Gucci Wiosna-Lato 2024
fot. Gucci Wiosna-Lato 2024 (materiały prasowe)

FELIETON: Dyrektor artystyczny na chwilę. Czy moda zamieniła projektantów w sezonowe trendy?

Jeszcze niedawno dyrektor artystyczny miał budować język marki. Dziś ma przygotować głośny debiut, wygenerować zasięgi i szybko udowodnić, że kolekcja przełoży się na sprzedaż. Często zanim ubrania w ogóle trafią do sklepów.


Moda pokochała okno transferowe

Demna przeszedł z Balenciagi do Gucci. Pierpaolo Piccioli zajął jego miejsce w Balenciadze. Matthieu Blazy opuścił Bottega Veneta dla CHANEL, a zastąpiła go Louise Trotter. Jonathan Anderson zamienił Loewe na Diora, Maria Grazia Chiuri wróciła do Fendi, zaś Dario Vitale po krótkim epizodzie w Versace trafił do Emporio Armani. Śledzenie zmian na najważniejszych stanowiskach zaczyna przypominać analizowanie transferów piłkarskich. Nazwiska krążą pomiędzy tymi samymi domami mody, a każda nominacja natychmiast uruchamia produkcję prognoz, moodboardów i rankingów oczekiwań. Projektant nie zdąży jeszcze pokazać pierwszego rękawa, a internet już wie, czy pasuje do marki.

Sama zmiana dyrektora artystycznego stała się produktem medialnym. Najpierw pojawiają się plotki, później komunikat, archiwalne zdjęcia i spekulacje dotyczące „nowego rozdziału”. Następnie przychodzi debiut, który ma być jednocześnie świeży, wierny dziedzictwu, łatwy do sprzedania i wystarczająco efektowny, by przez kilkanaście godzin zdominować media społecznościowe.

Pierwszy pokaz musi sprzedać przyszłość

Problem polega na tym, że pierwszy pokaz rzadko jest w pełni autorskim światem nowego projektanta. Kolekcje powstają z dużym wyprzedzeniem. Trzeba przejąć zespół, poznać archiwum, dostawców, kalendarz produkcji oraz konstrukcję biznesu opartego na akcesoriach, perfumach i produktach stałych.

Tradycyjna droga od wybiegu do sklepu zajmuje około sześciu miesięcy. W tym czasie kolekcję zamawiają kupcy, marka przygotowuje produkcję, kampanię i dystrybucję. Tymczasem ocena pracy dyrektora artystycznego zaczyna się kilka minut po finale pokazu. Sprzedaż jeszcze nie ruszyła, ale reakcje zostały już podsumowane, a werdykt algorytmu wydany.

To jeden z największych absurdów współczesnej mody. Projektant odpowiada za wyniki produktów, których klient nie miał jeszcze szansy dotknąć. Pierwsza kolekcja powinna być traktowana jak początek procesu. Coraz częściej pełni funkcję kwartalnego raportu, tyle że przedstawionego na wybiegu.

Dwa lata na uratowanie Gucci

Przypadek Sabato De Sarno pokazuje, jak krótka potrafi być dzisiejsza cierpliwość. Projektant objął Gucci w 2023 roku i odszedł przed upływem dwóch lat. Jego spokojniejsza estetyka nie przyniosła zwrotu oczekiwanego przez Kering. Gdy marka informowała o jego odejściu, mierzyła się z mocnym spadkiem sprzedaży; w czwartym kwartale 2024 roku przychody Gucci obniżyły się o 24 procent.

Łatwo zbudować z tego prostą historię: projektant zaproponował złą kolekcję, klienci jej nie kupili, więc należało znaleźć kogoś innego. Rzeczywistość obejmuje również wysokie ceny, zmęczenie konsumentów, słabszy popyt w Chinach, nadmierną ekspozycję marki i problemy z odzyskaniem energii po niezwykle charakterystycznej epoce Alessandro Michele.

Dyrektor artystyczny staje się jednak najbardziej widoczną twarzą niepowodzenia. Łatwiej wymienić jedno nazwisko niż przyznać, że problem dotyczy całego modelu działania. Następcą De Sarno został Demna, projektant z gotowym językiem wizualnym, rozpoznawalnością i umiejętnością wywoływania dyskusji. Firma kupiła więc nie tylko talent, lecz także natychmiastową uwagę.

Dziewięć miesięcy to już kadencja

Jeszcze bardziej wymowna była historia Daria Vitale. Projektant został dyrektorem kreatywnym Versace w 2025 roku, zastępując Donatellę Versace, i odszedł po niespełna dziewięciu miesiącach. Jego krótka kadencja zbiegła się z przejęciem firmy przez grupę Prada.

Taki przypadek pokazuje, że zmiana projektanta nie zawsze oznacza porażkę kolekcji. Czasami wynika z nowego właściciela, strategii albo układu sił wewnątrz firmy. Dla odbiorcy rezultat pozostaje jednak podobny: marka po raz kolejny ogłasza otwarcie, zanim poprzedni rozdział zdążył się naprawdę rozpocząć.

Vitale nie zniknął z branży. We wrześniu 2026 roku objął kierownictwo kreatywne Emporio Armani. Moda potrafi więc uznać kogoś za niepasującego do jednego domu i niemal natychmiast przedstawić go jako właściwą osobę dla kolejnego.

Rynek nie ma czasu na cierpliwość

Roszady odbywają się w trudnym momencie dla sektora luksusowego. Według Bain rynek dóbr luksusowych stracił około 50 milionów klientów w latach 2022–2024. Podwyżki cen, słabsza koniunktura i pytania o realną jakość produktów sprawiły, że zakupy wymagają dziś większego uzasadnienia. McKinsey przewiduje dla całej branży mody w 2026 roku jedynie niski, jednocyfrowy wzrost.

W takiej sytuacji zarządy szukają szybkich sygnałów zmiany. Nowy dyrektor artystyczny podnosi zainteresowanie marką, zapewnia nagłówki i pozwala opowiedzieć dobrze znaną firmę jako nową. Jest kosztownym, ale prostym do zakomunikowania przyciskiem „reset”.

Tyle że twórcza spójność potrzebuje czasu. Karl Lagerfeld pracował w Chanel przez 36 lat, Marc Jacobs w Louis Vuitton przez 16, a Jonathan Anderson w Loewe przez ponad dekadę. Ich znaczenie nie powstało podczas jednego debiutu. Rozwijali własne pomysły, porzucali nietrafione koncepcje i stopniowo uczyli klientów nowego sposobu patrzenia na markę.

Bezpieczne nazwisko udające rewolucję

Branża mówi o poszukiwaniu świeżości, lecz najważniejsze stanowiska regularnie otrzymują osoby, które wcześniej prowadziły inne duże domy mody. Doświadczenie ogranicza ryzyko biznesowe, ale tworzy zamknięty obieg tych samych nazwisk i podobnych rozwiązań. Vogue Business zwraca uwagę, że nominacje nadal nadmiernie koncentrują się na białych mężczyznach mających już doświadczenie na analogicznych stanowiskach.

W efekcie rewolucja często polega na przeniesieniu rozpoznawalnej estetyki pod nowy adres. Projektant ma zmienić markę, a jednocześnie nie może przestraszyć jej najważniejszych klientów. Ma szanować archiwum, lecz unikać nostalgii. Powinien stworzyć coś nowego, ale natychmiast rozpoznawalnego. Każde z tych oczekiwań ma sens osobno. Razem tworzą stanowisko, na którym łatwo zawieść.

Rzadziej szansę otrzymują mniej znane osoby rozwijające własny język poza największymi grupami. Dla zarządu są trudniejsze do wycenienia, nie przynoszą gotowej publiczności i wymagają cierpliwości. A właśnie ona stała się w luksusie najrzadszym zasobem.

Marka bez pamięci

Ciągłe zmiany mogą przynieść efekt odwrotny do zamierzonego. Klient przestaje rozumieć, za czym właściwie stoi marka. Co kilka sezonów zmieniają się proporcje, casting, wystrój sklepów, kampanie i opowieść o dziedzictwie. Archiwum staje się zbiorem elementów, z których każdy kolejny projektant wybiera coś pasującego do swojej kadencji.

Pierwszy pokaz może zwrócić uwagę. Dopiero następne kolekcje ujawniają, czy za efektownym wejściem stoi język, który da się rozwijać. Jeśli dom mody oczekuje natychmiastowego przełomu, dostanie serię widowiskowych początków i coraz mniej przekonujących ciągów dalszych.

Projektanci nie stali się gorsi ani mniej kreatywni. Zmieniono warunki, w których mają pracować. Oczekuje się od nich równocześnie projektowania ubrań, budowania wizerunku, napędzania sprzedaży, tworzenia internetowych wydarzeń i odpowiadania za błędy popełnione znacznie wyżej w strukturze firmy.

Moda zamieniła dyrektora artystycznego w sezonowy trend. Problem pojawi się wtedy, gdy klient zacznie traktować w ten sam sposób samą markę.