Fot. Albert Pabijanek

Katarzyna Pastwa

"Kobiety dają mi energię do działania!"

Od hurtowej sprzedaży bielizny do jej projektowania i szycia – trochę to na opak. Jak wyglądały początki Vanilla night&day? Co spowodowało, że postanowiła Pani tworzyć sensualną bieliznę nocną?

Od najmłodszych lat fascynował mnie świat mody i projektowania. Kiedy byłam nastolatką uwielbiałam szyć dla swoich przyjaciółek piękne sukienki. Swoją drogę zawodową związałam jednak z zupełnie inną dziedziną – byłam informatykiem.  Po wielu latach wykonywania analitycznej pracy, ciągle brakowało mi maszyny do szycia i procesu twórczego. Dlatego postawiłam wszystko na jedną kartę i uczyniłam ze swojego hobby pracę. Skąd pomysł na elegancki piżamy czy kobiece koszule nocne?

Bacznie obserwowałam rynek modowy. Rozmawiałam z wieloma ekspertami w branży. Panowało ogromne zapotrzebowanie na piękną bieliznę nocną stworzoną z dobrej jakości materiałów. Świadomość konsumentek w tym temacie wzrastała, a marek z taką ofertą wciąż było dosyć niewiele, dlatego postawiłam na ten rodzaj odzieży. Początkowo była to głównie sprzedaż hurtowa, z czasem jednak model biznesowy wymagał transformacji i zbliżyłam się do swoich klientek oferując im np. sprzedaż online.

Czy doświadczenie w przemyśle bieliźniarskim było pomocne, czy wręcz przeciwnie, przy tworzeniu nowej kreatywnej marki?

Było to bardzo pomocne doświadczenie. Szczególnie jeśli chodzi o stronę biznesową i rynek. Wiedziałam, jakie są trendy oraz jak powinna wyglądać firma od zaplecza. Miałam już kontakty w branży, co też ułatwiło mi prezentowanie nowego konceptu. Do dziś właściwie wiedza z prowadzeniu obu marek zazębia się i dzięki temu mogę też optymalizować działania, uelastyczniać je zgodnie z wymaganiami klientów.

Czy łatwo było się wybić marce slow fashion, stawiającej na dopracowanie detali, w dobie masowej produkcji? Jakie były założenia Vanilla night&day i czy teraz się one zmieniły?

Praca nad zaistnieniem marki w świadomości konsumenta jest długotrwałym procesem, na który składa się wiele elementów. Klienci stają się coraz bardziej świadomi, zwracają na jakość produktów i materiały, z jakich zostały wykonane. Od początku zależy mi na tym, aby pozostać wiernym naszym pierwszym założeniom – produkcja bielizny z materiałów najlepszej klasy, bez kompromisów w tych kwestiach. Pod tym kątem nasze założenia są niezmienne.  

Firma założona przez kobietę dla kobiet – oczywisty sukces czy raczej pisany potem i łzami? Czy ciężej wybić się jako bizneswoman?

Jeśli kobieta zakładająca biznes chce go kierować do innych kobiet, musi przede wszystkim je kochać i rozumieć ich potrzeby. Tak było ze mną. Firmę zakładałam z myślą o klientkach, które tak jak ja poszukiwały luksusu rozumianego przez doskonałą jakość produktu, którym nie jest obojętne to, gdzie odbywa się produkcja. Owszem, zdarzały się chwilę zwątpienia, ale szybko przypominałam sobie, dlaczego to robię. Kobiety dają mi energię do działania! Co więcej, nigdy nie wiemy, czy czeka nas oczywisty sukces. Na niego wpływa ogromne zaangażowanie i pracowitość –  bez względu na płeć.

Vanilla night&day to międzynarodowa marka premium. Obecnie znajduje się na 22 rynkach, w tym: w Paryżu, Rzymie, Szanghaju i Dubaju. Czy jest na nich trudniej sprzedawać niż w Łodzi czy Warszawie?

Działanie na wielu rynkach modowych wymaga ogromnej znajomości upodobań danych klientek. Kobiety z krajów azjatyckich mają zupełnie inne oczekiwania od tych ze Stanów Zjednoczonych. Panują tam odmienne trendy, w czym innym się chodzi na co dzień, w czym innym zasypia. Różnice istnieją nawet na poziomie kolorów i fasonów! My, Polki, lubimy piżamy w odcieniu ecru, Japonki wolą długie, mocno zabudowane koszule nocne, a Amerykanki – krótkie, bardziej odważne. Zatem odpowiadając na pytanie – sprzedaż nie jest trudniejsza poza granicami Polski. Wymaga jedynie zdobycia odpowiednich kontaktów, zrozumienia kobiet i ich oczekiwań od produktu.

Jak wspomina Pani swoje początki jako świeżej projektantki? Łączenie wszystkich obowiązków, trzymanie ręki na pulsie i zarządzanie? Gdyby było to możliwe, zmieniłaby coś Pani?

Niczego nie żałuję! Przez moment myślałam, że może powinnam być odważniejsza w działaniach biznesowych, ale z perspektywy czasu wiem, że wiele moich „zachowawczych” decyzji uchroniło mnie przed popełnieniem błędu. Wierzę, że na wszystko przychodzi odpowiedni czas. Do pewnych rzeczy muszę dojrzeć jako właścicielka firmy oraz sama marka musi znaleźć się w takim punkcie swojego rozwoju, aby była gotowa na zmiany.

Czy obecnie łatwiej się wybić? Co doradziłaby Pani początkującym na rynku modowym?

Ciężka praca, upór oraz ogromna wiara w to, że jest się w stanie osiągnąć założone cele. Warto przyglądać się zmianom na rynku modowym, być swego rodzaju trendwatcherem, ale też analitykiem danych o branży. Otaczajmy się ludźmi, którzy naprawdę w nas wierzą i w gorszych chwilach są w stanie wesprzeć dobrym słowem.

Po czternastu latach na rynku, skąd pomysł na nową markę – Oh!Zuza?

Niedosyt. Czułam, że nasze klientki potrzebują czegoś więcej. Obok komfortowego snu chcieliśmy podarować im wygodę również za dnia. Stąd pomył na markę Oh!Zuza. Znaleźć w niej można właśnie modele w stylu homewear, ale też lekkie sukienki, tuniki czy topy niekiedy kusząco eksponujące nogi, plecy, ramiona.

Teraz, gdy hasło: „slow” stało się modne, a konkurencja wzrosła, co wyróżnia obie marki? Czym kieruje się Pani w ich kreowaniu? Czy różni się to od początkowych założeń?

Dla mnie od początku podstawą w kolekcjach Vanilli night&day i Oh!Zuzy był wybór materiałów. Zależy mi, żeby były one zrównoważone. Wyszukuję je w najlepszych polskich dziewiarniach, ale również sprowadzam z Włoch, Portugalii i Francji. Choć nie tylko, często korzystamy również z materiałów pozostałych z poprzednich linii w ramach zasady ,,zero waste”.  Wszelkie produkty powstają ręcznie, tradycyjnie z użyciem maszyn do szycia. Cała produkcja odbywa się w łódzkiej manufakturze. To dla nas bardzo ważne, aby organizować miejsca pracy dla naszej lokalnej społeczności. Wszelkie skrawki tkanin wykorzystujemy do szycia woreczków i to w nie pakujemy przesyłki Oh!Zuzy. Mam jednak jeszcze wiele pomysłów na nowe działania, ale to w przyszłości.

I tradycyjnie na koniec – gdzie widzi Pani siebie za dziesięć lat?

Niezmiennie w łódzkiej manufakturze z moim zespołem, z którym razem tworzymy projekty zadawalające najbardziej wymagające gusta kobiet, ale zawsze z uwzględnieniem dobra naszej planety.