Pokaz mody czy próżnego świata dla nadętych celebrytów?

Kiedyś udział w pokazie mody nie wiązał się z określonym statusem, uznaniem i sławą. W pierwszych rzędach zasiadały redaktorki z pism poświęconych modzie oraz stałe klientki.


Za pierwszy pokaz w historii uważa się ten zorganizowany przez Charlesa Fredrica Wortha na przełomie XIX i XX wieku. To właśnie on stworzył coś co dzisiaj nazywamy haute couture – czyli wysokie krawiectwo. Nie szył sukienek na specjalne zamówienie. Pojęcie projektanta mody nie istniało. Tworzył wyrafinowane kolekcje ubrań ze szlachetnych materiałów. Uznał, że będzie to świetną okazją do zaprezentowania czegoś nowego i świeżego w świecie mody. Wiedział też, że ubrania najlepiej prezentują się w ruchu. Panie, które oglądały kolekcje na dany sezon, mogły jedynie złożyć zamówienie na daną sukienkę zaprezentowaną na pokazie.

Dawniej nie było tego napięcia. Nie czuło się dreszczyku emocji po tym jak gasną światłą, a w oddali pojawia się pierwsza modelka. Kiedyś pokaz służył celom zarobkowym, opowiedzeniu o danej kolekcji. Były po to, żeby poznać z czego są zrobione dane stroje, jaki jest prawidłowy sposób ich noszenia oraz to jak je zestawić. Zdarzało się, że kobiety kupowały gotowe zestawy garsonek w różnych kolorach.

W 1910 roku, Paul Poiret, który był bardzo „skromnym” człowiekiem i kazał nazywać siebie królem mody, zorganizował pierwszy pokaz mody tylko dla prasy. Uznał, że nowe ubrania mogą być tak samo elektryzujące jak katastrofa Hindenburga. „Relacja” z pokazu znalazła się w ówczesnym topowym magazynie o modzie „L’illustration”, gdzie mogliśmy zobaczyć sylwetki modelek, sfotografowane w ogrodzie. Warto zaznaczyć, że panie, które prezentowały ubrania pracowały wtedy w butiku Paula. Uważał, że jego tzw. sosies (tł. sobowtór), musiały wszędzie prezentować taką figurę, jaką chce zaprezentować swoim przyszłym i obecnym klientkom.

Dopiero w dwudziestoleciu międzywojennym, pokazy przybrały na znaczeniu. Zaproszenie na nie wiązało się z poszanowaniem i przynależnością do wyższej kasty w społeczności. Wyjątkowość i ulotność pokazu, wzmagał zakaz robienia zdjęć modelkom. Już wtedy projektanci zmagali się z tzw. rynkiem podróbek. Nie ma nic gorszego niż zaprezentować coś co zalegało już w tamtejszych domach handlowych na wyprzedażach.

Gianni Versace w swoim słynnym pokazie przy basenie poszedł o jeszcze jeden krok dalej. W pierwszym rzędzie nie siedziały już redaktorki z działów mody, a celebryci. Na wybiegu prezentowały się top modelki jak Helena Christensen czy Tyra Banks, a nie nikomu nieznane dziewczyny, które sprzedawały potem w butikach projektantów. To jak dzisiaj wyglądają pokazy zawdzięczamy też samemu społeczeństwu. W pełni konsumpcyjnemu. Czy dzisiaj warto zasiąść na te piętnaście minut i obejrzeć najnowszą kolekcję? A może tylko po to żeby sięgnąć po telefon i zrobić jak najlepsze zdjęcie