Yuka Ebihara
fot. Anna Pabijańczyk dla OCZY.MAG

Yuka Ebihara

"Chcę tworzyć emocje, po to aby ludzie przenieśli je z teatru do domu"

Na drodze do Polski miałaś kilka lat spędzonych w Kanadzie. Opowiedz trochę o swoich początkach i historii, która zaprowadziła Cię do Polski.

Zaczęłam tańczyć balet, kiedy mieszkałem w Chinach. Potem kontynuowałam naukę w Japonii – skąd pochodzę. Po ukończeniu normalnej szkoły średniej i odrobinie życia uniwersyteckiego, postanowiłam spróbować za granicą podążać swoją drogą, aby zostać profesjonalną tancerką. W pierwszej kolejności złożyłam podanie do szkoły baletowej w Kanadzie.

Po pracy i kształceniu się w Kanadzie, odbyłam wiele przesłuchań do zespołów baletowych w USA i Europie. Bardziej spodobała mi się praca w teatrze europejskim, a pierwszą pracę dostałam w Norwegii – w Operze Narodowej w Oslo.

To była długa droga, a zanim przyjechałem do Polski, była to również droga pełna przygód. Oprócz Norwegii występowałam również w Wielkiej Brytanii, Francji, USA i Chorwacji.

Czego nauczyłaś się w Polsce?

Kultury, języka i… samych ludzi.

Co przekonuje Cię do kultury europejskiej, która jest niezwykle odmienna od kultur azjatyckich?

Jest inaczej i uważam, że nie można nawet powiedzieć „europejska” czy „azjatycka”. Pomiędzy tymi „światami” jest też wiele różnorodnych kultur, które się łączą.

Podoba mi się moje życie tutaj, w Polsce. Spędziłam już sporo czasu poza moim ojczystym krajem. Zazwyczaj jeżdżę do Japonii latem na kilka tygodni. Ale nie tęsknię za życiem tam. Jest dla mnie zbyt „szybkie” i teraz ja – jako człowiek – lepiej pasuję do Europy.

W naszym balecie narodowym zaczynałaś jako tancerka zespołu. Dzisiaj jesteś pierwszą tancerką Polskiego Baletu Narodowego. Czy od początku marzyłaś o solowych rolach czy może chciałaś się spełnić jako tancerka zespołowa?

Zawsze pasjonowałam się tańcem. Oczywiście wspaniale jest za każdym razem dostawać większe role, ale po prostu podążałam za swoją „miłością” i to mnie tu przywiodło.

To diametralna różnica być w zespole, a odgrywać główną postać. Doświadczyłam różnych uczuć będąc w zespole. Dały mi olbrzymie poczucie energii bycia razem z innymi tancerkami. To wspaniałe. Jednocześnie możliwość odgrywania roli i wyrażania emocji na scenie w pojedynkę jest niezastąpionym uczuciem.

Jedna i druga rola wymaga trochę innego przygotowania. W zespole współtworzysz siłę corps de ballet, a jako solistka możesz podejść do tańca i do swojej roli bardziej indywidualnie. Czy taka ewolucja była dla Ciebie trudna?

Jako solistka masz więcej wolności w przekazywaniu emocji. Możesz stworzyć postać według własnego uznania. To ekscytujące. Jednak wciąż czasami mam wątpliwości, czy idę w dobrym kierunku, ale nawet ten proces jest dla mnie bardzo cenny i… kocham ten stan.

Polski Balet Narodowy to istny tygiel. Jak odnalazłaś się w takim gąszczu kultur, ludzi i zwyczajów?

Kiedy dołączyłam 9 lat temu, było to bardzo zamknięte środowisko. Ludzie nie byli zbyt otwarci. Przynajmniej tak to pamiętam. Wtedy prawie zrezygnowałam z pobytu w Polsce.

Od tamtej pory wiele się zmieniło – a może po prostu teraz widzę to inaczej? Dziś nasz zespół to o wiele więcej narodowości i kultur, co daje zagranicznym tancerzom większy komfort. Ja to doceniam.

Wolisz role, które są tworzone dla Ciebie czy może te, którą są interpretacją światowych postaci? Wtedy bardziej starasz się dorównać innej adaptacji – oglądasz je, porównujesz, wykonujesz podobnie do innych – czy starasz się stworzyć swoją wizję postaci?

Najpierw staram się zrozumieć intencję od choreografa, jeśli to możliwe. a potem spróbować na wiele różnych sposobów głębiej przemyśleć rolę. Czasami też oglądam innych tancerzy. To wszystko może dać mi wskazówki, jak stworzyć własną wersję postaci.

Bezpośrednia współpraca z choreografem jest bardzo cenna. Twórca daje mi esencję swojego dzieła, ale wciąż pozostawia mi przestrzeń do własnej interpretacji. Nawet jeśli postać została stworzona jakiś czas temu dla kogoś innego, mogę ją ożywić i przedstawić na swój sposób. 

A jeśli rzeczywiście postać została stworzona specjalnie dla mnie, proces twórczy jest bardzo ważny. Zależy on od naprawdę wielu czynników – kiedy, z kim tańczę, w jakim jestem stanie tego dnia. Przez to wszystko postać może się całkowicie zmienić. Dlatego rola lub utwór za każdym razem będą żywe i nie będzie można ich przewidzieć. To jeden z najpiękniejszych atutów tej formy sztuki.

Taniec wymaga kondycji godnej zawodowego sportowca. Jak dbasz o sprawność fizyczną?

To bardzo wymagająca praca. Trenuję tak, aby nie spowodować kontuzji. Staram się słuchać swojego ciała. Jako tancerze jesteśmy dość wrażliwi fizycznie, więc myślę, że jeśli jesteś wystarczająco ostrożna, aby słuchać wewnętrznego „ja”, możesz zapobiec pogorszeniu się sytuacji i nie spowodować żadnych uszczerbków na zdrowiu.

Choć taniec może wydawać się liryczny i wolny to tak naprawdę nieustanna koncentracja i skupienie. Jak potrafisz to utrzymać nawet przez kilka godzin spektaklu?

Nie wiem, ale wydaje mi się, że wymaga to dobrej koncentracji. Jestem wyczerpana po każdym występie. Choć nie czuję tego na scenie. Poza tym zwykle nie mogę zasnąć do późnych godzin wieczornych z powodu tak wysokiego poziomu adrenaliny.

Nie zdawałam sobie sprawy, ale teraz wyobrażam sobie, że po miesiącach kwarantanny wyjście na scenę przed tysiącami ludzi będzie wymagało ode mnie bardzo dużo energii i koncentracji.

Od początku swojej kariery byłaś zauważana, chwalona przez polskie i zagraniczne media. Czym dla Ciebie jest taki wszechobecny zachwyt i uwaga, która przykuwasz?

Może dlatego, że jestem obcokrajowcem (i Azjatką, która oczywiście wygląda inaczej niż większość społeczeństwa w Polsce). Dla mnie to nie jest niezwykłe, że jako obcokrajowiec zostałam Pierwszą Tancerką Baletu Narodowego.

W jednym z wywiadów opowiadałaś, że Twoim marzeniem jest zagranie postaci Małgorzaty Gautier w „Damie Kameliowej” w choreografii Johna Neumeiera. To już za Tobą…

Spełnienie tego marzenia było nieoczekiwane. Nigdy nie wyobrażałam sobie, że dokonam tak dużego osiągnięcia. To prawdziwy zaszczyt móc zatańczyć tę rolę w jednej z najpiękniejszych produkcji Johna. I to z muzyką Fryderyka Chopina. To marzenie większości baletnic.

Uwielbiam tworzyć poprzez role dramatyczne, również abstrakcyjne. Chcę tworzyć emocje po to, aby ludzie przenosili je z teatru do domu. Brzmi to dość nierealnie, ale wierzę w połączenie teatru z prawdziwym życiem. Właśnie to w sztuce doceniam najbardziej, kiedy idę zobaczyć piękny występ i uświadamiam sobie piękno życia. Chciałabym móc przekazać coś takiego poprzez taniec. 

Czy Warszawa jest dla Ciebie tylko „przystankiem” na mapie świata?

Tak, jednak mój pobyt tutaj jest już dość długi. Kiedyś interesowało mnie rozpoczynanie w zupełnie nowym miejscu z nowym otoczeniem i budowanie kolejnych stopni w swojej karierze. Dlatego tak dużo się przemieszczałam – aby rozwijać swoją karierę. Teraz czuję się inaczej, pozostając przez chwilę w jednym miejscu. Mam więcej związku z tym miejscem i ludźmi tutaj. Daje mi to siłę, by iść dalej i podejmować co raz to więcej wyzwań.

Czy uważasz, że szczyt kariery jest nadal przed Tobą? 

Jeśli spojrzę wstecz na początek mojej kariery, naprawdę dużo poświęciłam, aby marzenie o tańcu baletowym się spełniło. Każdy dzień był walką ze sobą i szczerze mówiąc – nie mogę tego teraz powtórzyć. To za trudne. Moje życie było całkowicie poświęcone osiągnięciu mojego marzenia. Jednocześnie uwielbiałam ten cały proces.

Teraz widzę swoje życie trochę spokojniej. Może dlatego, że już coś osiągnęłam. Jednak wciąż jest tak wiele wyzwań. Jeśli chcesz, zawsze jest miejsce na rozwój. W porównaniu do szczytu fizycznego, który wciąż staram się utrzymywać, teraz wierzę, że mogę nadać mojej karierze inną, artystyczną stronę. Mogę wykorzystać całe swoje doświadczenie, aby wyrazić głębsze, bardziej osobiste emocje na scenie.

Na przykład: roli Marguerite nie mogłabym odegrać 5 czy 10 lat temu. Nie wiem, czy wtedy dałabym radę. Nawet w tej samej produkcji – za kilka lat – będzie różnica w tym jak ją grasz, ponieważ to czujesz i widzisz. To interesujące.


Fotograf: Anna Pabijańczyk
Video shoot: Kiwi Media Productions
Stylizacja: Adrian Holc
Make-up & hair artist: Beata Krzyżostaniak
Table setting: Anna Nowak ProStyle Production

Dziękujemy za udostępnienie do sesji swoich projektów Agnieszce Maciejak oraz markom Forever, Baldowski, Yes, Krosno i LauraStar.

Sesja zrealizowana dzięki uprzejmości Alchemist GastroPub Warszawa.

redaktor naczelny