Star Zienkiewicz/photo: Mateusz Grzelak for OCZY.MAG
fot. Mateusz Grzelak dla OCZY.MAG

Staś Zienkiewicz

"Nie każdy będzie cię lubił,
ale to nie znaczy, że masz nie robić dalej swoich rzeczy.""

Jakie są Twoje pasje, marzenia? Co stawiasz na pierwszym miejscu?

Moją największą pasją w życiu jest muzyka, którą kocham i uwielbiam. Chciałbym realizować się w tym jak najdłużej, mieć pozytywne doświadczenia, odnosić sukcesy i móc się z tego utrzymać, bo wiadomo, że każdy woli jak jego praca sprawia mu radość. Muzyka jest dla mnie wszystkim od odskoczni do czegoś, co mogę słuchać w trakcie robienia czegokolwiek. To coś, co umila mi czas i życie. Kocham wszystko, co jest z nią związane, wszystkie jej aspekty.

Skąd pasja do jej tworzenia? Dlaczego zacząłeś się tym interesować?

Zawsze fascynowałem się muzyką, więc pewnego dnia stwierdziłem, że chciałbym spróbować ją tworzyć. Ściągnąłem program i z ciekawości zacząłem sobie klikać. Na początku było robienie samych bitów, później przerodziło się to w próby śpiewu, nawijania, zwał jak zwał i tak jest teraz. Dalej sobie to robię, nadal to kocham – prosta sprawa.

Ostatnio wydałeś dwa mini albumy, jeden ze Stanem – „Mannequins” – i swój „Zzz…” Powiedziałeś też, że trochę eksperymentujesz ze swoim stylem.

Znaczy powiedziałem, że eksperymentuję, ale to się odnosi bardziej do tego, że wykorzystuję różne dźwięki do robienia bitów, których nigdy wcześniej nie wykorzystywałem. W różnych stylach robię bity, ale dalej staram się trzymać tego „mojego stylu”. Przeplatać go z innymi, próbować tworzyć utwory na różne sposoby. A jaki jest „mój styl”, dowiecie się na Sound Cloudzie lub YouTubie, wypisując: „Zzztan”.

Obecnie, nie mam jakichś super mega sukcesów w muzyce, ale jestem pozytywnej myśli. Nie nastawiam się. Po prostu to robię. Kamieniem milowym można nazwać każdą piosenkę, z którą jakość tego, co robię, idzie w górę. Na razie, nie podoba mi się w pełni nic, co zrobiłem, bo wiem, że jest jeszcze duże pole do nauki, jak to dobrze robić. Jednak cieszę się z tego. Mam sprzęt, zapał, chęci, pasję i mam też paru znajomych, z którymi mogę to robić, oni też mnie do tego motywują.

Znajomości są bardzo ważne. Czy tylko w ten sposób można się wybić? Czy dzięki nim pojawiają się większe możliwości? I czy to samo tyczy się modelingu? Uważasz, że zupełnie świeże osoby są narażone na gorszy start?

Nie do końca. Mam znajomości z branży, ale to są po prostu znajomości. Jak mam ziomka to jest moim ziomkiem, a nie „moim planem na wybicie się”. Jeżeli on też tworzy muzykę i możemy to robić razem, dzielić się wspólną pasją, to po prostu to robimy. Nie myślę o tym, że: „o, jak on się wybije, to ja też”. Myślę, że jak mamy się stać rozpoznawalni, to zrobimy to wszyscy razem. Sam staram się wspierać swoich znajomych, którzy tworzą muzykę, a oni wspierają mnie. Tu nie ma żadnej rywalizacji, tylko wspólna pasja.

Modeling traktuję w tej chwili jako pracę. Nie zagłębiam się za bardzo w ten świat, interesuję się tym, co i kiedy mam zrobić, żeby wyszło to jak najlepiej. Poznałem parę osób z tego biznesu, ale nie wykorzystuje tego w taki sposób, żeby sobie polepszyć sytuację z pracą.

Jeśli chodzi o start w karierze to – szczerze mówiąc – nie mam pojęcia. Wydaje mi się, że wszystko zależy od człowieka i tego jakie ma podejście. Jeżeli ktoś ma cię polubić i wkręcić, to tak będzie, a jak cię nie polubi to trudno. Nie każdy będzie cię lubił, ale to nie znaczy, że masz nie robić dalej swoich rzeczy.

A jakie były Twoje początki? Dosyć szybko zostałeś zauważony, jak zapatrywałeś się na ten nagły skok w karierze? Czy było ciężko dostosować się do nowego trybu życia? Czy było coś, co Cię wtedy zaskoczyło? Spotkałeś się właśnie z gorszym traktowaniem – wyzysk czasowy, niższe stawki?

Modeling bardzo szybko zaczął mi przynosić bardzo dużo. Pierwszym moim pokazem był pokaz Givenchy we Florencji w 2019 roku, więc to już jest w miarę poziom. Wchodząc w ten świat, wszystko zaczęło szybko nabierać obrotów. Byłem w szoku, ale miałem wtedy dziwny okres w swoim życiu, kiedy nic nie sprawiało mi radości. Nawet w momencie, kiedy robiłem te rzeczy. Cieszyłem się z nich, jak najbardziej. Wiedziałem, że mam farta, że mogę to robić, ale jakoś tak wewnętrznie to nie przynosiło mi takiej satysfakcji, jaką powinno.

Ufam w to jak działa moja agencja i wierzę, że zawsze starają się wynegocjować najlepsze warunki. Darzę ich zaufaniem. Oni działają, ja działam – symbioza. Osobiście bardzo polecam Uncover Models, bo jest bardzo profesjonalnie prowadzona, a zarazem z rodzinną atmosferą. Jest swobodnie, z każdym można o wszystkim pogadać, a do tego dbają o swoich podopiecznych. Na pewno sam bym tego wszystkiego nie zrobił, bez osób, które działały za kulisami. Jestem im bardzo wdzięczny za wszystko, co dla mnie zrobili, ale myślę, że oni już o tym dobrze wiedzą.

To jest najważniejsze na starcie: mieć dobrą agencję, kogoś, kto w ciebie wierzy. A jak zapatrywali się na to wszystko twoi bliscy? Wspierali cię od początku w karierze zarówno w modelingu, jak i muzyce?

Wydaje mi się, że moi rodzice nigdy nie mieli żadnych obaw, bo wierzą w to, że jestem „kumaty chłopak” i cokolwiek bym robił, to sobie poradzę. Jasne, jak byłem młodszy, wolałem bardziej robić twórcze rzeczy niż chodzić do szkoły. Jednak cisnęli, chcieli, żebym te szkołę skończył, ale w momencie, gdy zobaczyli, że i modeling, i muzyka idą w jakimś sensownym kierunku, to zaczęli mnie mocno wspierać. Oczywiście tak bez przesady. Nie to, że są jakimiś psychofanami, tylko bardziej rozumieją to, że taką drogę sobie wybrałem i wspierają mnie w tym jak najbardziej.

A jak się inni do tego odnieśli? Czy nagle zaczęli brać cię na poważnie?

Większość moich znajomych mnie wspierała, cieszyła się na pewno bardziej niż ja w tamtym okresie, ale też tak bardziej z dystansem podchodzili do sytuacji,  bo ja się dla nich nie zmieniłem. A reszta ludzi? Niektórzy byli w szoku, inni nagle po latach się odezwali, gratulowali, a jeszcze inni stawali się nawet bardziej zawistni. Zazdrościli bardziej niż zanim coś osiągnąłem. Ale taka jest kolej rzeczy: nie ważne, kim byś był, nie ważne, co byś robił, to zawsze znajda się sępy, ktoś komu nie będzie się to podobać.

Czy przez to, że pracujesz w biznesie modowym, czujesz, że ludzie postrzegają cię czasem jako manekina, patrzą tylko przez pryzmat Twojej urody?

Szczerze mówiąc, nie. Z pracą w modelingu mam same pozytywne doświadczenia, jeśli chodzi o ludzi, z którymi pracuję i nie wygląda to wcale tak, że jestem w jakiś sposób uprzedmiatawiany. Bardziej modeling dzieli się na to, że albo są ludzie mili, albo są ludzie poważni. Nie ma czegoś takiego, przynajmniej w moim przypadku, że ktoś traktuje mnie jak manekina. Nie ma chamstwa, jest tylko poważna praca. Nie chcę się wypowiadać za wszystkich, ale personalnie musiałbym się poważnie zastanowić, czy miałem negatywne doświadczenia, a skoro nie pamiętam, to znaczy, że jednak nie były tak istotne.

W modelingu właśnie zaczyna liczyć się osobowość. Czujesz, że jesteś w tym szczery? Czy to nie jest trochę tak, że ta poza do klienta, którą musisz obrać, niczym aktor wcielający się w rolę? Myślisz, że szczerość w biznesie się opłaca?

Szczerość na pewno u wielu ludzi zanika. Większość osób stara się wypaść jak najlepiej, nie ważne jakim kosztem. Ale ja tak nie robię. Jestem zawsze sobą. Jak ktoś mnie polubi to fajnie, jak nie to trudno. Życie. Ja po prostu przyjechałem do pracy, a jeżeli mnie nie lubisz, to przynajmniej rób swoją robotę, ja robię swoją.  Nie wiem, czy to się opłaca, bo nie szukam żadnych skrótów, ani profitów za to jaki jestem albo z kim się zadaję. Nie patrzę na to pod tym kątem, więc nie wiem, czy się opłaca. Trzeba by zapytać kogoś, kto już udawał kogoś innego.

Mówiłeś kiedyś, że modeling nie był Twoim docelowym kierunkiem. Nadal nie jest? Idąc tym tropem w przeszłość, zanim zostałeś zescoutowany, miałeś już jakieś propozycje? Czy sam byś się a to zdecydował? Jakby to mogło teraz wyglądać?

Zawsze była myśl, że chciałbym żyć z muzyki. Modeling to fartowny przypadek, dzięki któremu mogę się teraz utrzymywać. Wcześniej nie miałem żadnych propozycji, choć mój znajomy mówił: „Dawaj, idź do MISBHV”, że bym tam pasował, a ja na niego patrzyłem i mówiłem: czy ty widzisz, jak ja wyglądam? Modeling nigdy nie był dla mnie celem w życiu, nigdy nie widziałem siebie w tej roli. Jak byłem młodszy, miałem duże problemy z samooceną i to zapewne dlatego sam bym w to nie poszedł, bo bym się po prostu wstydził.

Wydaje mi się, że gdyby nie szansa dana mi w modelingu i to, że jestem w miarę ogarnięty życiowo, to jakoś tydzień do miesiąca od wyprowadzki od rodziców, bym tam wrócił. I pewnie do tej pory bym tam siedział. Nie robiłbym nic produktywnego, nie zwiedzał świata, nie poznawał ludzi. Nie miałbym takich możliwości, jakie mam teraz. Prawdopodobnie, byłbym zwykłym, szarym człowieczkiem, robiącym typowe rzeczy albo wręcz nierobiącym nic.

Dlatego jestem wdzięczny za taką możliwość, która przytrafiła mi się przypadkowo. Praca pomogła mi się przełamać. Tak jak wspomniałem, kiedyś byłem bardzo wstydliwy. A wiadomo, im więcej kontaktu z ludźmi, im więcej poznawania nowych osób, chcąc nie chcąc, to wypracowuje relacje międzyludzkie, pewne otwarcie się na innych.

Myślisz, że to przełamanie pomogło ci to również w muzyce? Na przykład w koncertach. Rok temu grałeś pierwszy raz przed widownią.

Nie, w muzyce zawsze jestem w pełni sobą. Nie ważne, jak się czuję czy dobrze, czy źle. Nawet jak czegoś komuś nie powiedziałem na żywo, to na pewno zrobiłem o tym piosenkę albo przełożyłem to, jak się czuję na bit. Zawsze nastrój w danym dniu, w danej chwili, wpływa na to, co powstanie.

Jeśli chodzi o dwa niedawne koncerty, to grali wtedy moi bracia, Stan i KK. Na mojej nowej płycie, będą dwie piosenki stworzone razem ze Stanem. Dali mi możliwość, żebyśmy zagrali jedną z nich wspólnie, więc się zgodziłem. To było bardzo miłe z ich strony i dobrze się bawiłem, robiąc to. Na pewno mam teraz większą śmiałość, ale muszę nabrać jeszcze więcej pewności siebie. Z tym jest jednak jak ze wszystkim w moim wypadku: jeśli ma być lepiej, to muszę robić tego jak najwięcej, nabrać doświadczenia.

Mówisz o płycie, która wyjdzie niedługo?

Płyta jest praktycznie gotowa do wypuszczenia i teraz chwilowo nie pracuję nad niczym innym. Skupiam się bardziej na tym, żeby dokończyć do niej teledyski, itd. Po wydaniu płyty będę działał dalej. Tak naprawdę codziennie, jeśli mam jakąś chwilę czasu, to siadam i działam. Tworzę bity, piszę teksty, które od razu nagrywam. Zawsze jak mam wolną chwilę, to przynajmniej te pięć minut posiedzę przy muzyce. Nie ma innej opcji.

Co jest Twoim wyznacznikiem sukcesu? Kiedy poczułbyś się spełniony?

Nie jestem w stanie szczegółowo przewidzieć przyszłości, dlatego: nie wiem. Będzie co ma być, a ja dalej będę robił to, co kocham. Liczę, że po prostu kiedyś ktoś to doceni, że moje marzenie się spełni i będę mógł się utrzymywać z muzyki. Że będzie ona sprawiała komuś radość albo  będzie mógł się w jakiś sposób odnieść do mojej twórczości. Chciałbym być doceniony i żeby ktoś faktycznie chciał tego słuchać.

Biorąc pod uwagę wszystko czego już dokonałeś, nie czujesz się doceniony? Za granicą mówią o tobie jako o drugiej Anji Rubik. Tutaj było wielkie bum po zeszłorocznej okładce Vogue Hommes. Nie odczuwasz tego jako ogromnego sukcesu?

Jeśli chodzi o bliskich znajomych – oczywiście, czuję się doceniony. Jeżeli mowa o reszcie ludzi, to nie bardzo. Przynajmniej w Polsce. Ten bum trwał tydzień i koniec. Jasne, nie każdy na ulicy się modą interesuje i ja tego nie oczekuję, żeby każdy mnie doceniał. Jednak uważam, że osoba, która robi takie rzeczy jak ja, i to mógłby być ktoś zupełnie inny, mówię o samej wykonanej pracy, uważam, że to powinno wzbudzić jakiekolwiek zainteresowanie. Niestety, taki mamy klimat. Polska nie jest bardzo skupiona na modzie, jak w zasadzie na wszystkim takim, co się dzieje na tym świecie. Ludzie tutaj bywają bardzo zawistni, są ignorantami przez co, nie ukrywajmy, mamy różne problemy z krajem. Chociażby ostatnie głośne sprawy związane z LGBTQ. Mamy jeszcze trochę zamknięte głowy i uważam, że to ogranicza osoby takie jak ja: artystów, modeli, muzyków. Typowy Polak powie: „ale pedał”, zamiast się cieszyć, że jego rodak osiągnął sukces na arenie międzynarodowej. Ale jakby to był piłkarz, to byłby jego bogiem.

Mimo wszystko, jednak wybiłeś się zagranicą, chociaż i tam miejsce dla młodych w show biznesie jest ograniczone. Mam wrażenie, że w Polsce najprościej w nie trafić przez telewizję. Co o tym sądzisz? Jak się wybić, żeby na tym miejscu pozostać?

Uważam, że miejsce dla młodych jest bardzo ograniczone i to powinno się zmienić. Nie wiem, jak się wybić, ale myślę, że większość osób „starszych”, którzy od x lat wałkują to samo w telewizji, powinno już dawno dać sobie spokój i dać się zastąpić kimś młodym, który wniesie, coś nowego. Ciężko to zrozumieć, ale zmiany są potrzebne. To jest śmieszne, że nie daje się w ogóle szansy nowemu. Znaczy raz na jakiś czas, komuś się uda, ale i tak ginie on w tłumie tego, co już było.

Zagranicą młodzi mają łatwiej, bo społeczeństwa są otwarte na to, co nowe i nie boją się nowych rzeczy. W Polsce niestety jest odwrotnie. Tam są większe możliwości przez social media, u nas niestety dalej króluje telewizor. Dlatego, jeżeli zależy ci tylko na tym, żeby być sławnym, bez wnoszenia czegokolwiek swoją osobą, to to jest najłatwiejszy sposób. Natomiast, żeby to nie było chwilowe, najpierw trzeba trafić do szarej masy, zyskać sobie jej przychylność, a dopiero potem robić to, co się naprawdę czuje.

A czy to „nowe pokolenie” w branży rozrywkowej niesie jakąś nadzieję, czy raczej obawy, że zmieni się na gorsze?

Patrząc na świat, nie wiem. Ludzie mają coraz więcej problemów. Nie wróżę nowemu pokoleniu świetlanej przyszłości, ale wiadomo, że wszystko i tak będzie jakoś kręcić się dalej. Może nie każdy znajdzie swoje miejsce na świecie, ale trzeba żyć dalej i skupić się na sobie.

Uważam, że zanim jakakolwiek grupa ludzi zacznie próbę zmiany, to każdy pojedynczy osobnik powinien skupić się na sobie i sprawić, żeby to on był jak najlepszą wersją siebie. Żeby być człowiekowi człowiekiem, a nie kłębkiem problemów przepełnionym stereotypami. Jeśli zaczniemy patrzeć na samych siebie, być bardziej otwartym na pewne tematy i kwestie, a nie zamykać się w hermetycznym gronie, często popadając w skrajności, to wtedy jest jakaś nadzieja. To bardzo utopijna wizja, bo ludzie i tak będą ludźmi. Nie da się niczego przewidzieć, a niektórym przemówić do rozsądku.


Fotograf: Mateusz Grzelak dla OCZY.MAG
Video shoot: Kiwi Media Productions
Stylizacja: Konrad Sławiński
Make-up & hair artist: Weronika Bancewicz

Sesja zrealizowana we wnętrzach Sen Warszawa.

zastępca redaktora naczelnego, redaktor prowadzący