fot. Anna Pabijańczyk dla OCZY.MAG

Agnieszka Pestka

"Moje prace są przedstawieniem reprezentujących mnie kontrastów"

Kim jest Agnieszka Pestka? 

Jestem artystką i aktywistką. Miałam 21 lat, gdy wyjechałam z Polski do Madrytu. Tam zostałam aktywistką walczącą o prawa zwierząt. Następnie mieszkałam w dwunastu krajach. W Tokio zrozumiałam, co jest dopełnieniem i nieodłącznym elementem mnie – sztuka. Tam podjęłam decyzję o wyjeździe do Nowego Jorku, który stał się moim nowym domem.

Dziś jestem przede wszystkim artystką. Czuję się świadoma siebie. Nadal jednak zadaje sobie  pytanie: ,,Kim jestem?”. Gdy jest ciężko, gdy wokół dzieje się zbyt dużo, muszę się zatrzymać, przypomnieć sobie, w którą stronę zmierzam. 

Mieszkałaś w różnych krajach na świecie. Skąd się wzięły takie przeprowadzki? Czy miały one duży wpływ na Twoją sztukę?

Ogromny! Przeprowadzałam się tak często, ponieważ szukałam swojej drogi. Bez tych wszystkich miejsc, przeżyć i ludzi, których spotkałam, nie byłabym tym, kim jestem teraz. Nie byłoby mojej sztuki. Każdy kraj to inna historia, inni ludzie, przełamywanie swoich słabości.  

Byłam tak przyzwyczajona do przeprowadzek, że gdy osiadłam w Nowym Jorku, to potraktowałam to jako kolejne wyzwanie. Pierwszy rok był najtrudniejszy. Często budziłam się w środku nocy i “uciekałam” z mojego mieszkania. Na rowerze objeżdżałam Manhattan i słuchając muzyki wracałam do miejsc, z których przyjechałam. 

Artyści dzielą się na tych z wykształceniem szkół artystycznych i tworzących z pasji samouków. Te dwie grupy od zawsze sobie dogryzały. Należysz do pierwszej z nich, uczęszczała do School of Visual Arts na Manhattanie. Co sądzisz o tym podziale? Jak wpłynęła na Twoją sztukę szkoła? Myślisz, że byłbyś na tym miejscu, gdyby nie ona?

Tak naprawdę należę do samouków. Skończyłam jedynie 4 kursy w SVA. Mieliśmy tam dużo wolności i swobody w tworzeniu. Cały czas podpadłam nauczycielom, a szczególnie rektorowi. Zawsze mówili o mnie “trouble”. Przekupywałam ich naszym polskim prince polo. Nie podjęłam studiów, ponieważ należę do osób, które mogą uczyć się jedynie tego, czego chcą. Nie czułam, że ich potrzebuję. Myślę, że artysta nie powinien być oceniany przez pryzmat ukończonych uczelni, czy kursów. To nie jest zawód, jak np. informatyk. Człowiek, który jest pewny siebie i tego, co robi, nie czuje potrzeby, by komukolwiek dogryzać.  

Miałaś już swoje wystawy w Nowym Jorku, Key West na Florydzie oraz w Miami podczas tygodnia sztuki „Art Basel Miami”. Twoje prace mają wielu wielbicieli, są obecne w wielu prywatnych kolekcjach. Co uważasz za swój największy sukces?

Największym sukcesem jest możliwość bycia artystą, realizowania siebie. Cieszy mnie, gdy moja sztuka pozwala na chwile zapomnienia, oderwania się od rzeczywistości, pokazuje inny świat. Staram się za jej pomocą przekazać ludziom poczucie wolności, piękna, siły, strachu, delikatności, niepewności,  przerażenia czy radości.

Każda kolejna wystawa, kolejny odbiorca jest dla mnie ważny. Chciałabym swoją sztukę pokazać jak największej ilości osób. 

Czy przez to, że sprzedajesz swoje dzieła do prywatnych kolekcji, Twoja sztuka stała się poniekąd komercyjną? Bliższą designowi? Czy nie czujesz się przez to ograniczona?

Każdy artysta chciałby sprzedawać swoje dzieła i być w ten sposób docenionym. Nie uważam, by moja sztuka stawała się w ten sposób komercyjna. Moje dzieła są unikatowe, czuje się z nimi emocjonalnie związana. Tworzę to co chce tworzyć i nie czuje się w żaden sposób ograniczona. Jestem na początku kariery i nie wiem, co będę tworzyła w przyszłości. Może w kiedyś stworzę lampę albo krzesło. 

Jako artystka, jak odczuwasz pandemię? Jak obecna sytuacja wpłynęła na sztukę?

Czuję, że pandemia wpłynęła pozytywnie na moją kreatywność. Poza tym wiele razy w życiu doświadczyłam  braku normalności i stabilności. Podróże spowodowały, że bardzo szybko dostosowuję się do każdej sytuacji. Zamknięcie galerii i muzeów ma oczywiście negatywny wpływ na artystów i sztukę, ale wiem, że gdy pandemia minie ludzie będą spragnieni tego, czego zostali teraz pozbawieni. 

Jesteś aktywistką zaangażowaną w działania na rzecz praw kobiet. Jak odniesiesz się do obecnej sytuacji w Polsce? Czy ma ona wpływ na Twoje prace?

Jestem bardzo dumna z tego, że jestem Polką! Budujące jest to, że ludzie potrafią się zjednoczyć i walczyć o wspólne dobro, że chcą działać i zmieniać świat. Ta niesamowita energia jest bardzo inspirująca. 

Tak jest, że nienawiść jest większą sensacją, jest bardziej widoczna, ale widzę, że powoli to się zmienia. Coraz częściej widać tych, co zmieniają ten kraj i świat na lepsze! 

Akwaforta, technika graficzna dawnych mistrzów. Skąd fascynacja nią?

Pamiętam, gdy pierwszy raz znalazłam się w studio akwaforty. Dotknęłam matrycy, poczułam ten delikatny chłód metalu i wiedziałam, że to jest dokładnie to, co chcę robić. Nieprzewidywalność kwasu i innych chemikaliów… dają nieskończoną liczba możliwości.  W akwaforcie lubię też ciężką pracę oraz długotrwały, powolny proces, który uczy mnie cierpliwości. 

Twoje prace są mocno ekspresyjne. Niekiedy oniryczne, sensualne z wykorzystaniem rozmaitych technik. Mnie zafascynowały kinetyczne rzeźby z metalu. Opowiedz o nich. 

Moje prace są przedstawieniem reprezentujących mnie kontrastów. U mnie jest czarne albo białe. Rzeźby z jednej strony są piękne, delikatne, przyciągają blaskiem srebra i hipnotyzują. Jednak gdy podejdzie się do nich bliżej mają bardzo ostre końce, pokryte spalenizną. Wzbudzają niepokój i przerażenie. Chcesz ich dotknąć, a zarazem boisz się to zrobić. Gdy zawiesiłam je nad sofą u siebie w salonie, wówczas sama bałam się usiąść pod nimi. Każda moja praca jest w jakiś sposób opowieścią o tym, co przeżyłam, co widziałam.

Właśnie! Te prace bywają groźne, a przecież na początku swojej przygody w Nowym Jorku o mało nie stracił wzroku. To bardzo ciężkie doświadczenie, szczególnie dla artystki sztuk plastycznych. Jak sobie z tym poradziłaś? Dlaczego postanowiłaś kontynuować pracę z tak niebezpiecznymi materiałami?

Było to dość nieprzyjemne doświadczenie, ale wiele się nauczyłam, a nawet dzięki temu stworzyłam piękna pracę. Poradziłam sobie dzięki wielu lekom i lekarzom. Często bywało tak, że gdy wstawałam rano, popłakałam trochę i szłam pracować cały dzień. Od czasu do czasu kupowałam sobie kwiaty w prezencie, które do tej pory są częścią moich płyt. 

Mam szeroka perspektywę względem tego, jak wygląda i funkcjonuje świat. Czułam się wtedy gorzej. Lekko upokorzona. Lecz świadomość tego, że nie muszę zmagać się z głodem, wojną, okaleczaniem narządów płciowych czy gwałtem, sprawiła, że jestem wdzięczna za to, co mam.

Zdecydowałam się na kontynuację pracy z tymi materiałami, bo jestem to JA, tak czuję. Często patrzą na mnie jak na szaloną. Dla mnie szaleństwem jest brak walki o swoje marzenia i o to kim się jest, bądź chce być. 

Tytuł najnowszej wystawy to: „Nie Chcę Jej Stracić”. Kim jest „ona”? Skąd pomysł na tę wystawę?

Wystawa pod tytułem ,,Nie Chcę Jej Stracić” jest w zasadzie dedykowana jednej osobie. Gdy ją spotkałam poczułam niesamowitą fascynację, lekką obsesję, wtedy też wykreowałam sobie wyidealizowany obraz tej osoby. Wiedziałam, że przez różne style życia nigdy nie będziemy razem, a prawdopodobnie poznanie jej lepiej zburzyłoby mi obraz, który stworzyłam sobie w głowie. Zdecydowałem wtedy, że nie chcę jej stracić, a dokładnie tego pomnika pamięci wykreowanego przeze mnie. A ta obsesja i uczucie do niej jest jak narkotyk… dawały mi inspirację i energię do tworzenia.

Czy możesz zdradzić, jaki kolejny projekt planujesz?

Kolejny projekt chciałbym zrealizować w Kalkucie w Indiach, w jednej z największych dzielnic prostytutek. Dziewczynki najczęściej zmuszane są tam do prostytucji, znajdują się na samym dole drabiny społecznej. Są wykluczane ze społeczeństwa, często są ofiarami przemocy. Chciałbym tam pojechać i wykonać zdjęcia tych dziewcząt, by „wtrawić” je w moje płyty. Następnie chciałabym je pokryć zebranymi i wysuszonymi lokalnymi kwiatami. Praca składająca się z 20-30 płyt zostałaby zaprezentowana na suficie, tak jak w świątyniach od lat przedstawiano bogów, aby moje dziewczęta zmieniły się w boginie. Chciałabym nadać im największą wartość.

Ze względu na epidemie, nie wiem, kiedy będę mogła zrealizować ten projekt. Dlatego prawdopodobnie najpierw polecę do Tel Avivu, aby poznać tancerkę Kornelie Marie Tamare Lech. Kornelia przez wiele lat była solistką w Polskim Teatrze Tańca w Poznaniu, a potem jako jedyna Polka tańczyła z najważniejsza szkole tańca na świecie Batsheva Dance Company. Chciałabym zrealizować projekt z jej sylwetką. Będzie to wspólna twórczość, której nie mogę się już doczekać.


Wystawę Agnieszki pt. „Nie chcę jej stracić”, możecie oglądać w Galerii La Vie Skin przy Placu Trzech Krzyży 3 w Warszawie. Wystawa otwarta jest do 15 stycznia 2021 r. 

Ze względu na pandemię galeria jest otwarta tylko po wcześniejszym umówieniu.

zastępca redaktora naczelnego