fot. Marek Mylenko/materiały prasowe Gosia Baczyńska

Kiedyś to było… czyli „wielkie pranie” Gosi Baczyńskiej

"Pre Collection 2012"

Moda to sztuka. Sztuka to moda. Rzekło się mawiać. Trochę w tym prawdy. Ale moda to też użytkowość, osobowość i pewna utopia wizji projektanta. Ukoronowaniem pracy artysty projektującego kolekcję jest pokaz. To właśnie podczas niego może „wyżyć” się emocjonalnie i pokazać szerszej publiczności „co autor miał na myśli. W cyklu „Kiedyś to było…”, przypominamy pokazy, które zapadły w pamięć w historii polskiej mody.

Rok 2001. Praga. Atelier Gosi Baczyńskiej. Jednej z najbardziej rozpoznawalnych polskich projektantek. Jej kreacje noszą wtedy wszyscy i wiedzą, że Gosia Baczyńska to synonim luksusu, kunsztu sylwetki i prawdziwe „haute couture” w Polsce.

Ale zaraz. Chwileczkę. Zapala się żółta lampka. Jak zorganizować pokaz na warszawskiej Pradze? W atelier? Za małe miejsce na prezentację. Wynająć Soho? Przereklamowane. Wszyscy tam byli. Projektantka zawsze marzyła, żeby zrobić prezentację w tętniącej życia kamienicy. Udało się w 2011 roku.

Gosia Baczyńska nie boi się zapraszać do współpracy marki, które lubią szalone pomysły. Pomimo tego, że blisko dziesięć lat temu rynek marketingowy trochę się różnił od dzisiejszego, LG spojrzało przychylnym okiem na propozycję. I tak powstało „Wielkie pranie”. Bez wybiegu, bez modelek, które tylko snują się po scenie i bez żadnego nadęcia. To wszystko się sprawdziło.

Pokaz był jednym wielki tyglem ludzi. Był alegorią słynnej animacji Zbigniewa Rybczyńskiego „Tango” z 1980 roku. Nietuzinkowy film przeniesiony na praskie podwórko. Czy to się może udać? Jasne. Szczególnie, gdy reżyserem wydarzenia został Jarosław Staniek. Polski choreograf, tancerz oraz uznany reżyser i scenarzysta. To on „wprawił w ruch” modelki i ożywił praską kamienicę.

A nie były to pierwsze lepsze modelki. Wśród nich nie zabrakło „perełek” jak Małgorzata Niemen, Katarzyna Trzcińska czy ówczesna gwiazda popkultury Tola Szlagowska z Blog 27, którego hity znały wszystkie nastolatki. Pełen wachlarz osobowości. Zupełnie jak w „Tangu”.

A na czym całe tango miało polegać? Każda z postaci odgrywa swoją jedną rolę i wychodzi, żeby zaraz wrócić i na nowo w pętli wykonywać daną czynność. W kulminacyjnym momencie mamy na ekranie aż 26 postaci, które tworzą tętniący życiem pokój. A wszystko zaczyna się od chłopca z piłką. Gdy owy pokój zaczyna stopniowo pustoszeć, pozostaje w nim staruszka – w którą w pokazie wciela się Baczyńska – i zabiera piłkę rzuconą przez chłopca, zamykając za sobą drzwi. Tak też kończy się pokaz.

redaktor naczelny