Dziś Aleja Róż jest jedną z tych ulic w Warszawie, które kojarzą się z eleganckim, spokojnym fragmentem Śródmieścia. Trudno jednak uwierzyć, że dwieście lat temu w tym miejscu biegła po prostu droga między polami należącymi do majątku Ujazdów. Była granicą pomiędzy rolą a ogrodem. Dopiero w XIX wieku, wraz z rozwojem miasta, zaczęła zmieniać swój charakter.
Najpierw pojawiła się aleja spacerowa prowadząca pomiędzy ogrodami. Około 1880 roku miejsce to stało się ulicą. Nazwano ją Aleją Róż – choć w tamtym czasie róż było tu niewiele. Nazwa była raczej obietnicą i elementem marketingu epoki. Miała sugerować prestiż i styl życia, który przyciągał nowych mieszkańców rozwijającej się dzielnicy.
Adres z dobrym sąsiedztwem
Już wtedy była to bardzo atrakcyjna część miasta. W pobliżu znajdowały się Aleje Ujazdowskie, Dolinka Szwajcarska – popularne miejsce spacerów i rozrywki – a także Ogród Ujazdowski i Łazienki. Lokalizacja była więc idealna: blisko centrum, ale jednocześnie w otoczeniu zieleni.
Z czasem przy ulicy zaczęły powstawać coraz wyższe kamienice czynszowe. Były przeznaczone dla zamożniejszego mieszczaństwa i miały standard znacznie wyższy niż typowe warszawskie budownictwo tego okresu.
Kamienica Lilpopa
Dom przy Alei Róż 10 powstał w 1912 roku. Zaprojektował go duet architektów: Karol Jankowski i Franciszek Lilpop. Jankowski jest znany m.in. jako autor Domu Towarowego Braci Jabłkowskich przy ulicy Brackiej, natomiast Lilpop należał do jednej z najbardziej wpływowych rodzin przemysłowych i architektonicznych w Warszawie.
Budynek szybko zyskał nazwę Kamienicy Lilpopa, ponieważ architekt miał tu swoją pracownię. W pewnym momencie pod tym adresem mieścił się również konsulat Wielkiej Brytanii, co tylko potwierdzało prestiż tej części miasta.



Architektura na styku epok
Kamienica powstała w bardzo ciekawym momencie w historii architektury. To czas, gdy dekoracyjny historyzm powoli ustępował miejsca bardziej racjonalnemu modernizmowi. Aleja Róż 10 stoi dokładnie na granicy tych dwóch epok.
Fasada jest stosunkowo powściągliwa, ale nie pozbawiona detalu. Pojawiają się płaskorzeźby, łuki i elementy dekoracyjne typowe dla początku XX wieku. Jednocześnie zastosowano nowoczesne jak na tamte czasy rozwiązanie – elewację z jasnej, „suszonej” cegły cementowej, która nadaje budynkowi charakterystyczną fakturę.
Kompozycja fasady nie jest symetryczna. Z jednej strony znajduje się wykusz, z drugiej zagłębione wejście z loggiami biegnącymi przez kilka kondygnacji. Dzięki temu Aleja Róż 10 nie wygląda monotonnie, mimo swojej klasycznej formy.




Warszawa, która przetrwała wojnę
Jednym z powodów, dla których Aleja Róż 10 zachowała swój charakter, jest fakt, że ta część Śródmieścia w dużej mierze przetrwała II wojnę światową. W czasie okupacji była to tzw. „dzielnica niemiecka”, co paradoksalnie sprawiło, że wiele budynków uniknęło zniszczeń. Dzięki temu dziś można tu zobaczyć fragment przedwojennej Warszawy z zachowaną ciągłością architektoniczną – coś, co w tym mieście zdarza się bardzo rzadko.
Po ponad stu latach kamienica przy Alei Róż 10 nadal pełni funkcję miejsca spotkań ludzi związanych z designem i architekturą. W przestrzeni tej działa dziś showroom trzech wyjątkowych marek – Paged, tylko oraz Pani Jurek, który łączy współczesne polskie wzornictwo z historią miejsca.
To ciekawe domknięcie pewnej historii. Sto lat temu pracowali tu architekci poszukujący nowych rozwiązań. Dziś w tej samej przestrzeni spotykają się projektanci, rzemieślnicy i twórcy współczesnego designu. I być może właśnie dlatego Aleja Róż 10 nadal pozostaje adresem, który ma znaczenie – nie tylko w historii Warszawy, ale także w jej współczesnym życiu kulturalnym.


