fot. materiały prasowe

Saint Laurent Jesień-Zima 2021/2022

„Where the silver wind blows”

Ten sezon to kawałki przerwanego lodu. Tak jak na wiosenny pokaz Anthony Vacarello zaprosił nas na pustynię, tak tym razem spotykamy się w iście lodowej aurze. Oczywiście z uwagi na panującą pandemię pokaz został nagrany wcześniej bez udziału publiczności.

Przechadzające się po zimnych lodowcach modelki ubrane są w to co Saint Laurent lubi najbardziej. DNA marki pozostaje niezmienne. To odważne cięcia, proste formy w kolorze czerni, złota z akcentami czerwieni i srebra. Pojawiają się też body. Na zimę? Ciekawe.

Pokaz „Where the silver wind blows” („Gdzie wieje srebrny wiatr” – przyp. red.) zaczyna się mglistą stylizacją z kaszmirowym niebieskim swetrem i olbrzymią biżuterią. Pojawiają się elementy futer na rękawach oraz czapki. Kobieta Anthonyego Vacarello nie ogranicza się w swoich wyborach. Jej stylizacje są proste, ale naprawdę bogate.

Filmowa wręcz sceneria pod wodospadem, przenosi nas do krainy długich kozaków, zwiewnych płaszczy i… spódnic mini.

Projektant wymienił preferowaną w latach 60. i 80. ubiegłego wieku monochromatyczną paletę Saint Laurenta na bajecznie bogatą gamę fioletu, kobaltu, złota i szarego koloru na twarzy.

Kolekcja na sezon jesień-zima 2021/2022 to bogactwo odważnych faktur, które komponują się – może trochę w stylu Chanel – z urodą kobiety. Dużo tutaj lureksu, kraty, bouclé czy tweedu. Szlachetne tkaniny na jedwab czy aksamit również znalazły swoje miejsce w stylizacjach.

O oprawę muzyczną pokazu jak zawsze zadbał SebastiAn, który oparł soundtrack o kompozycje Maxa Richtera.

redaktor naczelny