Fot. Adam Kurus

Magdalena Barczyk-Kurus

"Nie warto niczego szukać na siłę"

Tematy cyklów Twoich prac to „Powidoki”, „Misterium Światła”, „Intymność Światła”. W swoich obrazach nawiązujesz właśnie do światła – dlaczego to właśnie ono stało się motywem przewodnim Twojej twórczości? 

Zjawisko światła wzbudzało moją ciekawość od najmłodszych lat zarówno w przyrodzie, jak i w sztuce. Gra światłocienia i powstający przy tym kontrast, wpływ światła na nasz wzrok oraz widziane przedmioty, barwa i temperatura. Ponadto możliwość wykorzystania tych zjawisk przy budowaniu dramaturgii powstającego obrazu są niezwykle intrygujące. Przy pomocy odpowiedniego oświetlenia można zmieniać wygląd i odbiór przedmiotów. Światło buduje nastrój, ale przede wszystkim jest istotą sprawczą wszystkiego, co widzimy i całego istnienia w ogóle.

Twoje obrazy są trójwymiarowe, patrząc na nie odbiorca ma wrażenie, jakby mógł przeniknąć do wnętrza obrazu. Duży wpływ na to ma zapewne technika, którą stosujesz w malarstwie. Czym różni się od innych?

Powierzchnia moich obrazów to połączenie grubych impastów z gładkimi laserunkami. Takie zestawienie tworzy duży kontrast i pogłębia wrażenie trójwymiarowości oraz światłocienia. Dzięki zastosowanej fakturze mogę dosadniej podkreślać chropowatość przedmiotów lub kierunki padającego oświetlenia. Daje to efekt płaskorzeźby, a obraz nabiera sensoryczności.

Jednak fakturalna powierzchnia w moich obrazach nie jest celowym działaniem, lecz wynikiem poszukiwania formy i barwy. Niektórzy artyści, aby uzyskać efekt impastów, wykorzystują specjalne grunty lub wypełniacze. U mnie to wynik sukcesywnego nakładania kolejnych warstw farby szpachelką. Jest to dosyć żmudny i długotrwały proces, dla tego większe obrazy powstają niekiedy przez kilka miesięcy.

Co najbardziej ukształtowało Cię jako artystkę?

Ciężko odpowiedzieć na to pytanie. Nie mogę stwierdzić, że środowisko, ponieważ w najbliższym otoczeniu nie było nikogo, kto zajmowałby się sztuką. Od najmłodszych lat lubiłam rysować i malować, zawsze pociągał mnie kolor i plama. Jednak moja decyzja o rozpoczęciu nauki w liceum plastycznym mocno zadziwiła rodzinę, ponieważ nikt nie spodziewał się, że wybiorę taką drogę.

Skąd czerpiesz inspiracje?

Inspiruje mnie natura, pejzaż i oczywiście zawarte w nim światło. Jednak nie staram się odtwarzać tego, co widzę, lecz mówię własnymi słowami. Przetwarzam widzianą rzeczywistość, bawię się nią, buduję na nowo zawierając w niej własne emocje.

Wśród Twoich prac znajduje się cykl obrazów „Lekcja Anatomii”, to jak połączenie architektury z malarstwem. Czy budynki na obrazach są odwzorowaniem prawdziwych budowli?

Tak, wszystkie malowane przeze mnie obiekty istnieją naprawdę i zaliczają się do architektury militarnej, a konkretnie są to polskie schrony bojowe z czasu II wojny światowej. Oczywiście na obrazach odzwierciedlam rzeczywistą bryłę budowli, jednak cała reszta, jak kolorystyka, czy umiejscowienie w przestrzeni to już moja własna interpretacja. Schrony są bohaterami większości moich obrazów, również tych składających się na inne cykle. Jednak cykl „Lekcja anatomii” pokazuje te budowle w zupełnie inny sposób. Dodaję tutaj rzeczywiste archiwalne plany oraz przekroje dotyczące konkretnych obiektów. Ma to na celu uzmysłowienie odbiorcy faktycznego wyglądu, monumentalności i tego, jak skomplikowane bywają te budowle w środku, ponieważ ich zewnętrzna bryła tego nie odzwierciedla. Na zewnątrz są to proste, geometryczne bryły, natomiast wnętrza wielu z nich składają się z całej siatki pomieszczeń. Na niektórych obrazach staram się również pokazywać, jaki był przybliżony zakres prowadzenia ognia. To dodaje pikanterii i wprowadza wiele ciekawych efektów, czytelnych tak naprawdę jedynie dla wtajemniczonych. Sam tytuł „Lekcja anatomii” jest nawiązaniem do pokazania tych budynków od środka, do tego, jak anatomicznie wyglądają.

Kiedy uważasz, że Twój obraz jest już skończony?

Taki moment wyczuwa się instynktownie. Maluję obraz dopóty dopóki nie przestanę mieć poczucia niedosytu.

Oprócz malarstwa działasz również w Stowarzyszeniu Historycznym Reduta Częstochowa, którego jesteś współzałożycielką i prowadzisz badania nad zabytkami tego miasta. Jaki Twoje działania mają wpływ na obrazy, które tworzysz?

Moje malarstwo zazębia się z pozostałą działalnością, jednak nie istnieje świadomy, bezpośredni wpływ, czy zależności między nimi. To osobne byty. Zawsze przede wszystkim malowałam i to malarstwo wysuwa się na plan pierwszy. Od najmłodszych lat lubiłam historię, pociągała mnie również zabytkowa architektura. Na studiach zaczęłam głębiej interesować się historią mojego miasta i jego zabytkami. Następnie powstało nasze Stowarzyszenie. Jednak moje obrazy inspirowane architekturą militarną, a poprzednio również pejzażem jurajskim zaczęły powstawać dużo wcześniej. 

Często spotykam się również z pytaniami, czy na moje malarstwo ma wpływ mąż, który jest historykiem wojskowości i autorem publikacji o tematyce II wojny światowej. To, że na swoich obrazach uwieczniam architekturę militarną jest wyłącznie moim pomysłem. W pobliżu mojego miejsca zamieszkania znajdowały się polskie schrony z 1939 roku i od dziecka miałam z nimi styczność. Zawsze mnie fascynowała ich monumentalność i tajemniczość. Sądzę, że taka tematyka wyniknęła z poszukiwań obiektów pozwalających ukazać w odpowiedni sposób światło. Chropowata, żelbetonowa powierzchnia schronów, a wcześniej również ruin jurajskich warowni, czy wapiennych ostańców umożliwia mi w wielu aspektach studiowanie światła.

Swoje obrazy malujesz zwykle w dużych formatach – czy ma to jakieś szczególne znaczenie w odbiorze Twojej sztuki?

Preferuję duży format, ponieważ pozwala na większą swobodę i twórcze „wyżycie się”. Jednak nie ograniczam się jedynie do obrazów wielkoformatowych i posiadam również sporo prac o mniejszych wymiarach. Oczywiście, format ma znaczenie. Duże płótno na pewno daje wrażenie monumentalności malowanego obiektu oraz pozwala lepiej zespalać się z oglądaną pracą.  Małe obrazki umożliwiają wykazanie się precyzją, ale ponieważ moim narzędziem malarskim jest głównie szpachelka, stanowią dla mnie większe wyzwanie.

Patrząc na Twoje prace od razu widać, że masz swój wyjątkowy styl, którego nie można pomylić z żadnym innym. Czy jako artystka też przechodziłaś przez szukanie swojego stylu, czy może od początku wiedziałaś, co chcesz osiągnąć? 

Od początku interesowała mnie mięsistość materii w obrazie, a także plama i kolor. Wiedziałam, że skłaniam się bardziej w stronę malarstwa niż rysunku, czy grafiki. Oczywiście na początku swojej nauki malowałam w sposób płaski, jednak z wyczuwalną manierą nadającą moim pracom swoisty charakter. Nie starałam się nigdy kopiować stylu innych twórców, ale dużo ćwiczyłam. W liceum i na początku studiów moim ulubionym tematem był portret, w którym oczywiści zawsze obecny był głęboki światłocień i kontrast kolorystyczny. Stopniowo zaczęłam eksperymentować z materią i pędzel zamieniłam na szpachelkę. Od abstrakcyjnych kompozycji doszłam do pejzażu, najpierw jurajskiego, następnie architektonicznego. Początkowo uzyskiwana przeze mnie faktura nie była aż tak wydatna, ale z czasem zaczęłam osiągać właśnie efekt, który jest widoczny obecnie.

Jakie rady miałabyś dla początkujących artystów, którzy jeszcze nie wiedzą, którą drogę wybrać i na jaki styl się zdecydować?

Nie ma na to konkretnej recepty. Młodym ludziom zaczynającym swoją przygodę ze sztuką, radziłabym, aby pozostawali sobą. Nie warto niczego szukać na siłę, czy kopiować stylu innych. Najważniejsza jest praca nad sobą i rozwój osobisty. Oczywiście warto zapoznać się z twórczością innych, zarówno starych mistrzów, jak i artystów współczesnych. Jednak należy tą wiedzę wykorzystać w odpowiedni sposób.

Masz jakieś wystawy czy projekty na swoim koncie, które szczególnie zapadły Ci w pamięć?

Wszystkie wydarzenia czy wystawy, w których biorę udział są dla mnie na swój sposób wyjątkowe i niepowtarzalne. Wszystkie są inne i wiążą się z nimi pozytywne emocje. Nie potrafię powiedzieć, który wernisaż wspominam najlepiej. Zawsze cieszy mnie fakt dzielenia się moją twórczością z innymi i chętnie biorę udział we wszelkiego rodzaju akcjach. Jednak nie każdy artysta lubi prezentować przed szerszą widownią swoje dokonania, ponieważ jest to pewnego rodzaju ekshibicjonizm. Wielu malarzy traktuje swoje prace bardzo osobiście, bo każdy obraz nosi w sobie jakieś emocje związane z jego powstawaniem i zawiera cząstkę twórcy.

Mogę natomiast wymienić dwa wydarzenia, które zapamiętałam negatywnie. Pierwsze z nich, to wystawa w Piekarach Śląskich, organizowana wspólnie z innym artystą malarzem. Została uznana za zbyt kontrowersyjną i zdemontowana bezpośrednio po wernisażu i bez konsultacji z nami. Drugie wydarzenie to wystawa zbiorowa w jednej z bytomskich galerii. Nie brałam w niej udziału osobiście, jednak znalazł się tam plagiat mojego obrazu wykonany przez innego artystę. Było to dla mnie bardzo przykre doświadczenie i wiązało się oczywiście z szeregiem ciągnących się później konsekwencji.

Twoje najbliższe wystawy planowo odbędą się w czerwcu i lipcu, galerie zaczynają normalnie funkcjonować, jednak muszę tutaj wspomnieć o obecnej sytuacji – jak galerie i przede wszystkim artyści odnajdują się w czasach pandemii? I przede wszystkim – jak Ty to widzisz?

Przez ostatnie kilka tygodni czas był ciężki dla każdego, również dla artystów. Ponieważ nic nie odbywało się z udziałem publiczności, instytucje kulturalne funkcjonowały wirtualnie. Wiele planowanych wydarzeń po prostu się nie odbyło, natomiast te, które nie zostały odwołane, dostępne były wyłącznie w Internecie. Również sprzedaż dzieł sztuki przeniosła się do świata wirtualnego. Obecnie wszystkie obostrzenia są stopniowo luzowane i świat bardzo powoli zaczyna wracać do normalności, lecz na nowych zasadach. Moje wystawy zaplanowane są w czasie wakacji i mam nadzieję, że do tej pory wszystko ustabilizuje się na tyle, aby mogły się odbyć. Jeżeli chodzi o mnie i moją twórczość, pandemia wiele nie zmieniła. Jak zawsze stawałam przed sztalugą i malowałam. Właściwie czas izolacji w wielu przypadkach sprzyjał artystom, ponieważ można było wykorzystać go twórczo.

W dzisiejszych czasach z jednej strony mamy sztukę, a z drugiej komercję. Często ta druga wypiera tą pierwszą. Jak sprawnie połączyć te dwie rzeczy i czy Twoim zdaniem jest to w ogóle możliwe?

Pojęcie sztuki jest bardzo względne, ale jeśli chodzi o obrazy na jakimś poziomie, należy odnaleźć złoty środek. Jeżeli komuś to się uda i dodatkowo jest zadowolony z tego, co robi, to trafił w dziesiątkę. Tak naprawdę nie istnieje żaden klucz i nie jestem pewna, czy da się to połączyć. Twórca trafia stylistycznie i tematycznie w odbiorcę lub nie. 

Kto ze znanych artystów Cię inspiruje?

Jest wielu artystów, zarówno klasyków jak i współczesnych, których twórczość cenię, jednak nie mam żadnych konkretnych odniesień. Jak już wspomniałam, inspiruje mnie natura, otoczenie, zjawiska widziane w przyrodzie i emocje.

Gdzie widzisz siebie za dziesięć lat?

Nie zastanawiam się nigdy nad tak odległym czasem. Nie lubię planować z dużym wyprzedzeniem, ponieważ tak naprawdę nigdy nie wiadomo, co może się wydarzyć. Mam nadzieję, że nadal będę spełniać się w swoim życiu tak, jak dotychczas, zarówno twórczo, jak i osobiście.

Magdalena Barczyk-Kurus w latach 2005-2012 studiowała na wydziale artystycznym Akademii im. Jana Długosza w Częstochowie, gdzie ukończyła dwa kierunki: Malarstwo oraz Edukację Artystyczną w Zakresie Sztuk Plastycznych. Od 2007 roku należy do artystów zrzeszonych na stronie internetowej ARTlock.pl Od 2010 roku działa w Stowarzyszeniu Historycznym Reduta Częstochowa, którego jest współzałożycielką. Oprócz sztuki interesuje się historią i zabytkami Częstochowy, nad którymi prowadzi badania.

More Stories
„Sparkle & broken”