fot. dzięki uprzejmości Valentino

Odszedł Valentino Garavani. Ostatni prawdziwy arystokrata mody

Krzysztof Malcher Editor-in-Chief

Valentino Garavani, urodzony 11 maja 1932 roku jako Valentino Clemente Ludovico Garavani, zmarł 19 stycznia 2026 roku w Rzymie, w swoim domu, otoczony bliskimi. Informacja została potwierdzona przez jego fundację i błyskawicznie obiegła świat mody.  

To moment, który trudno opisać bez poczucia końca pewnej epoki. Nie chodzi tylko o stratę projektanta. To symboliczny kres czasu, w którym glamour, szyk i idea kobiecego piękna miały jednego, jasnego mistrza.

Prosty chłopak z Voghera, który zmienił modę

Valentino wychował się w północnych Włoszech, w mieście Voghera. Już jako nastolatek wiedział, że moda to jego pole gry. Po nauce w École des Beaux-Arts w Paryżu i praktykach w tamtejszych atelier wrócił do Włoch i w 1960 roku w Rzymie założył własny dom mody.  

To był punkt zwrotny. W czasach, kiedy haute couture zaczynało tracić na znaczeniu, Valentino postawił na absolutną jakość, wyjątkowe rzemiosło i estetykę, która łączyła klasyczną elegancję z nowoczesnym duchem. Jego projekty nie były krzykliwe. One deklarowały klasę.

„Valentino Red” i wizerunek kobiety

Niewielu projektantów ma w modzie taki podpis, jak on. „Valentino red” — nasycona, prawie krwista czerwień — stała się kolorystycznym manifestem jego estetyki i jednym z najbardziej rozpoznawalnych odcieni w historii mody. Dzięki temu czerwone suknie Valentino przez dekady królowały na czerwonych dywanach i w garderobach gwiazd.  

A te gwiazdy… nie były przypadkowe. Elizabeth Taylor, Jacqueline Kennedy Onassis, Cate Blanchett czy Julia Roberts — to tylko kilka nazwisk z listy kobiet, które ufały jego wizji elegancji i nosiły jego kreacje na największe światowe sceny.  

Partnerstwo, biznes i kultura

Valentino to nie była jednoosobowa fabryka ikon. Od początku jego karierę współtworzył Giancarlo Giammetti — partner nie tylko w interesach, ale i w życiu. Ta relacja stała się fundamentem domu mody, który szybko przekształcił się w globalny brand.  

W latach 70. i 80. Valentino już nie tylko ubierał, on tworzył narrację kultury stylu. Jego pokazy w Rzymie przyciągały elity świata, a marka rosła w siłę. Co ciekawe, kiedy w 1998 roku sprzedał firmę, wiele osób obawiało się, że „to już koniec”. Nie był. Choć z czasem coraz więcej decyzji przejmowali nowi kreatywni dyrektorzy, duch Valentina był obecny w DNA marki aż do dziś.  

Koniec kariery i spuścizna

Valentino oficjalnie zakończył karierę w 2008 roku po 45 latach działalności. Jego odejście z aktywnej sceny projektantów nie oznaczało jednak schowania się w cieniu. Stał się ikoną kultury moda — kimś, kogo nazwisko znali nie tylko fashioniści, lecz także szeroka publiczność dzięki filmowi dokumentalnemu „Valentino: The Last Emperor”.  

Dziś, kiedy świat mody odchodzi od indywidualnych wizjonerów na rzecz korporacyjnych struktur i algorytmów trendów, strata Valentina uderza mocno. To przypomnienie, że prawdziwy styl i wpływ nie rodzą się z sezonowych kaprysów, lecz z konsekwentnej, osobistej wizji piękna.

VENUS jako domknięcie historii Valentina

Równolegle z dzisiejszą wiadomością o śmierci projektanta, w Rzymie właśnie otwiera się wystawa, która dziś brzmi niemal jak symboliczne domknięcie jego historii. Fundacja Valentino Garavani i Giancarlo Giammetti inauguruje w przestrzeni PM23 przy Piazza Mignanelli 23 ekspozycję „VENUS”. Valentino Garavani oczami Joany Vasconcelos” — drugą wystawę w nowo powołanym miejscu dedykowanym dziedzictwu couturiera.

To nie jest klasyczna wystawa archiwalna ani sentymentalny hołd. Portugalska artystka Joana Vasconcelos dostała pełną wolność twórczą i wykorzystała ją bez kompromisów, reinterpretując kody Valentina przez pryzmat współczesnej sztuki, kobiecych tożsamości i pracy rąk. Na ponad tysiącu metrów kwadratowych spotykają się monumentalne instalacje artystki z trzydziestoma trzema kreacjami haute couture z archiwum domu mody, wybranymi przez Pamelę Golbin. Centralnym punktem wystawy jest trzynastometrowa Valkiria VENUS — potężna, tekstylna figura wyrastająca z ośmiu sukien i dosłownie „rozlewająca się” po przestrzeni, jakby moda Valentina materializowała się w nowej, cielesnej formie.

Wystawa idzie jednak dalej niż estetyka. „VENUS” to także projekt społeczny angażujący setki osób — od studentów po pacjentów szpitali i osadzone w zakładach karnych kobiety — których ręczna praca stała się częścią instalacji. To mocny, bardzo aktualny gest: pokazanie mody nie jako luksusowego artefaktu, ale jako narzędzia wspólnoty, opieki i sprawczości. Dziś, w dniu odejścia Valentino Garavaniego, ta wystawa wybrzmiewa jak jego ostatnie, świadome zdanie — o pięknie, które ma sens tylko wtedy, gdy coś realnie znaczy dla ludzi.

Pożegnanie i ostatni hołd

Według komunikatu, jego ciało zostanie wystawione w Piazza Mignanelli w Rzymie 21–22 stycznia, a pogrzeb odbędzie się 23 stycznia w Bazylice Santa Maria degli Angeli e dei Martiri.  

Valentino Garavani to nazwisko, które nie tylko zamknęło się w dekadach haute couture. To imię, które przez lata uczyło — i nadal będzie uczyć — jak ubrać marzenia, a nie tylko ciała.