fot. Anna Pabijańczyk dla OCZY.MAG

Kristóf Szabó

„Możesz być piękny, szczęśliwy i aktywny we wszystkich sferach życia. Bez wyjątku”

English version here.

Co jest takiego w tańcu czego nie można znaleźć w innym rodzaju sztuki?

Taniec łączy różne sztuki. Dla mnie jest on kompletny. Do wykonania roli w tańcu człowiek potrzebuje inspiracji z wielu innych sztuk. Jest dla mnie też szczególny ze względu na muzykę. Dzięki ruchowi sprawiamy, że muzyka staje się widzialna. Ja tak zawsze o tym myślę – żeby widz mógł zobaczyć muzykę.

Uważasz to za coś trudnego?

Taniec zawsze wygląda inaczej. Nie da się powtórzyć ruchu w dokładnie ten sam sposób. Nie ma czegoś takiego jak symetria. To też jest najfajniejsze w ciele. Tańcząc zdaję sobie sprawę z tych rzeczy. W tańcu klasycznym, wedle nauki, wszystkie ruchy powinny by]ć idealne, symetryczne. Takie same. Równe rzędy na scenie, równo i z prawej i z lewej. Według mnie to nie do końca o to chodzi. Bardzo zainspirował mnie izraelski choreograf – Ohad Naharin, który powiedział, że „w tańcu nie ma symetrii i kiedy zdasz sobie z tego w końcu sprawę, stajesz się wolny”. To pozwoliło mi się uwolnić od wszystkich stresów, że przecież nigdy nie będę czuł, wyglądał czy tańczył dokładnie jak mój kolega z zespołu. To jest olbrzymia zaleta tańca. Pozwala mi przekazać swój indywidualny charakter.

Ale spójrzmy na to nieco inaczej. Będąc w zespole – wykonujesz powierzone zadanie, przydzieloną rolę. Będąc solistą ma się inne możliwości.

Moim zdaniem to jest zaleta, że nie muszę robić czegoś tak jak druga osoba. Nie muszę i nie chcę być identyczny. Nawet gdy popełnię błąd. Każde wykonanie ma swoje odrębne zalety, z których powinniśmy się cieszyć. W tańcu chodzi o moment. To nie jest trwałe. Kocham spektakle, które dzieją się na żywo. Teraz mi ich bardzo brakuje. Nagranie spektaklu zabiera trochę jakości, a przy kontakcie z widzem taniec dzieje się tu i teraz. To ode mnie, od początku do końca zależy, jak zaprezentuję się na scenie.

Rękawica: Adrian Fabian, biały garnitur: Rodrigo de La Garza, perły: YES, pierścionek: ZoZo Design

Jak przygotowujesz się emocjonalnie do swoich ról?

Każdy tancerz ma swoje indywidulne podejście do przygotowania. Każda rola to wyzwanie. Dla mnie jest to bardzo wyczerpujące – emocjonalnie i fizycznie. Szczególnie jeśli wierzę w jakąś rolę. Zawsze „wchodzę” w nią na sto procent. Nie gram, a przeżywam emocje. To jest coś co powoduje u mnie ciarki, gdy o tym myślę. Mam możliwość stania się jakąś postacią. Wtedy te odczucia są najsilniejsze. Widz ufa nam, że jest to autentyczne. Najlepszym przykładem jest spektakl „Dama Kameliowa”. Wręcz wymagano od nas tego, żeby nie grać, a stać się daną postacią. Od tamtej pory moje podejście do tańca zmieniło się.

Staram się przeżywać – nie udawać. W przygotowaniu całej choreografii najważniejsze dla mnie jest opowiedzenie historii. Zebranie w jedno całej otoczki roli – jaki ona ma zamysł, przeszłość, kim ona jest. Nie znoszę, kiedy ktoś pokazuje mi jakieś ruchy, a dopiero potem opowiada, co one miały znaczyć. Dla mnie muszą one mieć najpierw jakiś zamysł, a nie być z automatu pokazane na scenie. Czasem mam wrażenie, że za mało rozmawiamy o tańcu. Dużo ćwiczymy – to prawda, ale powinniśmy jako tancerze zastanowić się co chcemy przekazać ruchami. Kiedy myślisz o ruchu, wygląda on znacznie lepiej. Jeśli ja nie dostaję na początku informacji „co autor miał na myśli”, staram się sam nauczyć w trakcie prób, co mogę pokazać daną rolą. Inspiracji szukam wszędzie. W każdej dziedzinie sztuki, która wprowadzi mnie w autentyczny świat postaci.

Kiedyś dostałem uwagi od baletmistrza, że „nie powinienem tak reagować na scenie”. W tamtej sytuacji zareagowałem tak, ponieważ sam bym tak postąpił jako ja. I tutaj najcenniejsze zdanie jaką usłyszałem – powinienem mieć taką reakcję jak mój bohater. To mi bardzo wryło się w pamięć, że powinienem myśleć o sytuacji mojej postaci, a nie o swojej prywatnej. 

Wróćmy do lutego zeszłego roku – teraz kiedy rozmawiamy, mija dokładnie rok od kiedy zdiagnozowano u ciebie cukrzycę typu pierwszego. Czy ty już wcześniej zdawałeś sobie sprawę, że coś może być nie tak z twoim zdrowiem?

Od dłuższego czasu coś musiało być na rzeczy. Mocno schudłem, ale myślałem, że to kwestia stresów związanych ze spektaklami i różnymi innymi zawirowaniami. Natalia, która również jest tancerką, a prywatnie moją dziewczyną, zwracała mi ciągle uwagę, że jestem coraz chudszy. Dziwiło mnie to, bo – nie będę ukrywał – uwielbiam jeść. Jadłem mnóstwo. Ćwiczyłem cały czas, a moja sylwetka raczej o tym nie świadczyła. Miałem różne myśli. Wszystko kończyło się tym, że usprawiedliwiałem je tańcem i próbami. Przecież dla zawodowego tancerza tańca klasycznego wzmożone pragnienie czy zlanie potem to codzienność. 

Jednak któregoś dnia czułem, że jest już naprawdę nieciekawie. Byłem bez sił i energii. Zrobiłem badania. Pech chciał, że wyniki otrzymałem w dniu spektaklu. Nie wyszedłem już na scenę. Nie puścili mnie. Nie dopuszczałem do siebie tej informacji, że jestem chory na cukrzycę typu pierwszego. Nic o tej chorobie nie wiedziałem. Tak jak mała część społeczeństwa wie o balecie, tak ja kompletnie nie znałem tej choroby i z czym się ona wiąże. Powiedziałem, że nie ma opcji, ja muszę wystąpić dzisiejszego wieczoru. Za długo przygotowywałem się do tej roli, żebym zmarnował taką szansę. Tym bardziej, że dzień wcześniej zrobiłem próbę sceniczną. Byłem przygotowany, żeby dać z siebie wszystko. Występ był dla mnie czymś pewnym. Niestety musiałem pogodzić się z tym, że nie mogę opuścić szpitala.

Komplet dresowy i kamizelka: Robert Kupisz, buty: Adrian Fabian

Można powiedzieć, że twoje życie zmieniło się z dnia na dzień?

Na pewno. Musiałem przez długi czas „ciągnąć” na bardzo wysokim cukrze. To było widać w wynikach badań. Według lekarzy mogłem mieć od trzech miesięcy bardzo kiepskie rokowania. Miałem dużo szczęścia, że nic poważniejszego nic mi się nie stało. Swoją chorobę musiałem szybko zaakceptować i się z nią zmierzyć. Na początku było dużo płaczu, ale nie załamywałem się. 

Miałeś raczej podejście, że jest to kolejne wyzwanie, z którym musisz się zmierzyć?

Mało wiedziałem wtedy o tej chorobie. Jak poważne konsekwencje zdrowotne może powodować cukrzyca. Chciałem też z tą chorobą – na przekór jej – zrobić coś pożytecznego.

I tu przyszła ci na myśl Fundacja Najsłodsi?

Zastanawiałem się sporo, co mogę zrobić, żeby znaleźć jakiś pozytywny aspekt w tej sytuacji. Skoro już mam cukrzycę, to chciałbym pokazywać tę chorobę w „ładniejszy sposób”. Niestety często spotykamy się ze stygmatyzacją. Także tematu cukrzycy. Od początku wiedziałem, że dam radę z tym żyć, ale dużo się nasłuchałem, między innymi w szpitalu, że powinienem się zastanowić nad zawodem, że zawsze mogę obniżyć cukier, ale kariera tancerza to nie jest najlepszy pomysł, że generalnie powinienem wziąć pod uwagę spokojne i lekkie życie. Ja jednak chciałem podejść do tego pozytywnie i zdecydować samemu, co dla mnie jest najlepsze. 

Jak chcesz razem z fundacją wspierać osoby chore na cukrzycę?

Fundacja Najsłodsi to miejsce, które powstało stosunkowo niedawno. Zaciekawiła mnie. Poznałem ich za pośrednictwem reżysera – Andrzeja Dragana. To on poznał mnie z założycielem fundacji – Michałem Figurskim. Głównym celem fundacji jest szukanie tzw. zagubionego miliona, czyli osób, które mają cukrzycę, a nie wiedzą o tym i wyniszczają swój organizm, co prowadzi do poważnych konsekwencji. Tak było z Michałem, który był świadom tego, że ma cukrzycę, tylko nie leczył jej i nie przyznawał się do niej przez wiele lat, bo bał się wykluczenia społecznego, o którym wspominamy. Fundacja ma też edukować, diagnozować i dawać rozrywkę. Chciałbym też przekazywać wiedzę jak ludzie chorzy mogą sobie radzić w codziennym życiu. Mówić o sprawach, o których powszechnie się nie mówi. Niedługo wydajemy e-booka, również z moim udziałem, w którym mówimy o tym jak się źle prowadzić, aby dobrze żyć. Pokazujemy, że tej choroby nie należy stygmatyzować i nie bać się życia z nią.

To znaczy? O jakich sprawach masz na myśli?

Chciałbym, żeby ludzie z cukrzycą nie bali się normalnie żyć. Mówi się na przykład, że niby nie możemy pić alkoholu. Możemy. Tylko musimy wiedzieć jaki i ile go możemy spożyć. Jaką dawkę insuliny wziąć do jakiego alkoholu, jak obniżyć bazę na pompie po jego spożyciu, itd. Co jest bardzo istotne – jak dopasować dawkę insuliny na noc. Bo to właśnie wtedy jest najgorszy moment. Sporo ludzi nie budzi się po alkoholu. Bardzo też bym chciał, żeby w Teatrze Wielkim zrobić „spektakl za kroplę krwi”, czyli każdemu z widzów na wejściu zmierzyć poziom cukru. To pomoże znaleźć ten „zagubiony milion” o którym wcześniej rozmawialiśmy, a osoby z podwyższonym cukrem też będą miały szansę na wcześniejsze wykrycie niekorzystnych zmian.

Jest coś czego się boisz w tej chorobie?

Wiele rzeczy. Na początku nie zdawałem sobie sprawy i nie miałem pełnego obrazu jakie są powikłania cukrzycy. Miałem w sobie złość, że czemu nikt mi o tym nie powiedział na początku. Pani psycholog w szpitalu powiedziała mi, że to straszne, że zachorowałem na cukrzycę i dla niej byłaby to żałoba i wielka tragedia, gdyby była w mojej sytuacji. Nigdy nie usłyszałem, z czym wiąże się ta choroba i jak mam działać, że mam brać insulinę, kontrolować cukier, itd. Wsparcie emocjonalne w wielu przypadkach w służbie zdrowia nie istnieje. Ale to temat na inną rozmowę. O wszystkim dowiadywałem się od innych osób chorujących na cukrzycę albo sam szukałem informacji, które by mi się przydały.

Kolejnym aspektem jest to, że ludzie się wstydzą tej choroby. Tak jak już wspominałem stygmatyzacja w tym nie pomaga. W wielu sferach życia cukrzyca to nadal temat tabu. Chociażby seks. O tym się mówi za mało. Ta choroba wiążę się z urządzeniami, które masz na sobie cały czas. Dla kogoś to może być problem i ludzie mogą odczuwać duży dyskomfort, a ty musisz kontrolować cały czas poziom cukru. Często nawet w sytuacjach intymnych z drugą osobą. Dla wielu ludzi może to być bardzo stresujące i wstydliwe. Tym bardziej jeśli ktoś nie jest w stałym związku. Chciałbym znaleźć jakiś sposób, który umożliwi ciekawe pokazanie tego aspektu. Możesz być piękny, szczęśliwy i aktywny we wszystkich sferach życia. Bez wyjątku.

Komplet dresowy: Hugo Boss, buty: Adrian Fabian, okulary: Cukier Puder Vintage Store

Jak wyglądał twój powrót na scenę?

Powrót do pracy był trochę frustrujący. Taniec z sensorem przysparzał trochę problemu. Zdarzały się sytuacje, w których wypadł, bo zahaczyłem o niego ręką. W pierwszym tygodniu powrotu do tańca wyrwałem aż sześć sensorów, które bez przerwy mierzą poziom cukru. Po czasie nauczyłem się jak to mogę zabezpieczyć bandażem elastycznym. Dobrze się złożyło także z zapotrzebowaniem na insulinę. Wysiłek fizyczny pomaga mi regulować jego ilość. Gdy tańczę i ćwiczę nie muszę tak często się „doładowywać”.

Zazwyczaj jest tak, że jak czegoś nie znamy to się boimy. Czy zespół baletowy też miał takie podejście?

Na początku miałem spadki cukru. Musiałem się nauczyć to kontrolować. Często zdarzały się zadyszki, wychodzenie z Sali, żeby zjeść coś słodkiego, ale dałem radę. Bałem się, że inni tancerze czy choreografowie zobaczą takie sytuacje i skończy się na tym, że nie dostanę do zatańczenia jakiejś większej roli. Teraz mam nadzieję, że już się do tego wszyscy przyzwyczaili, że tańczę z czymś na ramieniu i zdają sobie z tego sprawę, iż mogę wykonywać wszystkie partie jeszcze lepiej niż poprzednio, bo dbam o swoje ciało znacznie bardziej i wkładam dużo więcej wysiłku w swoją pracę.

Czujesz trochę presję?

Presję może nie, ale widzę, że też martwią się o moje zdrowie. Ustaliliśmy, że będę pracował w swoim tempie.Wcale nie czułem się, że robię coś gorzej i mi nie wychodzi. Wręcz przeciwnie. Czułem, że daję z siebie jak zawsze pełną energię. Miałem bardzo duże wsparcie w Natalii. To ona mnie motywowała i była trenerem. Za co bardzo jej jestem wdzięczny. Pomogła mi wyjść „z dołka”. Jak się chce to można. Pozytywne nastawienie jest najważniejsze. Cieszę się też, że jestem znów obsadzany w dużych rolach i nie mogę się już doczekać występu w wiodącej partii – prawdopodobnie już w czerwcu tego roku.

Garnitur z kryształami: Adrian Lewandowski, Buty: Hugo Boss

Założyłeś też swój „Mały Paryż” na warszawskiej Ochocie…

Pomysł SztukStudio zrodził się z potrzeby posiadania miejsca do ćwiczeń. Nie tylko dla siebie. Jak się okazało wielu tancerzy też podczas pandemii, szczególnie na początku, borykało się z problemem miejsca do trenowania. Teatr był zamknięty, nie było żadnych zajęć ani spektakli. To nam dało motywację do tego, żeby wraz z Natalią stworzyć wyjątkowe miejsce, które nie będzie tylko zwykłą salą taneczną. Stąd też wzięła się nazwa miejsca. Łączymy różne formy sztuki. Zapraszamy artystów, ciekawe osoby do stworzenia wyjątkowego klimatu tego miejsca. Chętnie gościmy osoby związane z branżą kulturową.

Bardzo nam zależy, żeby miejsce tętniło życie. W kameralnym gronie, zapewniamy nie tylko warsztaty tańca klasycznego, ale obcowanie ze sztuką poprzez warsztaty czy spotkania autorskie. Domowa aura sprzyja dzieleniu się inspiracjami i spostrzeżeniami na różne tematy związane z ruchem i różnymi formami sztuki. Zaskoczyło mnie też, że dużo mężczyzn chce uczestniczyć w warsztatach z tańca klasycznego.

Marynarka: Rodrigo de La Garza

Czemu cię to zaskoczyło?

Nie zaskoczyło mnie, że przychodzą tylko, że były to pierwsze osoby, które się do nas odezwały i zapisały na zajęcia. Tym bardziej, że nie ogłaszaliśmy się za bardzo. W końcu zrobiliśmy stronę internetową i zaczęli dzwonić panowie. Bardzo mnie to cieszy, że możemy przez to łamać stereotyp faceta w balecie. Robimy po prostu swoje.


Kristóf Szabó – Artysta tancerz, czołowy solista Polskiego Baletu Narodowego. Tańczy główne partie we wszystkich realizacjach tego zespołu, z którym związał się w 2013 roku po ukończeniu Ogólnokształcącej Szkoły Baletowej im. Romana Turczynowicza w Warszawie. Wtedy też został wybrany najlepszym absolwentem szkół baletowych w Polsce, reprezentował kraj na konkursie Eurowizji dla Młodych Tancerzy, otrzymał również nagrodę Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego za wybitne osiągnięcia artystyczne.

W 2019 roku w pierwszej edycji konkursu Perły Tańca, został nagrodzony za najlepsze kreacje sceniczne i role taneczne. W lutym 2020 roku zdiagnozowany z cukrzycą typu pierwszego. Powrócił na scenę i w swej działalności, jako ambasador fundacji Najsłodsi i fundacji Dance to Be, aktywnie wspiera artystów i chorych na cukrzycę.


Fotograf: Anna Pabijańczyk
Video: Konrad Koterba
MUA: Aleksandra Chojnacka
Stylista: Adrian Fabian
Asystentka stylisty: Dominika Lipok
Produkcja: Krzysztof Malcher, Kamila Kobus

Za pomoc w realizacji sesji zdjęciowej dziękujemy: