Wiktor Piątkowski od lat porusza się między scenariuszem, produkcją i edukacją filmową, nie traktując ich jak osobnych światów. Współtworzył „Watahę”, pracował przy serialach i filmach dla największych platform, a równolegle rozwija warsztaty, z których wyszło już ponad tysiąc osób. Dziś interesują go także formaty wertykalne – krótkie historie projektowane z myślą o ekranie smartfona i innym rytmie odbioru.
We wrześniu jego nazwisko pojawi się przy aż czterech filmach prezentowanych podczas 51. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. Rozmawiamy o pracy między twórczością a produkcją, o kondycji polskiego scenariopisarstwa oraz o tym, dlaczego przyszłość opowiadania może mieścić się w pionowym kadrze.
Jest Pan inicjatorem rozwoju seriali wertykalnych w Polsce – skąd wziął się pomysł, by zainteresować się tym formatem, i co go dla Pana wyróżnia na tle klasycznego scenariopisarstwa?
Zainteresowałem się tym na poważnie rok temu podczas… festiwalu filmowego w Cannes, gdzie praktycznie wszyscy filmowcy z całego świata o tym mówili. Często pracuję z bardzo młodymi ludźmi na warsztatach scenariopisarskich i widzę, jak zmienia im się percepcja filmów i treści video. Coś co trafiało do ich rodziców czy starszego rodzeństwa już nie jest tak atrakcyjne dla młodych widzów. Wraz ze zmianą przyzwyczajeń widzów zmienia się forma rozrywki, która najbardziej do nich pasuje. Seriale wertykalne to znacznie szybsza i bardziej zaskakująca narracja, przez niektórych nazywana czasami złośliwie – „dramaturgią na sterydach”.
Format wertykalny, „dopaminowy”, narodził się w Azji, a dziś najszybciej rozwija się w USA – co sprawia, że to właśnie Amerykanie teraz gonią Azjatów, i czy Polska ma szansę pójść podobną drogą?
Amerykanie starają się gonić rynki azjatyckie, ale wciąż wydają się mocno pozostawać w tle. Europa, a zwłaszcza Polska jest jeszcze dalej w tym wyścigu, u nas dopiero to się pojawia, ale tak jak wszyscy na świecie używamy tych samych mediów społecznościowych, oglądamy te same globalne wydarzenia sportowe czy kulturowe, tak dotrą do nas te same formy odbioru rozrywki.
Zaskakujące jest to, że w Stanach główną grupą odbiorczą seriali wertykalnych są kobiety w wieku 35–55 lat – jak Pana zdaniem to przekłada się na sposób pisania scenariuszy do tego formatu?
Krytycy seriali wertykalnych często zarzucają im, że są to współczesne telenowele. Od zawsze istniała pewna potrzeba, którą najpierw wypełniały Harlequiny, później soap opery i telenowele, a teraz dla pewnej części społeczeństwa seriale wertykalne. Często to są te same historie czy archetypy bohaterów, ale podane w nowoczesnej formie.
Planuje Pan rozszerzenie części warsztatowej o współpracę z twórcami contentu – na czym konkretnie ma polegać ta zmiana i czego mogą się spodziewać kreatorzy, którzy zdecydują się dołączyć?
Tak, już niedługo ogłosimy nasze nowe warsztaty dla twórców kontentu, na których pokażemy, jak wymyślać i spisywać pomysły, korzystając z narzędzi wykorzystywanych między innymi przez scenarzystów filmowych i serialowych, potem skoncentrujemy się na samym etapie zdjęć i realizacji materiałów video, ich montażu i postprodukcji, a na sam koniec opowiemy o promocji, targetowaniu i budowaniu własnej marki na tym niezwykle trudnym, ale wciąż bardzo dynamicznie rozwijającym się rynku.

Na tegorocznym Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni Pana nazwisko pojawia się aż przy czterech tytułach – jak to jest patrzeć na tak różnorodny zestaw filmów prezentowanych jednocześnie na jednym festiwalu?
To niesamowite uczucie, bo każdy z tych filmów jest inny, za każdym kryje się inna prywatna historia powstania i inne emocje towarzyszące pracy nad nim. Wszystkie cztery projekty są mi bardzo bliskie i za każdy będę trzymał równie mocno kciuki.
„Kalafior przeznaczenia” to jeden z najbardziej nietypowych polskich debiutów ostatnich lat – co przekonało Pana, że warto zaryzykować z tak odważnym pomysłem?
Pomysł! A raczej hak zawarty w pomyśle. Bohaterka pracująca w warzywniaku w pewnym momencie zaczyna słyszeć głos kalafiora. Pomysł wydał mi się tak absurdalny, że aż nierealny, ale nie mogłem o nim przestać myśleć i przekonywałem mojego kursanta, Emila Miszkowicza-Adamowicza do pracy nad tym pomysłem na naszych zajęciach scenariopisarskich. Jak powstał scenariusz, postanowiłem zrobić wszystko, żeby ten film powstał i trafił do widzów.
Pracuje Pan też nad „Być tu oto” – filmem drogi opartym na nagrodzonym w Script Pro scenariuszu. Co w tej historii matki i córki najbardziej Pana poruszyło i na jakim etapie jest teraz ten projekt?
„Być tu oto” to niezwykle kobieca, intymna, ale też głęboka historia matki i córki, ich wspólnej podróży do Portugalii, ale też w głąb siebie. Ten tekst od razu zwrócił moją uwagę. Aktualnie jesteśmy w trakcie zdjęć i mam nadzieję, że widzowie będą mogli zobaczyć nasz film już za rok.

Patrząc na Pana najbliższe plany – ile w nich będzie klasycznego kina, a ile eksperymentów w duchu treści wertykalnych, i gdzie widzi Pan przyszłość polskiego scenariopisarstwa za kilka lat?
Uwielbiam próbować nowych rzeczy, stąd tak bardzo intrygują mnie formaty wertykalne, ale jednak najbardziej kocham klasyczne kino. Pisanie i produkowanie filmów, opowiadanie historii, które trafiają do widzów, bawią, a czasami zadają pytania, pozostają na dłużej daje niesamowicie dużo radości i spełnienia. Myślę, że klasyczne kino, duże produkcje, zostaną z nami na zawsze, ale może będzie ich mniej, a miejsce części z nich zajmą nowe formaty, w tym treści wertykalne. Scenarzyści, producencie, ale też widzowie powinni się na to przygotować, bo te zmiany już się dzieją na naszych oczach.
Wiktor Piątkowski jest scenarzystą, producentem filmowym i telewizyjnym oraz wykładowcą akademickim. Twórca koncepcji i współscenarzysta „Watahy”, pierwszego oryginalnego serialu HBO w Polsce. W swojej karierze współtworzył m.in. „Sortownię”, „Morderczynie”, „Wotum nieufności” oraz filmy Netflix Original: trylogię „Miłość do kwadratu”, „Paradę serc” i „Mniej obcym”.
Założyciel Bahama Films, współwłaściciel i prezes Santa Films oraz Film Twist. Od 2010 roku prowadzi warsztaty scenariopisarskie. Jest również inicjatorem rozwoju kina wertykalnego w Polsce i członkiem Zarządu Głównego Stowarzyszenia Filmowców Polskich.



