Drew Henry zadebiutował w Courrèges kolekcją na Wiosnę i Lato 2027. Zamiast kolejnej porcji chłodnego futuryzmu zaproponował fluorescencyjne kolory, swobodniejsze proporcje i archiwa przeglądane bez nadmiernej nabożności.
Debiut po udanej kadencji
Drew Henry nie zaczyna od sprzątania po poprzedniku. Nicolas Di Felice w ciągu pięciu lat przywrócił Courrèges znaczenie, odświeżając winylowe kurtki, minispódniczki i ubrania o klubowym charakterze. Zbudował rozpoznawalny język oparty na czerni, bieli, graficznych cięciach i kontrolowanej zmysłowości.
Objęcie po nim stanowiska dyrektora artystycznego należało więc do trudniejszych zadań tego sezonu. Henry, wcześniej związany między innymi z Celine, JW Anderson, Phoebe Philo i Burberry, nie próbował kopiować ostatnich pięciu lat. Sięgnął do wcześniejszego Courrèges, sprzed okresu zdominowanego przez Space Age.
Początek lat 60. zamiast kosmicznej przyszłości
Nowy dyrektor artystyczny zainteresował się bardziej kolorowym i eksperymentalnym początkiem lat 60. Na wybiegu pojawiły się oranż, limonkowa zieleń, neonowa żółć, kobalt, róż, błękit, burgund i granat. Barwy układano warstwowo, często w zestawieniach, które celowo nie tworzyły grzecznej całości.
Pokaz otworzył kremowy płaszcz bez rękawów, noszony z luźno opuszczonym paskiem. Po nim pojawiła się skrócona wersja w granacie, ozdobiona historycznym logo domu mody z 1967 roku. Henry przywrócił też znak „AC”, odnoszący się do André i Coqueline Courrèges.
Projektant nie wskazuje jednej dominującej sylwetki. Ważniejsze są dla niego kolor, dzianina i sposób, w jaki ubranie zachowuje się podczas ruchu. W praktyce oznacza to znacznie mniej dyscypliny niż w ostatnich sezonach marki.
Winyl pocięty na części
Dziedzictwo domu nadal jest obecne. Powracają winyl, PVC, trapezowe sukienki i rozszerzane spodnie, lecz konstrukcje zostały rozluźnione. Winylowe spodnie składają się z widocznych paneli, a topy i spódnice budują pasy materiału poruszające się wokół ciała.
Wśród bardziej konkretnych propozycji znalazły się pomarańczowe spodnie z zakładkami zestawione z białym topem, migdałowozielona sukienka trapezowa oraz intensywnie zielony kostium ze spódnicą. Pojawiły się także dzianiny, sportowe elementy, frędzlowane wykończenia i nakładane na siebie warstwy. Sylwetki uzupełniały nietypowe kapelusze oraz buty częściowo zaczerpnięte z archiwum.
Najciekawsze momenty powstają wtedy, gdy Henry pozwala ubraniom zachować prostą linię, a cały niepokój przenosi na kolor, fakturę albo jeden przesunięty element konstrukcji. Kolekcja traci tempo, gdy tych pomysłów pojawia się kilka naraz. Warstwy, mocne barwy, logotypy i eksperymentalne proporcje zaczynają wtedy konkurować o uwagę.
Krzesła z różnych dekad
Pokaz odbył się w Palais de Tokyo. Scenografię zbudowano z niepasujących do siebie krzeseł pochodzących z różnych okresów i kontekstów. Każde miało zachować własny charakter, tworząc wspólnie przestrzeń wybiegu.
Ten prosty zabieg odpowiadał głównemu założeniu kolekcji: noszeniu rzeczy, które sprawiają przyjemność, bez potrzeby tłumaczenia własnych wyborów. Ważne stały się indywidualność, przypadkowe połączenia i ruch. Muzykę wybrali Drew Henry oraz producent Vegyn, który przygotował również oryginalne kompozycje.
Dobry początek, jeszcze bez kropki
Debiut Henry’ego spotkał się z mieszanymi, choć przeważnie życzliwymi reakcjami. Doceniono energię kolorów, połączenie krawiectwa ze sportowymi sylwetkami oraz większą codzienność ubrań. Pojawiły się też głosy, że kolekcja zawiera zbyt wiele kierunków i wymaga mocniejszej redakcji.
Trudno się z tym nie zgodzić. Drew Henry ma pomysł na Courrèges, ale w pierwszym pokazie chciał zaprezentować niemal wszystkie jego warianty jednocześnie. Najlepsze sylwetki są proste, kolorowe i lekko dziwne. Słabsze wyglądają jak etap poszukiwań.
Po bardzo charakterystycznej kadencji Nicolasa Di Felice taka zmiana może początkowo uwierać. Czy Courrèges pod kierunkiem Henry’ego będzie bardziej kolorowe, mniej surowe i znacznie trudniejsze do zamknięcia w jednym estetycznym haśle?





















































