fot. dzięki uprzejmości frederiksbergmuseerne Cisterne Museum

Marina Abramović i jej „Seven Deaths” jako opera o końcu i kontroli

Krzysztof Malcher Editor-in-Chief

W marcu 2026 roku Marina Abramović pokaże w kopenhaskim Cisternerne, które jest częścią Frederiksbergmuseerne jedną ze swoich najbardziej rozbudowanych realizacji ostatnich lat. „Seven Deaths” to monumentalna instalacja operowo-filmowa, w której artystka mierzy się z motywem śmierci poprzez siedem kobiecych ról z historii opery – postaci, które umierają na scenie, ale zostają w kulturze na zawsze.

Siedem arii, siedem końców

Punktem wyjścia dla projektu są arie śpiewane przez Marię Callas, jedną z najbardziej ikonicznych postaci XX-wiecznej opery. Abramović od lat fascynuje się jej biografią – dramatyczną, pełną napięć między życiem prywatnym a absolutnym poświęceniem sztuce. W „Seven Deaths” Callas nie jest bohaterką biograficzną, lecz figurą graniczną: artystką, która wielokrotnie „umierała” na scenie, pozostając jednocześnie nieśmiertelną w zbiorowej wyobraźni.

Instalacja składa się z siedmiu projekcji wideo, w których Abramović wciela się w każdą z bohaterek operowych. Towarzyszy jej Willem Dafoe, pojawiający się jako partner ekranowy, figura losu lub milczący świadek. To nie klasyczna narracja, lecz sekwencja obrazów i dźwięków, które operują emocją, napięciem i rytmem.

Cisternerne jako przestrzeń totalna

Po raz pierwszy „Seven Deaths” zostaje w pełni rozwinięte w czasie i przestrzeni. Cisternerne – dawne podziemne zbiorniki na wodę – działają tu nie jako neutralna architektura, lecz jako aktywny element pracy. Ciemność, wilgoć, monumentalna skala i specyficzna akustyka potęgują wrażenie zanurzenia. Widz nie ogląda instalacji z dystansu, ale porusza się w jej wnętrzu, podążając za dźwiękiem i obrazem.

Marina Abramović od lat pracuje z pojęciem totalności doświadczenia, jednak w tym projekcie przestrzeń staje się równorzędnym medium. „Seven Deaths” nie jest przenośną wystawą – to realizacja zaprojektowana konkretnie pod Cisternerne, niemożliwa do oddzielenia od miejsca.

Opera, film, performance

Kuratorzy opisują projekt jako dzieło interdyscyplinarne, ale ta etykieta wydaje się zbyt zachowawcza. Marina Abramović nie łączy tu opery, kina i performance’u w sensie formalnym. Raczej rozmontowuje ich granice, zostawiając widza w stanie ciągłego napięcia między obrazem a dźwiękiem, między teatralnością a fizyczną obecnością.

Śmierć – temat centralny – nie jest tu ani metaforą, ani estetycznym ornamentem. To struktura całej pracy. Każda z siedmiu historii opowiada o innym wariancie końca: z miłości, z zazdrości, z poświęcenia, z przemocy. Abramović nie interpretuje ich psychologicznie. Raczej pokazuje, jak kultura przez wieki kodowała kobiece cierpienie jako widowisko.

Wystawa na granicy biografii

Nie sposób pominąć faktu, że wystawa zamknie się 30 listopada 2026 roku – w dniu 80. urodzin Abramović. Ta koincydencja nie jest nachalnie komunikowana, ale trudno ją zignorować. „Seven Deaths” można czytać jako pracę o końcach, ale też o kontroli nad własnym wizerunkiem, ciałem i narracją artystyczną.

To nie jest wystawa sentymentalna ani podsumowująca. Raczej precyzyjnie skonstruowany projekt, który pokazuje, że Abramović wciąż myśli w kategoriach skali, ryzyka i pełnego zaangażowania widza.