fot. dzięki uprzejmości Gutek Film

„Father Mother Sister Brother”: Niezręczność ciszy

Są filmy, które nie podnoszą głosu, a mimo to zostają z tobą na długo. „Father Mother Sister Brother” Jima Jarmuscha to właśnie ten przypadek. Tryptyk nagrodzony w ubiegłym roku Złotym Lwem w Wenecji nie próbuje niczego udowadniać, nie stawia tez i nie moralizuje. On po prostu jest. I w tym „byciu” okazuje się zaskakująco intensywny.

Trzy kraje, jedna emocja

Jarmusch dzieli film „Father Mother Sister Brother” na trzy rozdziały. Północno-wschodnie Stany Zjednoczone, Dublin oraz Paryż nie są tu pocztówkami ani pretekstem do estetycznych zachwytów. To przestrzenie emocjonalne. Wiemy, że tam się znajdujemy, ale miejsce nie jest narracją. Każda historia dotyczy relacji, które kiedyś się mocno rozjechały: między dorosłymi dziećmi a rodzicami, między rodzeństwem, które zna się aż za dobrze, ale jednak już się nie „słyszy”.

„Father Mother Sister Brother” to kino o dystansie. Fizycznym i psychicznym. O tym, że można być blisko i jednocześnie bardzo daleko. Jarmusch nie dopowiada, nie domyka scen. Zostawia pauzy. I właśnie w tych pauzach dzieje się najwięcej.

Komedia bez punchline’ów

Tak, to jest komedia. Ale nie taka, która czeka na śmiech widowni. Humor pojawia się bokiem, czasem niezręcznie, czasem boleśnie. Melancholia nie jest tu ozdobą, tylko naturalnym stanem bohaterów. Życie już się wydarzyło, młodzieńczy chaos minął, zostały niedopowiedzenia i pytania, których nikt nie zadał na czas i zapewne już nigdy nie uzyskamy na nie odpowiedzi.

To kino, które świadomie rezygnuje z dynamiki. Jarmusch mówi wprost, że to zaprzeczenie kina akcji. Każdy gest, spojrzenie, cisza mają swoją wagę. Kamera nie goni emocji, tylko pozwala im wybrzmieć. Współpraca z Frederickiem Elmesem i Yorickiem Le Saux to czysta przyjemność wizualna, ale bez estetycznego popisu. Kadry są spokojne, niemal ascetyczne. Montaż Affonso Gonçalvesa trzyma ten rytm żelazną ręką. Nic się tu nie rozlewa, nic nie jest przypadkowe. To kino precyzyjne, ale nie chłodne. Każdy rozdział ma własną fakturę, własne tempo, własne światło. Jak trzy osobne, ale pasujące do siebie obrazy w jednej galerii.

Jarmusch zebrał tu obsadę, która na papierze wygląda jak festiwalowe „all stars”, ale na ekranie kompletnie zapomina o własnym statusie. Adam Driver gra z charakterystyczną dla siebie powściągliwością – nerw schowany pod skórą, emocje kontrolowane do granic możliwości. Cate Blanchett jest niemal ascetyczna, skupiona, chłodna, a przy tym boleśnie ludzka; każda scena z nią opiera się bardziej na pauzie niż na dialogu. Vicky Krieps wnosi do filmu kruchość i napięcie, które trudno nazwać, ale łatwo poczuć – jej obecność działa jak drobne pęknięcie w idealnie gładkiej powierzchni. Obok nich pojawiają się aktorzy drugiego planu, którzy nie są „tłem”, tylko pełnoprawnymi partnerami w tej grze spojrzeń i niedopowiedzeń. To obsada dobrana pod wrażliwość, nie pod efekt. I dokładnie dlatego działa tak dobrze.

fot. dzięki uprzejmości Gutek Film

Anthony Vaccarello i kostium jako narracja

Warto zatrzymać się przy kostiumach. Anthony Vaccarello – dyrektor kreatywny Saint Laurent, który co raz śmielej wchodzi w kinematografię (ostatnio np. w „Bogini Partenope„, która była totalną wizualną ucztą) nie robi tu „mody do filmu”. On buduje charakter. Ubrania są ciche, oszczędne, momentami surowe. Idealnie wpisują się w świat bohaterów, którzy nie chcą już niczego udawać. Warto zwrócić na podkreślenie synergii kolorów w scenach.

Saint Laurent w tym filmie to raczej dyskretna elegancja, która podkreśla dojrzałość, zmęczenie, czasem dystans wobec świata. Kostium staje się kolejną warstwą opowieści o ludziach, którzy są już po drugiej stronie intensywności.

fot. dzięki uprzejmości Gutek Film

Jarmusch w najlepszej formie

„Father Mother Sister Brother” to film dla widza cierpliwego. Dla takiego, który lubi patrzeć, słuchać i czytać między wierszami. Nie ma tu łatwych emocji ani efektownych momentów pod nagłówki. Jest za to dojrzałe kino o relacjach, które nie zawsze da się naprawić, ale czasem można je po prostu nazwać.

To jeden z tych filmów, po których wychodzisz z kina ciszej niż zwykle. I jeszcze przez chwilę nie masz ochoty włączać telefonu.

Film „Father Mother Brother Sister” w dystrybucji Gutek Film w kinach od 16 stycznia 2026 roku.