Perfume Craft
fot. dzięki uprzejmości Perfume Craft

PerfumeCraft robi perfumy, które pachną jak konkretne miejsca i wspomnienia

Krzysztof Malcher Editor-in-Chief

Polska scena perfum niszowych rośnie bardzo szybko, ale nadal niewiele marek ma własny język. Dużo zapachów brzmi znajomo: oud, ambra, wanilia albo kolejna wariacja na temat „clean skin scent”. PerfumeCraft buduje perfumy wokół lokalnych składników, natury i emocji związanych z konkretnymi miejscami. Bez kopiowania paryskiej niszy i bez udawania „old money artisan perfumery”. Ostatnio miałem okazję zapoznać się z kilkoma zapachami.

„Kaszëbsczi Mech” pachnie jak las po deszczu, ale bez świeczkowej banalności

Kaszëbsczi Mech to jeden z tych zapachów PerfumeCraft, które bardzo trudno opisać jednym zdaniem. Oficjalnie mówimy o szyprze z ogromną ilością naturalnego mchu dębowego.  Ale w praktyce ten zapach pachnie bardziej jak spacer przez świeży, wilgotny kaszubski las późnym latem. Najpierw pojawia się bardzo zielone otwarcie – daglezja, cytrusy, trochę świeżego powietrza. Potem wchodzą trawa, tytoń, pieprz i lekko skórzany klimat.  „Mech” ma w sobie wilgoć, ziemistość i coś lekko brudnego. Momentami pachnie jak mokra kora, stare drewno albo mech rosnący na kamieniach.

Współczesne szypry często są bardzo ugrzecznione. Regulacje IFRA (Międzynarodowe Stowarzyszenie Zapachowe) mocno ograniczyły użycie naturalnego mchu dębowego, więc wiele nowych zapachów jedynie „udaje” mszystość syntetycznymi molekułami. Tutaj czuć, że PerfumeCraft nie próbował zrobić perfum pod masowego odbiorcę. „Kaszëbsczi Mech” pachnie trochę retro, jak alternatywa dla współczesnych wygładzonych perfum designerskich.

„Miód Gryczany” jest jeszcze ciekawszy

Ale największym zaskoczeniem okazał się dla mnie chyba zapach nazwany Miód Gryczany. Większość perfum z nutą miodu bardzo szybko robi się ciężka, lepka albo przesadnie gourmandowa i do tego słodka. Nie jestem fanem takich połączeń. Tutaj jest inaczej. Miód nie pachnie cukrem. Pachnie prawdziwym miodem gryczanym – lekko dymnym, ziołowym, trochę woskowym i momentami niemal wytrawnym.  

To zapach, który bardziej przypomina późne lato na wsi niż deserową cukiernię. Pojawiają się siano, suszone zioła, kwiaty, miękkie drewno i delikatna nuta dymu. I właśnie ten dym robi tutaj ogromną robotę — przełamuje słodycz i daje kompozycji głębię.

PerfumeCraft bardzo świadomie buduje własną estetykę

Warto zaznaczyć, że PerfumeCraft nie próbuje robić „polskiego odpowiednika francuskiej niszy”. Marka bardzo świadomie buduje własny świat zapachów oparty na lokalności, naturze i konkretnych emocjach związanych z miejscem. I dzięki temu ich perfumy mają coś, czego brakuje wielu współczesnym premierom – autentyczność. „Mech” faktycznie pachnie jak las. „Miód Gryczany” pachnie jak prawdziwy miód, siano i późne lato.

Warto jednak też zaznaczyć, że to nie są perfumy „bezpieczne” Oba zapachy wymagają chwili cierpliwości. Nie są stworzone pod szybkie testy w galerii handlowej. Najlepiej projektują po kilku godzinach noszenia, kiedy zaczynają się ocieplać na skórze i pokazują więcej niuansów. To perfumy bardziej do przeżywania niż do szybkiego oceniania. Jestem bardzo ciekawy jak dalej rozwinie się marka i jakie zapachy wypuści.