fot. dzięki uprzejmości Universal Music Polska

Jessie Ware wraca z „Superbloom”. Klubowa euforia i intymność w jednym

Krzysztof Malcher Editor-in-Chief

Jessie Ware zapowiedziała nowy album. „Superbloom” trafi na rynek 10 kwietnia i już po pierwszym singlu widać, że artystka nie zamierza schodzić z parkietu – ale tym razem ta euforia ma głębszy sens. Inspiracją dla płyty był klimat nowojorskiego Studio 54. Nie w wersji retro, tylko jako idea: wolność, dotyk, intensywność przeżywania. Jessie rozwija najbardziej taneczną odsłonę swojej twórczości, którą rozpoczęła przy „What’s Your Pleasure?”, a dopracowała na „That! Feels Good!”. Teraz jednak nie chodzi wyłącznie o hedonizm.

Jak sama przyznaje, chciała zejść głębiej. Zamiast czystego eskapizmu pojawia się refleksja o relacjach, o miłości, o lęku przed jej utratą. „Superbloom” nie jest więc tylko kolejnym popowym projektem z klubowym pulsem. To album o bliskości, która wymaga pracy i odwagi.  

„I Could Get Used To This” i pewność siebie

Pierwszy singiel, „I Could Get Used To This”, pokazuje kierunek całego wydawnictwa. Jest tanecznie, zmysłowo i bez wstydu. To Ware w pełnej kontroli nad swoim wizerunkiem – świadoma, że nie musi już nikomu niczego udowadniać. Krytycy piszą wprost, że stała się diwą. I trudno się z tym spierać.

Produkcję wsparli James Ford, Stuart Price, Barney Lister czy Jon Shave, a za miks odpowiada Ben Baptie. To nazwiska, które gwarantują jakość, ale ostatecznie to osobowość Ware spina wszystko w spójną całość.  

Jessie Ware nie jest dla polskich fanów egzotyczną gwiazdą z importu. Artystka wielokrotnie występowała w naszym kraju, m.in. na Orange Warsaw Festival, gdzie jej koncert był jednym z najmocniejszych momentów edycji. Polska publiczność reaguje na nią natychmiast – może dlatego, że jej muzyka zawsze balansuje między emocjonalną szczerością a klubową energią.

Pełny rozkwit

„Superbloom” ukaże się niemal trzy lata po świetnie przyjętym „That! Feels Good!”, który dotarł do trzeciego miejsca brytyjskiej listy sprzedaży i umocnił pozycję Ware jako jednej z najważniejszych postaci współczesnego popu. Nowy album ma iść krok dalej.

To Jessie Ware w momencie pełnego rozkwitu. Bez dystansu, bez ironii, bez chowania się za stylistyką. Jeśli wcześniejsze płyty były zaproszeniem na parkiet, „Superbloom” wydaje się zaproszeniem do środka – tam, gdzie taniec spotyka się z emocją.