Ewelina Hajda jest muzykiem koncertującym na scenie polskiej oraz zagranicznej. Występuje w ramach recitali solowych, projektów kameralnych, festiwali muzycznych oraz kursów mistrzowskich, podczas których doskonali swoje umiejętności pod okiem najbardziej inspirujących osobowości świata sztuki perkusyjnej (m.in. N. Zeltsman, K.Abe, E. Sejourne, L. Albert, D. Friedman, B. Maseli, M. Ford, K. Myćka, P. Cheung, E. Daimo, S. Stoyanov, S. Hwang, N. J. Zivkovic, D. Petrunin, A. Astrand). Artystka występowała w Belgii, Francji, Szwajcarii, Niemczech, Rosji, we Włoszech oraz w Polsce.

Skąd zamiłowanie akurat do tak nietypowego instrumentu?

Faktycznie, jest to dość niekonwencjonalny wybór jeśli chodzi o formę ekspresji, ale zanim marimba stała się moją pasją, przeszłam długą muzyczną drogę. Edukację zaczęłam od gry na skrzypcach, ale dla nich chyba nigdy nie miałam miłości. W międzyczasie przyjaciel rodziny uczył mnie grać na gitarze, oraz pojawiły się lekcje fortepianu jako obowiązkowy przedmiot w szkole. Po pięciu latach skrzypce zamieniłam na perkusję – niezliczoną ilość brzmień, instrumentów, które mnie oczarowały i na których chciałam nauczyć się grać. Była tam również marimba, ale ta przekonała mnie do siebie dopiero po kilku latach, kiedy usłyszałam wreszcie potęgę, głębię i ciepło jej dźwięków w jednym z pomieszczeń Domów Pracy Twórczej w Radziejowicach. Pamiętam, że warunki akustyczne były perfekcyjne – dźwięk aż rezonował mi w klatce piersiowej, i to był moment, w którym wiedziałam, że to jest to. Skoro jeden instrument potrafi zabrzmieć jak cała orkiestra, to na pewno pozwoli mi wyrazić siebie tak jak tego chcę. Miałam już 21 lat i tak zaczęła się przygoda mojego życia.

Opowiedz coś o tym instrumencie. Czemu zawdzięczamy jego dźwięk?

Pozwól, że pominę część daleko historyczną i od razu przejdę do ciekawostek o współczesnej postaci instrumentu. Koncertowa, 5-oktawowa wersja marimby została zaprojektowana specjalnie na potrzeby solistów przez artystkę Keiko Abe we współpracy z firmą Yamaha. W latach 80 została po raz pierwszy oficjalnie zaprezentowana podczas Percussive Arts Society International Convention (PASIC) w Stanach Zjednoczonych. Buduje swą pozycję na scenie dopiero od około 35 lat, dlatego jest wciąż mało znanym instrumentem. Za dźwięk odpowiedzialne są przede wszystkim sztabki, a ściślej drewno z którego są robione.

Większość firm produkujących marimby używa drzewa różanego (palisander honduraski). Za różnorodność barw dźwięków odpowiadają narzędzia takie jak pałki, bądź, w zależności od potrzeb, rozmaite nowatorskie techniki wydobycia dźwięku – których wybór leży w gestii artysty. Ale najistotniejszym czynnikiem w produkcji dźwięku jest słuch, wyobraźnia, muzykalność oraz odpowiednie przygotowanie techniczne wykonawcy.

Marynarka: Zara, spodnie i gorset: własność prywatna – fot. Anna Pabijańczyk dla OCZY.MAG

W 2012 roku zostałaś zaproszona na prestiżowe studia zagraniczne, gdzie uzyskałaś tytuł magistra sztuki z najwyższym wyróżnieniem. To było zaskoczenie?

Tak naprawdę obydwie sytuacje które zawarłeś w pytaniu wywróciły mi życie do góry nogami i otworzyły drzwi na świat pod każdym względem. Gdyby nie sam fakt możliwości wyjazdu, naprawdę nie mam pojęcia jak wyglądałoby teraz moje życie. To jak się rozwinęłam, co osiągnęłam, jak otworzyłam na nowe doświadczenia zawdzięczam właśnie pobytowi za granicą. Włożyłam całe serce w swój rozwój podczas tej 3 letniej przygody w Belgii i zakończenie jej z takim wynikiem, było i będzie jedną z najpiękniejszych chwil w moim życiu. Uhonorowanie mnie tym wyróżnieniem było dla mnie dowodem docenienia tysięcy godzin spędzonych sam na sam z marimbą, ale przede wszystkim dowodem wiary w moje możliwości oraz moją miłość do muzyki. To jednak nie był koniec mojej edukacji zagranicznej. Po uzyskaniu dyplomu w Belgii studiowałam również w Konserwatorium Muzycznym w Strasburgu, w klasie jednego z najlepszych profesorów perkusji na świecie – Emmanuel’a Sejourne.

Co starasz się przekazać muzyką?

Nie będę szukać na siłę głębszej filozofii, ponieważ odpowiedź jest prosta i dość oczywista: Muzyką staram się przekazać przede wszystkim prawdę. Czy się tego chce, czy nie, ekshibicjonizm emocjonalny jest nieodłączną częścią procesu tworzenia dobrej sztuki. Zatem recital to taka niewerbalna rozmowa z grupą nieznanych mi osób na temat osobistych przeżyć. Bardzo intymna sprawa, ale tylko to buduje zaufanie publiczności i tworzy tę niezwykłą więź, którą można odczuć dzięki potokowi pięknych słów słyszanych po każdym koncercie. Trzeba pamiętać o tym, że nie tylko artysta otwiera duszę – publiczność robi dokładnie to samo, dlatego tak ważna jest autentyczność.

Komponujesz utwory?

Jest to na pewno jedno z moich największych muzycznych marzeń – koncertować z autorskim materiałem. Myślę o tym od wielu lat, mam bardzo dużo pomysłów, w głowie słyszę tysiące różnych melodii, ale nie miałam wcześniej odwagi się z tym zmierzyć. Nie wiedziałam do końca, jak się do tego zabrać, dlatego realizacja tego planu rozciągnęła się w czasie. Jednak rozmaitość projektów, w których brałam udział w tym sezonie artystycznym bardzo mnie zainspirowała do działania w tym kierunku i już obiecałam sobie, że w wolnych chwilach począwszy od przyszłego sezonu, będę pracować nad własną twórczością. Jestem bardzo ciekawa co z tego wyjdzie!

Podobno bardzo lubisz rytmy latynoskie. Skąd się wzięła pasja do takiej muzyki?

To jest majstersztyk w rozpalaniu uczucia miłości, namiętności czy chęci do życia! Ze wszystkich kultur na świecie, moim zdaniem właśnie ta ma w swojej muzyce najwięcej radości i pasji. Jest jednak wyzwaniem od strony technicznej, a ściślej – rytmicznej. Bardzo trudno zagrać ją z takim ‘feelingiem’ z jakim grają Latynosi. Ale i tak nie wyobrażam sobie swojego koncertu bez muzyki latynoamerykańskiej lub jej elementów, tak samo jak nie wyobrażam sobie swojego koncertu bez twórczości polskich kompozytorów.

Jeśli nie muzyka, to co byłoby Twoją ukochaną pasją i pracą?

Mimo przeróżnych marzeń i pomysłów które na siebie miałam w pewnym okresie mojego życia, mimo chwil zwątpienia, myślę, że nie wytrzymałabym długo poza środowiskiem twórczym. Kiedy byłam mała, nie chciałam być ani lekarzem, ani prawnikiem, wyobrażałam sobie siebie tylko na scenie. A wcale nie wychowywałam się w artystycznej rodzinie- moi rodzice są ekonomistami. W domu nie było płyt CD, rzadko chodziliśmy na koncerty i spektakle, nie wiem czy to chodziło o brak pieniędzy, wydaje mi się, że były po prostu inne czasy i priorytety. Pamiętam, że byłam zawsze pierwszą chętną do przedszkolnych przedstawień, uwielbiałam śpiewać i miałam świetny słuch, co na szczęście zostało dostrzeżone i odpowiednio nakierowane na dalszy rozwój. Wydaje mi się, że z potrzebą przynależności do świata artystycznego człowiek się po prostu rodzi, zatem, odpowiadając w końcu na Twoje pytanie – gdyby nie muzyka, być może byłaby to praca z kamerą. Podobno mam dobre oko, i mam też o czym opowiadać. Także kto wie, może kiedyś uda mi się zapisać na kartach historii polskiej kinematografii!

Kostium: Ralph Lauren – fot. Anna Pabijańczyk dla OCZY.MAG

Dużo występujesz za granicą. Polski „rynek” muzyki nie jest już dla Ciebie wyzwaniem?

Wręcz przeciwnie. Marimba jest wciąż rzadko spotykanym instrumentem na polskiej scenie. Prowadzę dużo rozmów i robię co w mojej mocy aby osoby odpowiedzialne za planowanie wydarzeń kulturalnych stawiały na oryginalność i dały szansę publiczności na doświadczenie walorów brzmieniowych instrumentu. Obawy organizatorów dotyczące małego zainteresowania wydarzeniem są na wyrost. Moje doświadczenie udowadnia, że ludzie są niezwykle zaciekawieni i frekwencja zawsze dopisuje. Moim zdaniem Polska jest gotowa na spotkania z marimbą. Kontynuując myśl, popularyzacja marimby jest dla mnie rodzajem misji – w Polsce grając solowe recitale nie wychodzę na scenę jedynie z muzyką. Doskonale zdaje sobie sprawę z tego ile rodzi się pytań u słuchacza, dlatego pomiędzy utworami również opowiadam o tym, co wiem na temat instrumentu, jak i o wykonywanym repertuarze. Bardzo lubię taką formę swoich koncertów i mam nadzieję, że przyjdzie mi wykonać ich wiele na terenie całej Polski.

Czujesz się spełniona?

Myślę, że to stwierdzenie nie istnieje u świadomego artysty. Dziś słowo ‘spełnienie’ kojarzy mi się z pełną satysfakcją, spoczywaniem na laurach, a w sztuce sukces osiąga się jedynie dzięki ciągłemu rozwojowi. Nie oznacza to jednak, że nie jestem szczęśliwa w tym co robię i wdzięczna, że w ogóle mogę to robić. Cieszę się, że nigdy niczego się nie bałam i z ekscytacją jeździłam i wciąż jeżdżę po świecie czerpiąc wiedzę od wybitnych artystów, że ktoś we mnie uwierzył i dzięki temu ja uwierzyłam w siebie, że w przeciągu kilku lat osiągnęłam więcej niż sobie umiałam wyobrazić, że mam pasję i wolę walki o jej realizację, że jestem i mogę być sobą i otaczają mnie ludzie, którzy mnie cenią i wspierają. To chyba dobry początek do tego, żeby kiedyś usiąść w bujanym fotelu, uśmiechnąć się i powiedzieć sobie pod nosem, że było super, dałam z siebie wszystko i czuję się ‘spełniona’.

Kostium – Ralph Lauren – fot. Anna Pabijańczyk dla OCZY.MAG

Jakie są Twoje najbliższe plany zawodowe?

Obecnie oprócz działalności solowej, skupiam się również na kameralistyce. Mam szczęście znać wspaniałych muzyków, wspólnie z którymi chciałabym stworzyć coś, czego jeszcze nie ma. Oryginalne składy, nowa muzyka, współpraca z innymi dziedzinami sztuki. Oczywiście działalność solowa nieustannie będzie się uwidaczniać – jestem o krok od spełnienia jednego z moich pierwszych marimbafonowych marzeń, ale nic nie powiem, dopóki nie będę mieć potwierdzenia!

Powoli zatem realizuję wyżej wymienione plany – kilka dni temu miała miejsce premiera projektu HarpBeat Duo – jedynego w Polsce kolektywu harfowo-marimbafonowego (Na harfie – Anna Kłos). Publiczność odebrała nasze koncerty niezwykle entuzjastycznie, także w najbliższym czasie na pewno będziemy prężnie działać w kierunku promocji i organizacji kolejnych wydarzeń artystycznych z naszym udziałem. Miesiąc sierpień stoi pod znakiem 49 edycji prestiżowego Aurora Music Festival w Sztokholmie. Ogromnie mnie cieszy, że zostałam wybrana do wzięcia udziału w tym przedsięwzięciu, ponieważ nie koncertowałam dotąd na szwedzkiej scenie. Jest to jednocześnie ogromne wyzwanie, ponieważ ilość i poziom trudności repertuaru, bardzo mało czasu na przygotowanie jak i rozmaitość instrumentów perkusyjnych, na których będę grać, wyciągają mnie poza strefę komfortu – a wtedy człowiek uczy się najwięcej!

Gdzie widzisz siebie za pięć lat?

Na jednej scenie ze Stingiem! A tak poważniej, widzę siebie gdzieś, gdzie mnie teraz nie ma. Tak na prawdę najważniejsze jest dla mnie to, żeby nie stać w miejscu jako artysta, a przede wszystkim jako człowiek. Żeby nie pozwolić sobie na jakiekolwiek marnowanie czasu, ponieważ życie nigdy nie będzie wystarczająco długie, żeby przeżyć wszystko to, o czym marzymy, a świat chyba nigdy nie miał aż tak otwartych drzwi na oścież. Dlatego trzeba szukać, czerpać, inspirować się, dzielić się, oddychać, kochać, żyć, i tak się widzę teraz i za 5, 10, czy 20 lat. Widzę siebie w nieustannej podróży, przede wszystkim tej duchowej.


W roku 2015 Ewelina Hajda współpracowała z belgijskim radiem muzyki klasycznej (Radio Klara) oraz Fundacją Prospekta, wykonując recitale na festiwalach takich jak Cultuurmarkt czy Iedereen Klassiek. Dokonała również premiery europejskiej utworu „A Sense of Place” na marimbę i wiolonczelę Peter’a Klatzow’a. Artystka jest laureatką wielu międzynarodowych konkursów perkusyjnych w kategorii Marimba Solo. Zdobyła m.in.:

  • II nagrodę na Drum Fest International Percussion Competition / Opole, Polska (2016),
  • I nagrodę na Drum Wave International Percussion Competition / Sankt-Petersburg, Rosja (2015),
  • II nagrodę na International Percussion Competition / Montebello della Battaglia, Włochy (2015),
  • III nagrodę na Italy International Percussion Competition / Montesilvano, Włochy (2014).

W 2012 roku została zaproszona na prestiżowe studia zagraniczne, gdzie uzyskała tytuł magistra sztuki z najwyższym wyróżnieniem (Master of Arts with greatest distinction). W trakcie 3 letniej edukacji w Belgii doskonaliła umiejętności u pedagogów takich jak dr Ludwig Albert oraz Chin-Cheng Lin, w Royal Conservatory of Antwerp. W maju 2016 z wyróżnieniem ukończyła specjalizację keyboard percussion w Conservatoire de Strasbourg, pod kierunkiem prof. Emmanuel’a Sejourne. Ewelina Hajda uzyskała również dyplom licencjacki z Perkusji w Akademii Muzycznej im. Grażyny i Kiejstuta Bacewiczów w Łodzi, w klasie prof. AM Urszuli Bereźnickiej – Pniak oraz dr Piotra Pniaka.

Doświadczenie sceniczne jak i wiedza teoretyczna artystki są doceniane na polu pedagogicznym. Ewelina Hajda jest zapraszana przez placówki edukacyjne do prowadzenia kursów mistrzowskich oraz warsztatów perkusyjnych na terenie całej Polski (m.in. Akademia Sztuki w Szczecinie, Ogólnokształcąca Szkoła Muzyczna I i II st. im. H. Wieniawskiego w Łodzi, Dom Kultury KADR w Warszawie), dzięki czemu sukcesywnie pracuje nad popularyzacją sztuki marimbafonowej oraz perkusyjnej na polskiej scenie artystycznej.

Categories: Ludzie