Przejdź do treści

Zderzenie sztuki i kultury – wielki finał Galatei Zbuntowanej

Artykuł o uroczystym otwarciu Galerii sztuki w budynku ETHOS przy Placu Trzech Krzyży w Warszawie miałem okazję napisać kilka miesięcy temu. Wtedy wspomniałem o wielkim finale, jednak data 14 grudnia wydawała się niezwykle odległa… Mamy już połowę ostatniego miesiąca roku, a ja czuję, jakby od pierwszego pokazu minęło zaledwie kilka dni.


Jako pierwsza pojawiła się Galatea z opery „Pigmalion” Jeana-Philippe’a Ramea’u, w postać której wcieliła się piękna Orina Krajewska. Jedyna rzecz, jaka została po październikowym pokazie, to głód. Wcale długo nie musiałem czekać na kolejną odsłonę, podczas której zostały zaprezentowane kolejne kreacje dla Opery Narodowej. Tym razem obok Galatei stanęło aż dziesięć bohaterek słynnych przedstawień.

Dużo czasu nie minęło, bo faktycznie wszystko wydarzyło się jak pstryknięcie palcem. Jednak praca, jaka została wykonana przez ostatnie dwa miesiące, zapiera dech w piersiach i ciężko będzie o nich opowiedzieć, używając jedynie słów.

Projekt Galatea Zbuntowana to przede wszystkim ludzie, którzy za nim stoją. Na czele bez zmian – fotografka Honorata Karapuda i projektantka Chi-Chi Ude. Tutaj pozwólcie, że powiem po raz kolejny – obie panie są tak barwnymi i charakterystycznymi artystkami, że nie sposób opisać je w kilku zdaniach. Dzisiaj skupię się wyłącznie na wernisażu.

Co w tym projekcie jest najważniejsze? Moim zdaniem najlepszą odpowiedzią na to pytanie będzie „połączenie”. Opera, nie zrozumcie mnie źle, zawsze kojarzyła się z czymś mocno odległym, jakby z innej epoki. W tym kontekście chodzi mi wyłącznie o utarte schematy, które dość mocno odcisnęły się na współczesnym wyobrażeniu sztuki. Jednak wcale tak nie musi być – czego dowodzi projekt Galatei, który obala wszystko, co było i nadaje temu nowy wyraz i charakter. To odkrycie na nowo tego, co już powstało i połączenie kultury ze sztuką współczesną.

[su_qutote]Spłaszczone, uproszczone odczytywanie wybranych przez nas bohaterek ograbia je z wielu warstw, które dla współczesnych dziewczyn są interesujące i inspirujące. Lady Makbet to przecież nie tylko zło wcielone i żądza władzy. Galatea to o wiele więcej niż piękna figurka, podatna na sterowanie — opowiadają o wystawie jej autorki.[/su_quote]

Takie zderzenie zagwarantowało ogromny sukces. Oczywiście to nie koniec osób, które przyczyniły się do niezapomnianych wrażeń wizualnych. Kolejny na liście jest Piotr Sekunda – mistrz florystyki, którego zadaniem było przygotowanie aranżacji florystycznych. Nie mówię tutaj o wystroju wnętrza podczas pokazu, chociaż ten swoją drogą również przyczynił się do wprowadzenia gości w odpowiedni nastrój. Bardziej skupiłbym się tutaj na kompozycjach, które były dopełnieniem kreacji. Niecodzienne formy, które stworzone zostały – co godne podkreślenia – z żywych roślin, idealnie komponowały się z postaciami sławnych przedstawień operowych.

Projekt dopełniony został przez artystów takich jak: Max Kobiela, który był odpowiedzialny za aranżacje scenograficzne, Damian Pielk – autor oprawy muzycznej spektaklu oraz Jaga Hupało w roli kreatorki fryzur bohaterek.

Mało? Spokojnie, dopiero się rozkręcam. Każda suknia to oddzielna historia, dlatego podczas pokazu poszczególne kreacje były przedstawiane przez różnych artystów. W ten sposób stworzony został wielki performance. Takie połączenie osób, muzyki, miejsca spowodowało, że publiczność chłonęła pokaz wszystkimi zmysłami.

Wystarczy, bo swoim opisem i tak nie uda mi się oddać ani grama tego wydarzenia. Kończąc dodam tylko, że takie pokazy są dla niektórych twórców projektami życia. W tym przypadku może faktycznie tak jest, ale w kontekście osób, które wzięły w nim udział wiem, że to nie będzie ich ostatnie słowo i jeszcze nie raz będziemy świadkami tego, jak wychodzą po za schemat.

Chciałbym jeszcze dodać, iż współpraca z wami to był dla mnie i całej redakcji oczy-mag zaszczyt. Dziękujemy za tę możliwość i czekamy z niecierpliwością na kolejne dzieła życia!