fot. Anna Pabijańczyk dla OCZY.MAG

Adam Fidusiewicz

"Nie otrzymuję dużo hejtu, bo ja zjadam moich hejterów. Mniam, mniam!"

Jaki jesteś? Większość zna ciebie z filmów, telewizji czy teatru jako „pana aktora”, ale jakbyś określił siebie, twój styl bycia?

Lubię manipulować sytuacjami społecznymi i badać granice przyzwoitości. Najchętniej zjadłbym twoją duszę. Aktorstwo jest dla mnie pracą, którą lubię, ale definiując siebie nie myślę „jestem aktorem”. Aktorzy źle mi się kojarzą – aktorzy są nadęci i opowiadają dużo nudnych anegdot. O wiele bardziej chciałbym definiować siebie jako: „osoba, która lubi wymyślać rzeczy i sprawdzać je w praktyce”.

Czy aktorzy kończą się na telewizji czy ekranie kinowym i zostają w tylko w teatrze? Jak to jest z byciem aktorem? Jakie ścieżki w życiu lub możliwości otwiera ten zawód?

Aktorzy kończą się jak tylko uwierzą, że są mądrzejsi od innych i mogą pouczać. Aktorstwo uczy łatwości komunikacji z ludźmi, ponieważ na próbach w teatrze i na nagraniach przed kamerą, cały czas odgrywamy różne scenariusze i ćwiczymy wersje potencjalnych rozmów. Mniej boimy się w życiu prywatnym zrobić komuś awanturę albo przymilić się.

Kolejnym plusem aktorstwa jest rozpoznawalność. Pomaga ona załatwić wiele rzeczy w życiu, ponieważ ludzie bardziej ci ufają, gdy myślą, że cię znają. 

Aktorstwo daje też możliwość zainteresowania się światami, do których pewnie nigdy byś sama nie zajrzała. Robiłem spektakl o harcerzach, więc poznałem historię harcerstwa polskiego. Robiłem spektakl o Powstaniu Warszawskim, więc poznałem historię Powstania. I tak dalej i dalej.

Czy było jakieś doświadczenie, które wpłynęło na ciebie najbardziej, ukształtowało cię jako człowieka?

Spotkanie Gavina Hooda (reżyser „W pustyni i w puszczy” – przy. red.), który pokazał mi, że sami jesteśmy odpowiedzialni za swoje emocje. A właściwie pokazał, jak można sterować myślami, żeby wywołać w sobie określone stany – płacz, gniew, radość, smutek. To było bardzo pouczające doświadczenie.

Zobacz, jeśli wydarza ci się coś w życiu, co cię wkurza – to jest to twoja emocja. I to ty możesz ją zmienić. To ty możesz zmienić swój stosunek do jakiegoś bodźca. Dzięki temu nauczysz się jak nie wkurzać się, gdy stoisz w korku albo gdy ktoś opowiada tę samą historyjkę. Władanie własnymi emocjami jest super.

Po tylu latach radzisz sobie z mitem Stasia z „W pustyni i w puszczy”? Wciąż jesteś postrzegany przez jego pryzmat. Czy była to chociaż twoja ulubiona rola?

Moi rówieśnicy pamiętają mnie jako Stasia. Ci trochę młodsi jako Maksa z „Na Wspólnej”, a ci najmłodsi jako Adama Fido z TikToka, czyli gościa, który jest podobny do Lucyfera z „Sabriny” na Netflixie. Moją ulubioną rolą jest postać Wilka z „Czasu Honoru”, ale z tego nikt mnie nie kojarzy.

Co jest najgorsze w Twojej pracy, a co najlepsze?

Jak to w pracy każdego freelancera – najgorsze jest to, że ciągle trzeba szukać pracy i udowadniać, że się coś potrafi. Ale to jest też super, bo uczy kombinowania, kreatywności i rozwiązywania problemów. Neil Gaiman powiedział, że w wolnym zawodzie najważniejsze cechy to: bycie miłym, dostarczanie pracy na czas i robienie dobrej roboty. Wystarczy spełniać tylko dwa z tych trzech punktów, żeby znaleźć zatrudnienie. 

Dużo czasu poświęcasz również improwizacji.

Uwielbiam improwizację. Improwizacja to tworzenie teatru tu i teraz. Korzystając tylko z inspiracji od widowni i własnej wyobraźni. W ogóle uważam, że podstawowe ćwiczenia improwizacyjne to coś, przez co każdy powinien przejść. Założenia są takie – słuchaj uważnie i obserwuj, co się dzieje na scenie, nie neguj pomysłów kolegów, do zastanej rzeczywistości dorzuć coś od siebie. Jeśli się tego nauczysz, to zrobisz spoko spektakl. Poza tym jak stosujesz się do tych reguł w życiu, to stajesz się fajniejszym człowiekiem. Dlatego polecam wszystkim „Szkołę Impro” w Warszawie. 

Jesteś zaangażowany w mediach społecznościowych, tworzysz dość specyficzny kontent. Z jakimi reakcjami ludzi się spotykasz?

Jestem zaangażowany, bo chcę iść z duchem czasu. Na zachodzie oczywistym jest, że każdy chce mieć swoją markę wirtualną, która ma coś do zaproponowania. W USA, jeśli ktoś jest influencerem/youtuberem to wzbudza szacunek, że udało mu się zgromadzić ludzi wokół siebie i to zmonetyzować. U nas ciągle jest to postrzegane jako coś niepoważnego, małego. Ale to się zmieni. Wszystko się zmieni.

Posiadanie TikToka jeszcze rok temu to był wstyd, powód do drwin, a teraz każdy go ma. A co ja mam do zaoferowania jako „marka wirtualna”? Dużo absurdu, autoironii, analizy niuansów. Chcę być tym co dostarcza kreatywności w lekko sarkastycznej odsłonie.

Oczywiście, ludzie bywają różni. Gdy na swoim Instagramie tańczyłeś charytatywnie, posypały się również negatywne opinie. Stąd moje pytanie: czy otrzymujesz dużo hejtu? Jak sobie z tym radzisz?

Nie otrzymuję dużo hejtu, bo ja zjadam moich hejterów. Mniam, mniam! A jeśli pytasz o strategię radzenia sobie z negatywnymi opiniami to jest taka – nie unikniesz ich. Zawsze będzie się pojawiać, a im bardziej będziesz wyeksponowana, tym bardziej będziesz komuś przeszkadzać. Trzeba pamiętać, że hejt jest reakcją jakiegoś człowieka na jakiś bodziec. Hejt jest jego interpretacją świata – prawdopodobnie jego własnymi rzygami, z którymi sobie nie radzi. Musi się zatem wyrzygać, bo inaczej się otruje. Niech więc sobie rzyga, a ja przytrzymam włosy i wskażę kierunek do kibla.

Mimo wszystko, widać, że chronisz swoje życie prywatne. W mediach społecznościowych możesz zaszokować, ale tylko jeśli masz na to ochotę. Czy naprawdę tak dobrze się maskujesz, czy zwyczajnie jesteś „grzecznym chłopcem”?

Maskuję się świetnie, bo interesuję się szyfrowaniem danych i ukrywaniem ruchu w Internecie. Wiem, jak zacierać za sobą ślady. Te wirtualne i prywatne. Wiem, że jeśli nie skasujesz historii przeglądarki, to ktoś może dotrzeć do tego, że oglądasz porno. Tak samo w życiu prywatnym. Jeśli nie wytrzesz po sobie obsikanej muszli, to ktoś w końcu do tego dotrze i połączy ten brud z tobą. Dlatego zawsze korzystajcie ze szczotki toaletowej oraz zawsze korzystajcie z szyfrowanego połączenia VPN. 

W ubiegłym roku z Tamarą Archiuch, Bartkiem Kasprzykowskim, Bartkiem Opanią i Michałem Paszczykiem stworzyliście spektakl „Telewizja kłamie”. Skąd pomysł na to? Jakie to było doświadczenie?

Pomysł wziął się z tego, że każdy z nas ma doświadczenie medialne i każdy wie, jakie numery i jaja potrafią odchodzić za kulisami programów telewizyjnych. Bez względu na stację. I o tym właśnie jest to przedstawienie. O zachęcaniu do samodzielnego myślenia. Cieszę się, że mogłem współpracować z doświadczonymi i świetnymi aktorami, bo bardzo się dużo od nich nauczyłem. 

Czego boisz się najbardziej?

Że nie poradzę sobie ze śmiercią najbliższych. I pająków.



Fotograf: Anna Pabijańczyk
Stylizacja: Adrian Fabian
Asystentka stylisty: Dominika Lipok
MUA: Aleksandra Chojnacka


Za pomoc w realizacji sesji dziękujemy domowi handlowemu Vitkac.

zastępca redaktora naczelnego, redaktor prowadzący