fot. Mieszko Piętka (AKPA)

Maciej Zień pokazuje nową stronę swojej estetyki. „Set Me Free” odchodzi od romantyzmu

Krzysztof Malcher Editor-in-Chief

W Teatr 6. piętro odbył się pokaz najnowszej kolekcji Maciej Zień zatytułowanej „Set Me Free”. To jedna z najbardziej zaskakujących kolekcji projektanta z ostatnich lat. Zień, kojarzony głównie z elegancją, lekkością i bardzo romantycznym podejściem do kobiecej sylwetki, tym razem przesuwa akcenty w zupełnie inną stronę. Pojawia się więcej surowości, mocniejszych form i rockandrollowej energii.

Patti Smith zamiast klasycznego glamouru

Punktem wyjścia dla kolekcji stały się inspiracje undergroundową sceną lat 70. i 80., estetyką Patti Smith oraz wizerunkiem Kate Moss z lat 90. Ale „Set Me Free” nie jest nostalgicznym cytatem z tamtych dekad. Bardziej przypomina próbę przełożenia ich energii na współczesną garderobę. To też nie pierwsza inspiracja projektanta muzyką i latami 80. Przypomnijmy, że kolekcja Macieja Zienia na sezon Wisoan-LAto 2019 była inspirowana twórczością The Beatles.

Tym razem na wybiegu pojawiły się oversize’owe marynarki, koronkowe sukienki, skórzane kurtki, transparentne warstwy, gorsety, uprzęże i ciężkie bootsy. Obok jedwabiu i koronek pojawiały się denim oraz skóra, budujące wyraźny kontrast między delikatnością a ciężarem. Najciekawsze w tej kolekcji jest chyba właśnie napięcie między elegancją a pozornym nieuporządkowaniem. Sylwetki wyglądały momentami tak, jakby były składane intuicyjnie – nonszalancko zarzucone marynarki, rozpięte koszule, warstwowość i mocne dodatki budowały estetykę kontrolowanego chaosu.

Widać też, że projektant świadomie odcina się od wizerunku twórcy skupionego wyłącznie na czerwonym dywanie i klasycznej wieczorowej modzie. „Set Me Free” jest dużo bardziej codzienne, momentami wręcz streetwearowe. Obok wieczorowych sylwetek pojawiają się bluzy, ciężkie buty czy bardziej użytkowe fasony. To kolekcja, która próbuje rozszerzyć język marki Zień o nowe emocje i nową grupę odbiorców.

Teatr zamiast klasycznego wybiegu

Pokaz został wyreżyserowany przez Katarzynę Sokołowską, ale sama scenografia pozostała oszczędna. Surowa choreografia i przestrzeń Teatru 6. piętro dobrze współpracowały z klimatem kolekcji. Zamiast przesadnie teatralnej oprawy całość skupiała się bardziej na ruchu, muzyce i energii sylwetek. Kolekcja „Set Me Free” nie wygląda jak próba całkowitego rebrandingu marki. Bardziej jak moment wyjścia poza własny schemat.