Pierwsza kolekcja haute couture Pierpaola Picciolego dla Balenciagi była jednym z najbardziej wyczekiwanych pokazów roku. Po odejściu Demny wielu zastanawiało się, czy nowy dyrektor kreatywny będzie próbował kontynuować jego estetykę. Odpowiedź okazała się jednoznaczna. Piccioli nie przyszedł do Balenciagi po to, by ją przepisać. Wrócił do fundamentów domu mody i przypomniał, że couture zaczyna się od konstrukcji, a nie od efektu.
Objęcie Balenciagi po Demnie nie należało do łatwych zadań. Przez ostatnią dekadę marka przyzwyczaiła odbiorców do spektaklu, prowokacji i kolekcji, które wywoływały dyskusje daleko wykraczające poza samą modę. Piccioli mógł pójść tą samą drogą albo spróbować zbudować własną narrację. Wybrał drugie rozwiązanie. I właśnie dlatego jego debiut wydaje się tak interesujący.
Pierwsze sylwetki nie próbują nikogo szokować. Dominują monumentalne płaszcze, wyraźnie zarysowane ramiona i długie suknie, których siła wynika z proporcji, a nie dekoracji. To kolekcja, która wymaga uważnego patrzenia. Im dłużej ogląda się poszczególne projekty, tym łatwiej zauważyć, że niemal wszystko zostało podporządkowane konstrukcji.
Piccioli traktuje ciało jak punkt wyjścia. Sylwetki powstają dzięki architekturze tkaniny, wewnętrznym konstrukcjom i precyzyjnemu krojowi, a nie przez nadmiar ozdób. W wielu projektach dekoracja pojawia się dopiero przy mankietach czy klapach płaszcza, pozostawiając resztę niemal ascetyczną. To właśnie ten kontrast sprawia, że kolekcja nabiera głębi.
Cristóbal Balenciaga jest obecny, choć niewidoczny
Największą zaletą debiutu Picciolego wydaje się sposób, w jaki odwołuje się do historii domu mody. Nie cytuje archiwów dosłownie. Nie rekonstruuje dawnych sylwetek. Zamiast tego wraca do sposobu myślenia Cristóbala Balenciagi o ubraniu. Hiszpański projektant od początku swojej kariery traktował modę jak rzeźbę. Interesowała go przestrzeń, objętość i relacja między ciałem a materiałem.
Piccioli rozwija tę samą ideę przy użyciu współczesnych technologii. Niektóre płaszcze powstały na podstawie trójwymiarowych skanów ciała, a ich wewnętrzne konstrukcje wykonano z formowanej skóry, dzięki czemu zachowują architektoniczną formę przy zaskakująco niewielkiej wadze. To jedno z tych rozwiązań, których widz prawdopodobnie nie zauważy podczas pokazu, ale które definiują całą kolekcję.
Najciekawsze rzeczy dzieją się wewnątrz ubrań
Od lat mówi się, że współczesna moda często skupia się na powierzchni. Piccioli zdaje się proponować odwrotny kierunek. Najbardziej zaawansowane elementy tej kolekcji ukryto pod warstwą tkaniny.
Balenciaga wykorzystuje między innymi nowy materiał opracowany przez AMSilk – laboratoryjnie stworzoną alternatywę dla jedwabiu, której włókna przypominają pajęczą nić i charakteryzują się wyjątkową wytrzymałością. Powraca również Neo-Gazar, współczesna interpretacja tkaniny stworzonej niegdyś przez Cristóbala Balenciagę. To rozwiązania, które nie dominują wizualnie, ale pokazują, że couture wciąż pozostaje laboratorium nowych technologii i materiałów.
Cisza po latach hałasu
Być może właśnie to najbardziej zaskakuje. Po latach, w których Balenciaga przyzwyczaiła odbiorców do głośnych pokazów i wyrazistych komentarzy kulturowych, Piccioli proponuje kolekcję znacznie spokojniejszą. Nie oznacza to jednak, że jest zachowawcza.
Jej odwaga polega na czymś innym. W czasach, gdy moda coraz częściej walczy o uwagę natychmiastowym efektem, Balenciaga proponuje ubrania, które odkrywa się stopniowo. Wymagają obejścia sylwetki, spojrzenia na nią z różnych stron i zrozumienia konstrukcji. Sam dom mody podkreśla, że niektóre projekty można w pełni docenić dopiero wtedy, gdy ogląda się je z perspektywy 360 stopni.
























