Ferrari pokazało właśnie model, który idealnie wpisuje się w fantazję o jeździe wzdłuż wybrzeża Amalfi. Nowy Ferrari Amalfi Spider to kabriolet z silnikiem V8 o mocy 640 KM, który ma łączyć osiągi supersamochodu z przyjemnością jazdy pod gołym niebem. I trzeba przyznać – Włosi wciąż potrafią sprzedawać styl życia równie dobrze jak samochody.
Ferrari od kilku lat wyraźnie rozwija dwa różne światy w swojej ofercie. Z jednej strony są ekstremalne maszyny technologiczne jak 296 czy SF90. Z drugiej modele bardziej „życiowe”, które mają być sportowe, ale jednocześnie przyjemne w codziennym użytkowaniu.
Nowy Ferrari Amalfi Spider zdecydowanie należy do tej drugiej kategorii. To samochód zaprojektowany nie tylko do bicia rekordów na torze, ale przede wszystkim do jazdy – najlepiej w słońcu, z otwartym dachem i drogą wijącą się gdzieś między morzem a górami.


Ferrari do jazdy, nie tylko do podziwiania
Pod maską pracuje znana jednostka V8 twin-turbo o pojemności 3,9 litra, należąca do rodziny F154 – jednej z najbardziej nagradzanych konstrukcji silnikowych ostatnich lat. W tej konfiguracji generuje 640 KM, co pozwala rozpędzić samochód do 100 km/h w 3,3 sekundy, a prędkość maksymalna przekracza 320 km/h. Brzmi jak klasyczne Ferrari, ale charakter tego modelu jest trochę inny. Amalfi Spider ma być samochodem, którym można po prostu wyjechać na weekend. Nie tylko go oglądać.
Miękki dach z tkaniny otwiera się w 13,5 sekundy i można to zrobić nawet podczas jazdy z prędkością do 60 km/h. To detal, który pokazuje filozofię całego projektu – wszystko ma być szybkie, intuicyjne i bez wysiłku. W świecie supersamochodów to wcale nie jest takie oczywiste.


Włoska elegancja zamiast agresji
Projekt powstał w Ferrari Design Studio pod kierownictwem Flavio Manzoniego i bardzo wyraźnie widać tu odejście od przesadnej agresji. Sylwetka jest długa, płynna i elegancka. Bardziej grand tourer niż torowa broń. Długa maska, czyste powierzchnie i minimalistyczne linie sprawiają, że Amalfi Spider wygląda raczej jak luksusowy samochód do podróżowania niż kolejny ekstremalny projekt z Maranello. Ciekawostką jest nowy kolor Rosso Tramonto, inspirowany zachodzącym słońcem nad wybrzeżem Amalfi. Ferrari lubi takie romantyczne historie i trzeba przyznać, że w tym przypadku pasuje to idealnie do charakteru auta.
Wnętrze rozwija koncepcję dual-cockpit, w której przestrzeń kierowcy i pasażera jest wyraźnie oddzielona, ale wizualnie tworzy jedną całość. Projekt jest czysty i minimalistyczny, z dużą liczbą ekranów i – co wielu kierowców Ferrari przyjmie z ulgą – powrotem fizycznych przycisków na kierownicy. Jednym z ciekawszych elementów jest ekran przed pasażerem, który pokazuje parametry jazdy czy przeciążenia. W praktyce oznacza to, że pasażer może na bieżąco śledzić to, co dzieje się z samochodem.
Ferrari zadbało też o coś, o czym jeszcze kilkanaście lat temu w kontekście tej marki prawie się nie mówiło – praktyczność. Bagażnik ma 255 litrów pojemności przy zamkniętym dachu, co w świecie sportowych kabrioletów jest naprawdę solidnym wynikiem. Oczywiście nikt nie kupuje Ferrari, żeby przewozić walizki. Ale takie detale pokazują, że Amalfi Spider został pomyślany jako samochód do prawdziwego życia.
I być może właśnie dlatego może okazać się jednym z najbardziej pożądanych modeli Ferrari ostatnich lat. Nie jest najbardziej radykalny ani najbardziej futurystyczny. Jest po prostu samochodem, którym naprawdę chce się jeździć.


