Pierwsza kolekcja haute couture Durana Lantinka dla Jean Paul Gaultier była jedną z najbardziej wyczekiwanych premier sezonu. Trudno odmówić jej odwagi i imponującego rzemiosła. Jednocześnie podczas pokazu wielu obserwatorów mogło odnieść wrażenie, że część sylwetek brzmi zaskakująco znajomo.
Objęcie przez Durana Lantinka stanowiska dyrektora kreatywnego Jean Paul Gaultier od początku zapowiadało zmianę kierunku. Holenderski projektant znany jest z eksperymentów z proporcjami, pracy z upcyklingiem i rzeźbiarskiego traktowania sylwetki. W swojej pierwszej kolekcji haute couture dla francuskiego domu mody rozwija te idee jeszcze dalej, wykorzystując druk 3D, elastyczne konstrukcje z TPU i PA12 oraz formy przypominające zewnętrzne szkielety ciała.
Ramiona rosną do nienaturalnych rozmiarów, gorsety przestają modelować sylwetkę, a zaczynają ją deformować. Krynoliny zamieniają się w przestrzenne konstrukcje, z których wyrastają kaskady tiulu, a stożkowy biustonosz Jean Paula Gaultiera przestaje być elementem bielizny i pojawia się w różnych miejscach ciała niczym kolce.
Moda zaczyna mówić jednym językiem
Patrząc na pokaz trudno jednak oprzeć się pewnemu wrażeniu. To nie jest zarzut wobec samego Lantinka. Wręcz przeciwnie – jego język projektowy jest wyrazisty i rozpoznawalny od lat. Problem polega na tym, że podobny sposób myślenia o sylwetce coraz częściej pojawia się również u młodych, niezależnych marek.
Przeskalowane biodra, architektoniczne ramiona, sylwetki przypominające biomechaniczne rzeźby czy ubrania budowane bardziej wokół konstrukcji niż samego materiału od kilku sezonów rozwijają projektanci spoza głównego nurtu. W Polsce podobne eksperymenty z proporcją i formą prowadzi między innymi marka Lumpx, która również traktuje ciało jako punkt wyjścia do budowania nowych, często przerysowanych sylwetek. To nie oznacza, że projekty są identyczne. Pokazuje jednak coś znacznie ciekawszego. Haute couture coraz częściej zaczyna czerpać z estetyki, która jeszcze niedawno rodziła się w niewielkich pracowniach i na pokazach młodych projektantów.
Gaultier pozostaje obecny
Jednocześnie Duran Lantink nie odcina się od historii domu mody. Powracają charakterystyczne elementy Jean Paul Gaultier – gorsety, krawiectwo, tiulowe spódnice czy kultowy stożkowy biustonosz. Projektant sięga również do archiwów marki. Wełniana tkanina wykorzystana podczas pokazu haute couture „Les Hussardes” z sezonu Jesień-Zima 2002/2003 otrzymuje nowe życie jako pancerz i garnitur, a zapomniana motocyklowa kurtka zostaje zrekonstruowana w formie patchworkowego projektu.
W kolekcji pojawiają się także odniesienia do Marii Antoniny. Hafty inspirowane wnętrzami Wersalu, osiemnastowieczne kokardy we włosach czy satynowe buty w kolorach nawiązujących do epoki Oświecenia tworzą kontrast z futurystycznymi materiałami i technologią druku 3D.
Couture w erze technologii
Sam Lantink określa kolekcję mianem „Tech Couture”. Nowe technologie nie zastępują tu jednak rzemiosła, lecz stają się jego kolejnym narzędziem. Elastyczne elementy drukowane w 3D współpracują z tradycyjnym krawiectwem, a historyczne formy zyskują zupełnie nowe proporcje. Pokaz pokazuje, że granica między awangardą a głównym nurtem zaciera się coraz bardziej. Estetyka rozwijana przez niezależnych twórców trafia dziś na wybiegi największych domów mody świata.
Być może właśnie dlatego podczas oglądania tej kolekcji wielu widzów miało wrażenie: „gdzieś już to widziałem”. Nie dlatego, że zabrakło pomysłów, ale dlatego, że współczesna moda coraz częściej rozwija się równolegle w małych pracowniach i największych atelier haute couture. Czasem różni je przede wszystkim skala wykonania, a nie sama idea.























