pracowników, którzy mają to samo doświadczenie co ja, ale są rzemieślnikami. Z fachem w ręku. Odlewy i prototypy robię zawsze ja, powtarzalność kolekcji stałych mogę powierzyć sprawdzonym partnerom. Jednak mimo tego, staram się sama wykonywać większość zmówień, zaś całkowicie realizuję zawsze zamówienia indywidualne. Na szczęście inne sprawy związane z prowadzeniem firmy pozostawiam w rękach osób, które posiadają właśnie takie kompetencje. I dzięki temu firma funkcjonuje sprawnie.

Często zdarzają się propozycje biżuterii „na zamówienie”?

Tak. Stanowią one nawet 40% wszystkich zamówień. Niektóre są też bardzo pracochłonne. Jak chociażby wykonanie bransoletki z samego złota z dodatkami w postaci kamieni szlachetnych i personalizowanych elementów zdobniczych. Jest to bardzo droga i czasochłonna inwestycja, do której trzeba się odpowiednio przyłożyć. Zdarzają się nawet takie, nad którymi spędzam bez przerwy nawet dwa tygodnie.

Takie zamówienia powodują większą radość na Twojej twarzy? Wydaje mi się, że w nie wkłada się najwięcej serca…

Klient, który przychodzi do mnie z własnym projektem, na początku jest zagadką. To moja rola żebym „weszła” w jego umysł i zrobiła rzecz tak dokładnie jak tego on oczekuje. Jest w tym trochę psychologii. Zazwyczaj mi się to udaje. Jest to bardzo satysfakcjonujące, ale wymaga dużego doświadczenia i bezpośredniej pracy z klientem. Często też osoby proszą o różne modyfikacje zakupionej już u nas biżuterii. Jak chociażby podmiana zawieszki czy rodzaju zapięcia. Niektórzy proszą o grawerunek swoich inicjałów. To także jest forma swego rodzaju personalizacji.

Biżuteria „tworzy” strój czy jest strojem?

Uważam, że jest uzupełnieniem całości. Taką kropką nad „i”. Najpierw mężczyzna ubiera zestaw podstawowy – spodnie, marynarka, koszula, buty. Jednak chce temu strojowi nadać jakiś charakter, wyrazić swoją osobowość czy swój nastrój. Biżuteria pozwala mu to osiągnąć. Często naszymi klientami są biznesmeni, pracujący na wysokich szczeblach w korporacjach lub posiadający własne firmy. Jedyne na co może sobie pozwolić w pracy, ażeby zachować obowiązujący dress code, to drobna biżuteria. Oczywiście są poszetki, krawaty, butonierki, ale to nadal jednak nie jest ten wyróżnik. Są to monochromatyczne tkaniny. Mężczyzna dodając biżuterię do swojego ubrania czuje się wyjątkowy. Może wyrazić siebie.

Biżuteria nadal pozostaje towarem z wyższej półki?

Jeśli chodzi o markę Scoreccione to z pewnością tak jest pozycjonowa. Tworzymy wyłącznie z kamieni i metali szlachetnych. Złoto, srebro czy kamienie są i zawsze będą synonimem luksusu. Oczywiście są też na rynku marki produkujące biżuterię popularną i można ją dostać w sieciówkach. Ma ona swojego klienta. Jednak nie do końca odpowiada naszemu profilowi. Mimo to marka ma w swojej ofercie kolekcję produktów klasycznych i popularnych. Stawiamy na jakość i dobre materiały oraz niepowtarzalne wzornictwo.

Planujecie kolekcję ślubną?

Powiedzmy sobie szczerze. Mężczyzna oprócz tego, że kupuje biżuterię w prezencie swojej kobiecie, to jeszcze jest jeden zakup, który według mnie jest typowo męski. Chodzi o pierścionek zaręczynowy. Stwierdziłam, że czas na stworzenie kolekcji zaręczynowej i obrączek. Kolekcja ciągle powstaje. Na początek myślę, że będzie około 5 wzorów. Głównie brylanty.

Wróćmy do materiałów. Który według Ciebie jest najbardziej „wdzięczny” i plastyczny?

Zaczynałam od srebra. Do tej pory bardzo je lubię. Ale patrząc na rynek, dostrzegam, że co raz częściej panowie wybierają złoto. To dobry znak. Lubię też kamienie naturalne.

Korzystasz z polskich surowców?

Cały proces obróbki surowca jest ulokowany w naszej firmie. Korzystam z rafinacji srebra złomowanego. Bardzo pilnuję tego procesu. Jestem zawsze obecna podczas jego trwania. Dzięki temu mam pewność, że nie ma żadnych wypełniaczy, a biżuteria nie będzie nas uczulać. Dlaczego to takie ważne? Większość osób uważa, że to srebro nas uczula. Ale prawda jest taka, że samo w sobie nie. Dopiero wtedy gdy jest w nim zawarty wypełniacz w postaci niklu. To właśnie przez niego kobietom robią się czerwone uszy, a mężczyzną mogą puchnąć nadgarstki.

Wasza marka głównie kojarzona jest z bransoletkami. Ale co jeszcze oferujecie?

To prawda. Bransoletki najczęściej się sprzedają. Ale mamy w swojej ofercie też kolczyki, wisiorki to spinki. Zdarzyło mi się też robić guziki do koszuli smokingowej czy metalowe ściągacze do kurtki motocyklowej z moim ulubionym wzorem czaszki. Gama produktów jest bardzo szeroka.

Właśnie… skąd pomysł na ten motyw?

Bardzo lubię motywy ze sztuki tatuażu – czaszka, skrzydła, kotwica itp. Sama mam nawet kilka tatuaży. Wykorzystywany przeze mnie motyw czaszki to też poniekąd „hołd” dla prac Alexandra McQueena, którego projekty były wiele razy zdobione właśnie motywem czaszki. Dla mnie jest to ponadczasowy wzór.

Jest taka osoba, którą chciałabyś zobaczyć w swojej biżuterii?

Na pewno chciałabym zobaczyć Toma Hardy’ego i Colina Farrella. Obaj mają bardzo podobny styl, który kreuje nasza marka Scoreccione. Widziałam też, że noszą bardzo podobną biżuterię do mojej. Mają taki trochę zawadiacki, luźny styl bycia. Mam nadzieję, że uda mi się zrealizować to marzenie. W Polsce moją biżuterię nosi już dziś wiele znanych postaci ze świata mody i mediów. Nosili ją chociażby Grzegorz Hyży, Janusz Panasewicz, Mateusz Gessler. Co ciekawe, noszą ją też kobiety. Choćby Patrycja Markowska ma ją na okładce swojej najnowszej płyty.

Kobiety pojawiają się w butiku Scoreccione?

Często kupują u nas prezenty dla swoich mężczyzn. Zdarza się, że przychodzą pary, by zakupić coś dla siebie. Zdarza się, że Panowie wpadają do nas, bo zobaczą naszą biżuterię u kolegi czy ich dziewczyna znajdzie naszą markę na Instagramie bądź Facebook-u. Dużo par kupuje u nas podczas eventów modowych, gdzie pokazujemy swoją biżuterię. Właśnie kobiety do nas najbardziej „ciągną” swoje drugie połówki. Nie ma co ukrywać, ale ma to też znaczenie, że męska strefa na takich targach jest o wiele mniejsza niż damska.

W Polsce nadal jest problem wizerunkowy – facet z biżuterią?

To się zmienia. Gdybyś mnie zapytał dwa lata temu, odpowiedziałabym, że jest jakiś problem. Wtedy jeszcze nie bardzo faceci mogli się przekonać do męskich naszyjników, pierścionków czy bransoletek. A na zachodzie moda ta już kwitła. Teraz nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Czasem sama się dziwię, że przychodzą do nas z własnym projektem, pełni ekscytacji!

Gdzie widzisz Scoreccione za kolejny rok?

Myślimy mocno o rozwoju za granicą. Bardzo mocno wierzę, że uda nam się zaistnieć w USA i Azji. W Warszawie i innych większych miastach Polski planujemy kolejne punkty sprzedaży, gdzie – mam nadzieję – nasza biżuteria zaskarbi sobie przychylność kolejnych rzesz klientów spragnionych nowości w świecie biżuterii męskiej.

Categories: Ludzie