Wirtualna rzeczywistość? A na co to komu?

Właśnie zakończyła się trzecia edycja VR/AR Congress. Miało tutaj pojawić się huczne podsumowanie, jednak postanowiłem pochylić się nad nieco innym sposobem przekazania refleksji na temat świata wirtualnego.


Na VR Congressie miałem okazję pojawić się po raz drugi. Całość dotyczy technologi rzeczywistości wirtualnej oraz rozszerzonej – VR/AR. Od strony organizacyjnej nie mam nic do zarzucenia. Obsługa chodzi jak w zegarku niczego nie brakuje, a jedyne opóźnienia w części konferencyjnej wynikają z ciekawości słuchaczy, którzy bombardują prelegentów pytaniami.

Podczas poprzedniej edycji nie miałem okazji skupić się na części merytorycznej kongresu ze względu na chęć stworzenia możliwie najciekawszej relacji wideo. Do tego odwiedzałem go po raz pierwszy więc wszystko wydawało się nowe. W tym roku przybyłem w formie słuchacza i z tej perspektywy postaram się wytłumaczyć o co mi w zasadzie chodzi.

Obie osłony imprezy dzieliło zaledwie kilka miesięcy. W tym czasie zgłębiłem kilka zagadnień ze świata VR&AR. Nie trzeba wcale głęboko szukać, żeby dowiedzieć się, iż ta branża ma swoją świetlaną przyszłość. Giganci jak Facebook czy Google inwestują ogromne pieniądze i mają nawet specjalne działy, które zajmują się wyłącznie tymi zagadnieniami.

Jeżeli czytasz o VR po raz pierwszy to zakładam, że nie masz pojęcia o co chodzi, albo wyobrażasz sobie ludzi z dziwnymi kaskami na głowach rodem z filmów sc-fi. Właśnie do tego dążę w Polsce wirtualna rzeczywistość to dziedzina, która nadal wywołuje w ludziach mieszane uczucia. Mój pierwszy kontakt z tą technologią miała miejsce kilka lat temu i z jednej strony fajnie, że pojawiło się coś nowego. Jednak grafika i grywalność była na bardzo niskim poziomie. Czułem, że trochę cofamy się w tył, bo mimo że gogle, które zakładam są nowe to jakość obrazu jest rodem z gier Atari. Może po prostu trafiłem na słaby tytuł na początek.

źródło: (YouTube:vrgamecritic)

Od tego czasu oczywiście sporo się zmieniło, ale to wszystko nadal nie dogania w żaden sposób poziomu jaki reprezentują ówczesne gry komputerowe. Do tego cały czas powstają ograniczenia ruchowe. Nie wspominając już o błędniku, który strasznie świruje. Teoretycznie jeżeli masz chorobę lokomocyjną to zapomnij o zabawie z VR. A tak serio to podobnie jak z tatuażami. Jednych tam boli a innych nie. W przypadku gogli jednym robi się nie dobrze innym nie. Ja po kilknastu testach odkryłem kiedy jest może być źle. Jeżeli poruszam się tak samo jak moja postać w grze a do tego w świecie wirtualnym posiadam punkty odniesienia takie jak na przykład ręce to jest spoko. Czyli mój avatar biegnie – ja też biegnę i tak dalej. W przeciwnym razie w głowie dzieją się rzeczy niestworzone.

No dobra opisywanie powyższych sytuacji tyczyło się jedynie branży rozrywkowej a dokładniej gier komputerowych. Technologia ma jednak o wiele więcej zastosowań. Medycyna, budownictwo, energetyka, edukacja i mógłbym tak wymieniać długo, ale czy ktokolwiek z was widział lub słyszał o takich wdrożeniach w Polsce? Bardzo wątpliwe, ponieważ jak się okazuje po odbyciu kilku rozmów podczas kongresu doszedłem do wniosku, że rynek stoi w miejscu. O ile pojawiają się nowe rozwiązania to są one sprzedawane za granice lub poddane dystrybucji tylko w obrębie danego przedsiębiorstwa.

Oprócz prelekcji, odbyły się także mini targi, na których można było spotkać ciekawe rozwiązania. Niektóre stanowiska powtarzały się z poprzednich edycji. Problemem jest niestety to, że większość firm powysyłała na event osoby, które nie miały za bardzo pojęcia o strategii firmy. Spotkałem się nawet z osobami, które były swego rodzaju hostami i ich pojęcie na temat prezentowanego produktu czy rozwiązania ograniczała się do minimum. Zdarzało się oczywiście, że obecni byli sami twórcy. Takie zjawisko można było zaobserwować w strefie startupów. Tam była możliwość porozmawiania nawet z deweloperemami. W przypadku wspomnianych wcześniej stanowisk zastanawia mnie co było przyczyną nie pojawienia się osób decyzyjnych?

Na koniec wspomnę jeszcze o prelekcjach. Pani, która otwierała swoim wystąpieniem drugi dzień przedstawiła bardzo ciekawy projekt, który już jest wdrażany za granicą a dotyczy ultradźwięków. Założeniem jest uwolnienie rąk podczas korzystania z wirtualnej rzeczywistości. Super! Przedstawiała to Polka, która pracuje za granicą. Kolejna prelekcja dotyczyła rozwiązań dla przemysłu. Już nie chodzi o to co zostało podczas niej przedstawione a bardziej o pytanie, które padło z widowni. Jeden z słuchaczy stwierdził publicznie, że Polska stoi w miejscu i zamiast wymyślać jak rozszerzyć naszą rzeczywistość i dodać do niej kolejne ciekawe elementy za pomocą tej technologi to my pompujemy całą naszą wiedzę i pomysły we wprowadzanie dziwnych udogodnień, które powinny usprawnić – pomóc nam w codzienności. Większość z nich jest niestety na siłę.

O ile VR Congress jest wydarzeniem na prawdę świetnie zorganizowanym i odbywającym się cyklicznie to co musi się stać, żeby technologia ruszyła do przodu i żebyśmy wyprzedzili wszystkich w tym co robimy. To co tworzymy częściej wysyłane jest za granice gdzie osiąga sukces. U nas wydaje się, że brakuje popytu na tego typu sprzęt. Idąc dalej nie ma rynku nie ma produktów i wdrożeń bo po prostu nie ma sensu. Problemem może nie jest brak ludzi i środków, bo przecież mamy świetne zaplecze programistów, bardziej skupił bym się na edukowaniu ludzi po co i do czego możemy wykorzystywać owe rozwiązania.

Wypowiedź pana z sali, który odważył się publicznie wyrazić swoją opinię przeszła już do historii. Jednak to co wydobyło się z jego ust miało sens i całym sobą podpisuje się pod jego słowami – jak zresztą ponad połowa obecnych na sali.

Dodaj komentarz