fot. dzięki uprzejmości The Walt Disney Studios

Czy Emily wciąż miałaby rację? Luksus po drugiej stronie sukcesu

Krzysztof Malcher Editor-in-Chief

Jeszcze niedawno luksus był najpewniejszym biznesem w modzie. Dziś widać pierwsze pęknięcia: spowolnienie sprzedaży, zmęczenie klienta i rosnące ceny, które przestają się bronić. Czy sektor, który miał zawsze zarabiać, właśnie traci swoją przewagę?

„Luxury retail is the only sector of fashion that still makes money” – zdanie, w ustach Emily Charlton, która w drugiej części filmu „Diabeł ubiera się u Prady” gra dyrektorkę sprzedaży Dior brzmi jak prawda absolutna. Tyle że rzeczywistość 2026 roku jest znacznie mniej jednoznaczna. Luksus nadal generuje ogromne pieniądze, ale przestał być bezpieczną przystanią. To już nie jest biznes, który działa z automatu.

Luksus jako maszyna wzrostu – i moment, w którym się zatrzymał

Między 2019 a 2023 rokiem globalny rynek dóbr luksusowych rósł średnio o ok. 5% rocznie. W 2023 osiągnął wartość ponad 360 miliardów euro. Wysoki popyt, rosnące ceny, globalna ekspansja. Grupy takie jak LVMH czy Kering raportowały rekordowe wyniki, a marże operacyjne sięgały nawet 25–30%.

Ale 2024 przyniósł wyraźne hamowanie. W 2025 wzrost globalny praktycznie się zatrzymał, oscylując wokół 0–1%. W niektórych segmentach pojawiły się nawet spadki. W Stanach Zjednoczonych sprzedaż dóbr luksusowych spadła o kilka procent rok do roku, w Chinach odbicie po pandemii okazało się krótsze i słabsze, niż zakładano. To nie jest jeszcze kryzys, a stagnacja.

Najważniejszy motor wzrostu ostatnich lat był prosty: podnoszenie cen. Od 2019 roku ceny wielu produktów luksusowych wzrosły o 40–60%. Ikoniczne torebki od CHANEL czy Louis Vuitton zdrożały momentami niemal dwukrotnie. Przez długi czas to było spoko, bo luksus sprzedaje emocję, status i poczucie wyjątkowości. Klient nie kupuje tylko produktu – kupuje historię i dostęp do świata, który nie jest dla wszystkich. Problem jednak w tym, że dziś coraz więcej klientów zaczyna liczyć. Jeśli torebka kosztuje 10 tysięcy Euro, a jakość wykonania nie różni się znacząco od tej sprzed kilku lat, pojawia się dysonans. I to jest moment, w którym magia zaczyna pękać. Do tego dochodzą kryzys i wielkie afery o to, że produkty wielkich domów mody są produkowane po taniości.

Podział rynku: ultra-bogaci kontra reszta

Dzisiejszy rynek luksusu wyraźnie się rozwarstwił. Z jednej strony mamy ultra-luxury. Marki takie jak Hermès utrzymują dwucyfrowe marże i stabilny wzrost. W 2025 roku Hermès zanotował przychody przekraczające 13 miliardów Euro i marżę operacyjną powyżej 40% – poziom praktycznie nieosiągalny dla większości branży. Dlaczego? Bo Hermès nigdy nie bawił się w masowość. Ograniczona produkcja, ścisła kontrola dystrybucji, realna wartość rzemiosła. Popyt przewyższa podaż, a lista oczekujących staje się częścią strategii.

Z drugiej strony jest segment „aspiracyjny”. Klienci, którzy kupowali luksus okazjonalnie. Jako symbol awansu czy sukcesu. I to właśnie oni zaczynają znikać. W obliczu inflacji, rosnących kosztów życia i niepewności gospodarczej w wielu krajach, rezygnują z wydatków na dobra luksusowe albo przenoszą się do segmentu premium. Efekt? Marki, które budowały wzrost na tej grupie, tracą dynamikę i klientów. A co za tym idzie również zysk i pieniądze.

Retail traci kontrolę

Najbardziej widać to w klasycznym retailu. Domy towarowe i multi-brandowe butiki przez lata były fundamentem sprzedaży luksusu. Dziś ich rola się kurczy. Marki chcą mieć pełną kontrolę nad klientem – od pierwszego kontaktu po doświadczenie w sklepie. Dlatego inwestują w własne butiki i sprzedaż bezpośrednią. W efekcie tradycyjny retail staje się zbędnym pośrednikiem. Upadki i restrukturyzacje dużych graczy nie są przypadkiem. To efekt systemowej zmiany. Jeśli nie masz unikalnej oferty albo lojalnej bazy klientów, wypadasz z gry. Nie muszę chyba wspominać o ostatnim wycofaniu się butiku Gucci z domu handlowego Vitkac w Warszawie?

Zmęczenie luksusem

Jest jeszcze coś mniej policzalnego, ale równie ważnego: zmęczenie. Luksus przez lata był opowieścią o aspiracji. Dziś ta opowieść przestaje się sprawdzać. Social media odsłoniły kulisy, marketing stał się przewidywalny, a dostęp do informacji – wręcz natychmiastowy.

Młodsze pokolenia podchodzą do luksusu inaczej. Nie interesuje ich wyłącznie logo. Szukają jakości, autentyczności, czasem ironii wobec samego systemu. Dlatego rośnie rynek resale, vintage i niszowych marek. Globalny rynek resale przekroczył już 50 miliardów dolarów i rośnie szybciej niż tradycyjny luksus. To nie jest alternatywa. To konkurencja.

Kto dziś naprawdę zarabia?

Mimo wszystko luksus nadal jest najbardziej dochodowym segmentem mody. Ale tylko dla wybranych. Zarabiają dziś przede wszystkim ci, którzy odzyskali kontrolę nad całym łańcuchem. Od produkcji po moment sprzedaży. To oznacza mniej zależności od hurtowników, więcej własnych butików i bezpośredni kontakt z klientem, który pozwala nie tylko sprzedawać, ale też budować relację i utrzymywać wysoką marżę. Równie istotne jest świadome ograniczanie podaży.

Wbrew logice szybkiego wzrostu, nadprodukcja w luksusie niszczy wartość, bo odbiera produktowi poczucie wyjątkowości. Marki, które to rozumieją, wolą sprzedać mniej, ale drożej i bardziej selektywnie. Do tego dochodzi inwestycja w sam produkt – w materiały, rzemiosło, proces – zamiast polegania wyłącznie na marketingu i krótkoterminowym hype’ie. To właśnie dlatego Brunello Cucinelli czy Loro Piana rosną spokojnie, bez nerwowych ruchów i spektakularnych skoków, ale za to konsekwentnie. Ich siłą nie jest sezonowa popularność, tylko wiarygodność, którą buduje się latami – i której nie da się kupić jedną kampanią reklamową.

Nowa definicja luksusu

Dziś luksus nie polega już na tym, żeby być wszędzie. Polega na tym, żeby być we właściwym miejscu dla właściwego klienta. Paradoksalnie, im bardziej rynek zwalnia, tym bardziej liczy się precyzja. Nadprodukcja, agresywna ekspansja i uzależnienie od jednego typu klienta przestają być opłacalne na dłuższą metę. W tym sensie branża wraca do swoich korzeni. Do idei rzemiosła, jakości i ograniczonej dostępności. Tyle że teraz to już nie jest romantyczna wizja – to twardy model biznesowy.

Czy Emily miała rację?

Według mnie cytat z Emily dobrze oddaje sposób myślenia o luksusie… sprzed kilku lat. Dziś jest raczej wspomnieniem epoki niż aktualną diagnozą. Luksus nadal zarabia. Ale nie każdy i nie zawsze. To już nie jest sektor, który gwarantuje sukces. To sektor, w którym każdy błąd kosztuje więcej, a przewaga budowana latami może zniknąć szybciej, niż się wydaje. I może właśnie dlatego jest dziś… ciekawszy niż kiedykolwiek.