Fot. Marcin Grabowiecki

Przedwojenna klasa – współczesny sznyt

Poznańska ulica Dąbrowskiego to ponoć najdłuższa ulica tego miasta. Ciągnie się przez ponad osiem kilometrów od dzielnicy Jeżyce daleko na peryferie miasta, do wijącego się przez dzikie łąki strumienia Krzyżanka. Wyznaczona została jako szosa pocztowa – szybkie połączenie między Poznaniem, a stolicą Prus – Berlinem. Ponoć pokonanie dystansu dyliżansem pocztowym trwało zaledwie 26 godzin! To właśnie na tej ulicy, na odcinku, który biegnie przez centrum miasta znajduje się niezwykłe mieszkanie własne architektki Marii Jachalskiej. 

Miejska, murowana zabudowa ulicy pochodzi w przeważającej mierze z samego początku XX wieku. Panująca wówczas szalona moda na secesję, widoczna jest zarówno na fasadach podniszczonych kamienic, jak i na klatkach schodowych, oraz w samych mieszkaniach – w finezyjnej linii stolarki drzwiowej i okiennej, w łagodnych kształtach ozdobnych gzymsów, które jakimś cudem zdołały przetrwać wojny światowe, komunizm i czas transformacji.

Poznańska architektka wnętrz Maria Jachalska marzyła o kamienicy. A w apartamencie przy dawnej szosie pocztowej zakochała się od pierwszego wejrzenia — mimo że podczas ich pierwszego spotkania stan mieszkania był daleki od idealnego. Architektka-właścicielka wspomina opłakaną kondycję wnętrza i potencjał, jaki w nim dostrzegła i którego za nic nie chciała zmarnować.

Odnawiając mieszkanie, za wszelką cenę pragnęła zachować klimat z czasów świetności kamienicy 
z 1904 roku. Oryginalne sztukaterie niestety rozpadły się przy pierwszym dotknięciu, architektka zastąpiła je jednak nowymi, możliwie najbardziej zbliżonymi do pierwowzoru. Także odtwarzając stolarkę okienną w salonie, trzymała się ściśle dawnego projektu podziałów wpisanych w zwieńczoną łukiem wnękę.

Maria Jachalska przyznaje, że już od początku pracy przy aranżacji mieszkania myślała 
o wielkomiejskich wnętrzach paryskich apartamentów, w których klasyczne, pamiętające pierwszych właścicieli niebotycznie wysokie pokoje są tłem dla mebli, oświetlenia i sztuki w różnych stylach, z różnych epok. Podobnie jest na poznańskich Jeżycach. Maria Jachalska wcale nie bała się spotkania secesyjnego ducha kamienicy z plastikowymi krzesłami „Masters” projektu Phillippe’a Starcka dla firmy Kartell, czy z wysmakowanym oświetleniem, którego projekty powstały w latach 50. XX wieku.

Apartament podzielony jest na dwie części. W pierwszej znajduje się pracownia architektoniczna Marii Jachalskiej o powierzchni 30 m kw. Za kolejnymi drzwiami — dziewięćdziesięcio-metrowe mieszkanie o bardzo tradycyjnym rozkładzie funkcjonalnym — długi wysoki korytarz i kolejne pokoje: salon, pokój gościnny, łazienka, kuchnia i jadalnia. Na końcu korytarza – sypialnia oraz garderoba.

By wejść do kolejnego pomieszczenia, wcale nie musimy wychodzić na korytarz. Pokoje są w amfiladzie, a dzielą je drzwi z kryształowymi przeszkleniami. Tradycyjna baza we wnętrzu to również drewniana podłoga – ułożony we francuską jodełkę dębowy parkiet wędzony w ciemniejszym niż naturalny odcieniu. Podłoga o głębokiej barwie kontrastuje ze współczesnym umeblowaniem – fotelem projektu Mai Ganszyniec dla Com40, welurową sofą Sits oraz z dywanem stylizowanym na wiekowy irański kobierzec.

Łazienka jest niewinna, biała i idealnie wpisuje się w stylistykę mieszkania. Połączono w niej migotliwą, porcelanową mozaikę z płytkami marki Marazzi o rysunku marmuru calacatta. Zamiast wanny na lwich nogach – jej współczesna wersja – subtelnie cienka Olia firmy Marmite.

Jak w prawdziwym wielkomiejskim apartamencie, także i tu, przy ulicy Dąbrowskiego ścianami zawładnęła sztuka, także i w złotych ramach. Jednak najbardziej spektakularnym dziełem w tym wnętrzu jest potężna rzeźba mężczyzny bez głowy dłuta absolwenta poznańskiej ASP Krzysztofa Wojtukiewicza. Muskularny mężczyzna, chociaż bez głowy, puszcza do nas oko. To klasyczne, pełne harmonii wnętrze, lecz dalekie od sztampy i śmiertelnej powagi.

redaktor naczelny, dyrektor kreatywny