Ferrari przez lata bardzo ostrożnie podchodziło do elektromobilności. Owszem, pojawiały się hybrydy, eksperymenty technologiczne i deklaracje o „multi-energy strategy”, ale pełnoprawny elektryk długo pozostawał bardziej plotką niż realnym projektem. Teraz sytuacja się zmienia. Marka z Maranello oficjalnie pokazała model Ferrari Luce – pierwszy całkowicie elektryczny samochód w historii firmy.
I trzeba przyznać jedno: Ferrari Luce nie próbuje udawać Tesli ani kopiować rynku EV premium. Luce wygląda raczej jak próba stworzenia nowego segmentu wewnątrz samego Ferrari. Premiera odbyła się w Rzymie, w przestrzeni Vela di Calatrava. Miejsce nie było przypadkowe. To właśnie w Rzymie Ferrari odniosło swoje pierwsze zwycięstwo w 1947 roku. Teraz marka wraca tam z autem, które ma symbolicznie otworzyć nową epokę.
Ferrari, które wygląda inaczej niż wszystko wcześniej
Największe zaskoczenie? Proporcje. Ferrari Luce nie przypomina klasycznego supersamochodu marki. Auto ma cztery drzwi i pięć miejsc siedzących, co samo w sobie jest już dużą zmianą. Sylwetka jest bardziej futurystyczna, bardzo czysta wizualnie i mocno oparta na ogromnej szklanej bryle nadwozia. Ferrari opisuje ją wręcz jako „shell-like form” – jednolitą formę przypominającą skorupę.
Przy projekcie pracowało studio LoveFrom prowadzone przez Jony’ego Ive’a i Marca Newsona. Tak, tego Jony’ego Ive’a od Apple. To zresztą mocno widać w całej filozofii projektu. Wnętrze jest minimalistyczne, uproszczone i bardzo precyzyjnie zaprojektowane. Ferrari odchodzi tu od przesadnego futurystycznego chaosu znanego z wielu nowych elektryków.
Są fizyczne przyciski, aluminiowe pokrętła, mechaniczne przełączniki i bardzo ograniczona liczba elementów wizualnych.



1050 KM i ponad 530 kilometrów zasięgu
Pod względem parametrów Ferrari oczywiście nie odpuszcza. Luce generuje 1050 KM i przyspiesza do 100 km/h w 2,5 sekundy. 200 km/h pojawia się po 6,8 sekundy, a prędkość maksymalna przekracza 310 km/h.
Auto korzysta z czterech niezależnych silników elektrycznych – po jednym na każde koło. Ferrari bardzo mocno podkreśla, że cała architektura została opracowana od podstaw w Maranello. Dotyczy to również baterii, układu napędowego czy systemów zarządzania energią. Bateria ma 122 kWh pojemności i obsługuje ładowanie do 350 kW. Według danych producenta pozwala to odzyskać 70 kWh energii w około 20 minut.
Ferrari nie chce być „po prostu elektrykiem”
Ciekawe jest też podejście marki do samego dźwięku samochodu. Ferrari bardzo jasno zaznacza, że nie chciało tworzyć sztucznego, udawanego brzmienia silnika spalinowego. Zamiast tego powstał system oparty na realnych drganiach i pracy elektrycznych komponentów auta. Dźwięk jest wzmacniany i przetwarzany w czasie rzeczywistym.
Brzmi to trochę jak audiofilska interpretacja elektromobilności, ale akurat tutaj Ferrari podeszło do tematu wyjątkowo konsekwentnie. Marka ewidentnie próbuje zachować emocjonalność jazdy bez kopiowania przeszłości.



Najbardziej „komfortowe” Ferrari w historii
Luce ma być też najbardziej komfortowym Ferrari, jakie kiedykolwiek powstało. Producent mocno akcentuje wyciszenie kabiny, nowy system zawieszenia i ogrom pracy poświęconej redukcji hałasu oraz drgań. Samochód otrzymał m.in. aktywne zawieszenie, skrętną tylną oś oraz nową architekturę podwozia opracowaną specjalnie pod napęd elektryczny. W środku pojawił się też bardzo rozbudowany system audio z 21 głośnikami i mocą 3000 W.
Ferrari Luce jest ważne nie tylko dlatego, że to pierwszy elektryk marki. To raczej sygnał, że Ferrari chce rozszerzyć własną definicję samochodu sportowego. Luce nie zastępuje klasycznych modeli V8 czy V12. Marka wyraźnie podkreśla, że elektryfikacja ma poszerzać możliwości projektowe i technologiczne, a nie eliminować dotychczasowe napędy.
Auto trafi do segmentu, którego Ferrari wcześniej praktycznie nie miało – luksusowego, bardzo szybkiego grand tourera EV z pełnoprawnym wnętrzem dla pięciu osób. Dla jednych będzie to herezja. Dla innych najbardziej interesujące Ferrari od lat.


