fot. dzięki uprzejmości CHANEL

Złote Globy 2026: Czerwony dywan jako sprawdzian świadomości mody

Czerwony dywan Złotych Globów od lat pełni funkcję testu. Nie trendów — te wszyscy znają. Testu świadomości: kto rozumie, w jakim momencie jest dziś moda, a kto wciąż próbuje grać estetyką sprzed dekady. Tegoroczna edycja była zaskakująco zdyscyplinowana. Mało było prób szokowania, dużo decyzji opartych na konstrukcji, materiale i detalu. To był wieczór, w którym wygrywały stylizacje zaprojektowane z myślą o całości, a nie o jednym zdjęciu na social media.

Na pierwszy plan wysunęły się domy mody, które dobrze czują czerwony dywan jako medium: CHANEL, Saint Laurent, Giorgio Armani. Każdy z nich mówił innym językiem, ale wszystkie trzymały się jednego założenia — forma ma być czytelna, a przekaz spójny.

CHANEL, Saint Laurent, Armani – trzy różne strategie obecności

CHANEL konsekwentnie stawiało na haute couture rozumiane dosłownie: ręczna praca, faktura, czas. Suknie tej marki nie krzyczały nowoczesnością, ale też nie cofały się w archiwum. To był luksus oparty na konstrukcji, nie na efekcie. Dom mody Saint Laurent kontynuowało swoją linię wypracowaną przez Anthony’ego Vaccarello: czarne smokingi, wąskie sylwetki, element dystansu i chłodu, który dobrze funkcjonuje w obiektywach. Armani natomiast wrócił do klasyki w najczystszej postaci — białe marynarki wieczorowe, idealne proporcje, miękka elegancja bez teatralności.

W tle pojawiały się też mocniejsze sygnały: Westwood z konstrukcyjną dramaturgią, Chrome Hearts w dodatkach u mężczyzn, vintage jako świadomy cytat, a nie kostium. Całość układała się w obraz dywanu bardziej dojrzałego, mniej impulsywnego. Old Hollywood is back?

Connor Storrie w Saint Laurent: kontrola zamiast efektu

Stylizacja wschodzącej gwiazdy – Connora Storriego była jedną z najbardziej konsekwentnych tego wieczoru. Saint Laurent nie zostało tu potraktowane jak logo, tylko jak system. Smoking oparty na ostrych liniach, czarna paleta, sucha faktura tkaniny typu grain de poudre, wysoki stan spodni i wąski krawat budowały sylwetkę precyzyjną, niemal graficzną.

Kluczowe były dodatki. Okulary Saint Laurent wprowadzały element dystansu, który w naturalny sposób oddzielał aktora od czerwonego dywanu jako „przestrzeni autopromocji”. Broszka Tiffany’ego projektu Jeana Schlumbergera nie była ozdobą, tylko znakiem intencji — subtelnym, ale jednoznacznym. To gest znany z męskiej elegancji sprzed lat, dziś wracający w nowym kontekście.

Równie ważna była fryzura: wygładzona, lekko retro, ale bez ironii. Całość nie próbowała nikogo przekonać, że mamy do czynienia z rewolucją. To była stylizacja świadoma swojej formy i momentu.

Hudson Williams w Giorgio Armani: klasyka zbudowana na niuansie

Hudson Williams wybrał drogę znacznie trudniejszą, niż mogłoby się wydawać. Biała marynarka wieczorowa to element bezlitosny — źle skrojona lub źle zestawiona natychmiast traci ciężar. Dom mody Armani poradził sobie z tym klasycznie: czysta linia, wyraźne peak lapels, wykończenie grosgrain, czarne spodnie i jedwabna koszula.

Decyzją, która zmieniła odbiór całości, było rozpięcie koszuli. Ten drobny zabieg zdjął z looku muzealny ciężar i wprowadził miękkość, która dobrze korespondowała z biżuterią Bulgari, w tym z kultowym motywem Serpenti. Biżuteria nie była tu dodatkiem „dla zdjęcia”, tylko elementem równorzędnym z marynarką. To ważny sygnał zmiany w męskiej modzie wieczorowej: dodatki przestają być przypisem, stają się integralną częścią stylizacji bo ileż można oglądać sam garnitur bądź smoking z białą koszulą.

Dialog dwóch estetyk

Zestawienie stylizacji Storriego i Williamsa działało na zasadzie kontrastu, który nie był konfliktem. Saint Laurent oferowało chłód, dystans i kontrolę. Armani — otwartość, miękkość i klasyczną elegancję. Razem tworzyły obraz męskiej mody wieczorowej, która nie musi już wybierać między tradycją a współczesnością. Może funkcjonować na obu poziomach jednocześnie.

To jeden z ciekawszych momentów tego dywanu: pokazanie, że męska stylizacja przestała być jednorodna, ale nadal pozostaje zdyscyplinowana.

Selena Gomez w CHANEL: Rzemiosło zamiast stylizacji

Występ Seleny Gomez w CHANEL był jednym z tych momentów, które wyraźnie oddzielają modę od stylizacji. Suknia oparta na aksamitnym gorsetowym kroju została wzbogacona o ręcznie wykonane aplikacje z piór, organzy i jedwabnego szyfonu. Nie pełniły one funkcji dekoracyjnej w prostym sensie — były częścią konstrukcji, która budowała światło i ruch.

Informacja o setkach godzin pracy w atelier nie jest tu anegdotą. To klucz do zrozumienia, dlaczego suknia nie sprawiała wrażenia ciężkiej, mimo masywnego materiału bazowego. Kontrast między aksamitną głębią a lekkimi aplikacjami rozbijał bryłę i prowadził wzrok ku górze.

To także jedna z pierwszych dużych realizacji CHANEL w nowym rozdziale pod kierownictwem Matthieu Blazy’ego. Widać było wyraźnie, że marka stawia na dyscyplinę formy, a nie na widowiskowość.

Stylizacja Gomez była dopracowana również poza samą suknią. Fryzura inspirowana klasycznym Hollywood, ale pozbawiona kostiumowości, oraz ciemniejszy makijaż ust budowały spójną paletę. Akcesoria zostały ograniczone do minimum — czarne slingbacki CHANEL i biżuteria z linii high jewelry tego samego domu mody.

Złote Globy 2026 pokazały, że czerwony dywan wraca do funkcji, którą pełnił kiedyś: miejsca prezentacji rzemiosła, proporcji i decyzji, a nie manifestów i chwilowych efektów. Kobieca moda wieczorowa coraz wyraźniej opiera się na fakturze i pracy atelier. Męska — na detalach, które jeszcze kilka lat temu były uznawane za zbyt ryzykowne.

To był dywan spokojny, ale nie zachowawczy.