Honey Dijon
fot. Chris Lavado (materiały prasowe)

Honey Dijon jest dziś wszędzie. Ale wszystko zaczęło się w podziemiach Chicago

Krzysztof Malcher Editor-in-Chief

Nie da się zrozumieć Honey Dijon bez historii Chicago. To tam w latach 80. rodził się house. W klubach takich jak Warehouse czy Music Box grali Frankie Knuckles i Ron Hardy. House nie był wtedy modnym gatunkiem z festiwalowych scen, ale muzyką tworzoną przez czarnoskóre i queerowe społeczności szukające własnej przestrzeni wolności.

Honey wielokrotnie opowiadała, że dorastanie jako czarna transpłciowa osoba w tamtych czasach nie było łatwe. Kluby dawały poczucie przynależności, którego często brakowało poza nimi. To właśnie tam zaczęła kolekcjonować winyle i uczyć się od ludzi, którzy tworzyli historię muzyki elektronicznej.

Nowy Jork i narodziny DJ-ki

W latach 90. przeniosła się do Nowego Jorku. Miasto było wtedy centrum kultury klubowej. Sound Factory, Twilo, Limelight czy Tunnel przyciągały najlepszych DJ-ów świata.

Honey nie stała się gwiazdą z dnia na dzień. Przez lata budowała pozycję w undergroundzie, grając sety oparte na house, disco, soulu i funkowych wpływach. Jej styl od początku różnił się od dominującego techno. Zawsze bardziej interesowała ją emocja, groove i historia muzyki tanecznej. To właśnie wtedy zaczęła pojawiać się również w środowisku modowym.

Moda znalazła Honey zanim znalazła ją popkultura

Na długo przed tym, zanim media zaczęły pisać o niej jako o ikonie stylu, Honey Dijon była stałą bywalczynią pokazów mody. Zaprzyjaźniła się z wieloma projektantami i stylistami. Współpracowała m.in. z Kim Jonesem, Virgilem Ablohem czy Nicolasem Ghesquière’em. Później tworzyła muzykę do pokazów Louis Vuitton, Burberry i Balenciagi.

W świecie mody ceniono ją za coś, czego nie można było kupić: autentyczność. Nie była celebrytką zaproszoną na pokaz. Była częścią tej samej kultury kreatywnej, z której wyrastali projektanci.

fot. materiały prasowe

Black Girl Magic

Przełom nastąpił w 2022 roku wraz z albumem „Black Girl Magic”. To nie była klasyczna płyta house’owa. Honey połączyła muzykę klubową z disco, soulem, funkiem i elementami muzyki gospel. Do współpracy zaprosiła m.in. Jamiego Principle’a, Pabllo Vittara, Hadiyyah, Mike’a Dunn’a czy Boy George’a. Album był jednocześnie muzycznym hołdem dla czarnej kultury queer, która współtworzyła historię house’u, ale przez lata pozostawała na marginesie głównych narracji.

Krytycy zwracali uwagę, że Honey udało się zrobić coś rzadkiego: stworzyć płytę zakorzenioną w historii gatunku, ale brzmiącą współcześnie.

Beyoncé, Renaissance i nowa publiczność

Jeszcze większą rozpoznawalność przyniosła jej współpraca przy albumie „Renaissance” Beyoncé. Płyta była pełna odniesień do kultury ballroomowej, house’u i muzyki klubowej. Honey Dijon znalazła się w gronie producentów i współautorów kilku utworów. Dla milionów słuchaczy na świecie było to pierwsze spotkanie z artystką, która od dekad funkcjonowała w klubowym undergroundzie.

Po premierze albumu jej kalendarz praktycznie eksplodował. Festiwale, pokazy mody, sesje dla magazynów i kolejne produkcje sprawiły, że Honey Dijon weszła do ścisłego grona najbardziej wpływowych osób współczesnej kultury klubowej. Dziś Honey Dijon nadal pozostaje przede wszystkim DJ-ką. Regularnie występuje na największych wydarzeniach świata – od Coachelli po Circoloco.

Polska publiczność mogła zobaczyć ją również podczas pierwszej edycji Circoloco, która przyciągnęła największe nazwiska światowej elektroniki.

Jednocześnie coraz mocniej rozwija działalność producencką. Jej najnowsze projekty pokazują, że nadal interesuje ją przede wszystkim muzyka klubowa oparta na groove’ie, soulu i historii house’u, a nie pogoń za krótkotrwałymi trendami TikToka. I właśnie to wyróżnia ją na tle wielu współczesnych gwiazd elektroniki. Honey Dijon nie pojawiła się wraz z modą na house. Ona jest częścią historii tego gatunku.