Jedyny taki festiwal w Polsce – Przerób-my vol.3

Jeżeli mieliście okazję pojawić się na festiwalu „Przerób-my vol.3”, to nie czytajcie tego artykułu, bo w żaden sposób nie uda mi się oddać atmosfery, jaka tam panowała. Jeśli jednak nie macie pojęcia o czym mówię, to macie dwa wyjścia – przeczytać lub pojawić się na kolejnej odsłonie.


Wiadomo, nie każdy żyje z rękodzieła. To jednak nie jest powód, żeby nie spróbować swoich sił jako wystawca na festiwalu. Impreza – w pewnym sensie – ma charakter targów, dlatego pierwsza myśl jaka nasuwa się domowym majsterkowiczom to: „nie stać mnie”. Spokojnie, rozmawiałem z organizatorami i uwierzcie mi – nigdzie nie znajdziecie takich cen za stoisko jak tam.

Nawet jeżeli podczas całego wydarzenia sprzedacie tylko jeden naszyjnik, to nie dość, że nie nadszarpniecie swojego budżetu, to dodatkowo nawiążecie mnóstwo kontaktów biznesowych. Skoro już poruszyłem tę kwestię. Atmosfera, jaka panowała na Przerób-my, jest po prostu magiczna. Nie znajdziecie takiej na żadnych innych targach. Po pierwszej miejsce – stara drukarnia przy Mińskiej 65. Bardzo charakterystyczny budynek, który swoją stylistyką idealnie pasuje do hand-madeowej atmosfery.

Na festiwal przychodzą ludzie w każdym wieku: od małych dzieciaczków z rodzicami, aż po seniorów. Najciekawsza jest rozmowa z wystawcami, którzy bardzo chętnie opowiadają o procesie tworzenia swoich dzieł. W niektórych przypadkach jest ona na tyle zaskakująca, a zarazem prosta, że zastanawiacie się: dlaczego to nie wy wpadliście na ten genialny pomysł?! Jako przykład podam „nikabags”, na których wpadłem przez przypadek. Bardzo mili Państwo, którzy reprezentowali to stoisko, opowiedzieli mi od A-Z, jak powstają ich torby i akcesoria, które – uwaga – są tworzone z pasów samochodowych i airbagów. Gwarantuje, że nigdy nie posiadaliście w swoim asortymencie tak wytrzymałego produktu!

Na 2500 metrów kwadratowych pojawiło się ponad 100 wystawców. Profesje najróżniejsze: od biżuterii, maskotek, ubrań, kurtek przez lampy drewniane meble czy zegary. Wszystko oczywiście własnej produkcji. Większość z materiałów wykorzystywanych w procesie tworzenia pochodziła z upcyklingu. Po za tym podczas festiwalu można było spróbować swoich sił w konkursie eko-kreatywności, mini warsztatach z eko-stolarki, zgłębić tajniki eko-designu, a dodatkowo wziąć udział w zmaganiach dla projektantów mody. Nad wszystkim czuwali wykwalifikowani specjaliści. Dla dzieci również nie zabrakło atrakcji: od ogrodów w butelkach przez robienie karmników dla ptaków aż po eko-edukacje.

Jeżeli ktoś nie należy do „odważnych” i przyszedł popatrzeć, to oprócz nawiązywania nowych znajomości czy kupowania tony produktów, może zakręcić kołem fortuny, w którym do zdobycia były kupony zniżkowe, nagrody, upominki i wejściówki na warsztaty. Dodatkowo wystawca „MaliBee” zorganizował zabawę pt. „Królik poszukiwany”, która jest elementem popularnego w stanach „The Giving Bunny Project”. Zasady bardzo proste: wystarczyło mieć oczy szeroko otwarte i wypatrywać małych 10 cm królików na całej przestrzeni starej drukarni.  Jeżeli komuś udało się takiego delikwenta zlokalizować, to automatycznie stawał on się jego własnością.

Przy samym wejściu było dość obszerne stanowisko, które trochę odbiegało od innych i na początku zastanawiałem się, po co w ogóle się tam znalazło. Jak się później okazało udzielano tam porad prawnych dla projektantów, którzy chcieli założyć własne działalności i sprzedawać produkty.

Nie zdziwi nikogo, że to trzecia edycja imprezy, bo w nazwie występuje człon „vol. 3”, jednak co pomylicie, jeśli powiem wam, że pierwsza edycja odbyła się w czerwcu? Jeżeli organizatorzy osiągnęli taki progres w zaledwie kilka miesięcy, to ja się boję zapytać, co będzie na kolejnych odsłonach Przerób-my.

Co ja z tego wyniosłem? Oprócz rękodzieł, którymi się obkupiłem, na pewno wiedzę, a co ważniejsze – chęci do tego, żeby w kolejnej edycji pojawić się jako wystawca!